Cały ten cyrk!

with Brak komentarzy

W grudniu, z premierowym przedstawieniem, w Antwerpii zawita cyrk Barones – „polski cyrk”, jak się o nim mawia. Żoną właściciela cyrku jest Ewa Barones, z pochodzenia Polka, matka trzech synów – też cyrkowców.

O życiu w cyrku, o stresie towarzyszącym artystom w czasie prób i przedstawień, i o codziennych cyrkowych zmaganiach, z Ewą Barones rozmawiała Hanna Korcz.

– Dziękuję w imieniu czytelników gazety „Antwerpia po polsku” za to, że znalazła pani czas na naszą rozmowę zwłaszcza, że ludzie cyrku nie mają wiele wolnego czasu… Pani Ewa uśmiecha się i mówi – A ja cieszę się, że mogę panią oraz czytelników u nas gościć.

H.K: Cyrkowiec, to bardzo niezwykły zawód. Niektórzy ciągle przypisują mu stereotyp romantycznego marzyciela, który zaciąga się do cyrku po to, żeby przeżyć przygodę, podróżować i poznać świat.

E.B:, Wbrew pozorom cyrkowiec to bardzo konkretny zawód. Żeby wybrać taką drogę w życiu, trzeba być pasjonatem i czuć ideę, ducha cyrku. Najczęściej jesteśmy związani z cyrkiem od najmłodszych lat. Faktycznie, ciągle się przemieszczamy i w pewnym momencie cyrk staje się naszym domem. Będąc prawie cały rok w trasie, rzadko ma się okazję, żeby przebywać w prawdziwym domu. Staramy się więc w cyrku stworzyć na tyle dogodne warunki, żeby móc tu żyć. My świadomie wybieramy taką drogę. Mnie natomiast dziwi, że ktoś może całe życie pracować w jednym miejscu i codziennie siedzieć osiem godzin za biurkiem.

 
H.K: Sztukę cyrkową nazywa się też sztuką ludzkich możliwości. To są niesamowite ilości adrenaliny zarówno dla wykonawców, jak i dla widzów. Czy to kwestia wrodzonych skłonności do ryzyka, czy kontynuacja rodzinnych tradycji, czy coś więcej, jak np. powołanie czy misja do spełnienia?

E.B: W większości przypadków są to rodzinne tradycje, a zamiłowanie do cyrku pozostaje w rodzinie przez wiele pokoleń. Zazwyczaj rodzice uczą swoje dzieci od najmłodszych lat, ale można też iść do szkoły cyrkowej.

H.K: Czy wszyscy wytrzymują trudy ciągłych podróży i wielki wysiłek treningów i występów? Czy poddają się twardym zasadom funkcjonowania w grupie, czy część już na początku się wykrusza?
E.B: Jeśli chodzi o artystów, to wytrzymują oni trudy naszej pracy, taki wybrali zawód. Natomiast z innymi pracownikami bywa różnie. Jednak wszyscy, i artyści i obsługa, muszą poddać się zasadom panującym w Cyrku Barones. Artysta, który jest zatrudniony na początku roku na roczny kontrakt, zazwyczaj zostaje z nami do końca sezonu.

H.K: Jak artysta cyrkowy radzi sobie ze stresem w trakcie występów?

E.B: Cyrkowcy mają respekt  dla swojej pracy, szczególnie, kiedy ktoś pracuje u góry wykonując np. sztrabaty. Są to siłowe ćwiczenia na pasach lub linach zawieszonych wysoko nad areną. Na scenie adrenalina i brawa publiczności tak nas dopingują, że wszystko chcemy zrobić nie na 100, ale na 200 procent. I to nad tym trzeba zapanować, nie spalić się.

Zawód artysty cyrkowego to nie tylko występy na scenie i ta część pracy, którą oglądają widzowie. Oni widzą tylko efekt końcowy – perfekcyjnie dopracowany numer. O żmudnych, meczących treningach i ogromnym fizycznym wysiłku publiczność nie ma pojęcia.

H.K: Jak długo w ciągu roku jesteście w trasie?

E.B: To zależy od miejsca docelowego. Na ogół na początku trasy towarzyszy nam śnieg, a kiedy wracamy, też często widzimy śnieg. W trasie jesteśmy przez jedenaście miesięcy w roku i mamy jeden miesiąc urlopu. Wyjeżdżamy wtedy w różne strony świata by odpocząć, odwiedzamy też swoją rodzinę w Polsce.

H.K: W wielu krajach obowiązuje całkowity lub częściowy zakaz występów cyrków ze zwierzętami. Co środowisko cyrkowe o tym sądzi?

E.B: Przystosowujemy się do sytuacji, bo nie możemy tego zmienić. W Belgii są zabronione tygrysy, słonie. Ale za to mamy inne zwierzęta, które są dozwolone. W naszym cyrku zwierzęta mają odpowiednie warunki, każdy może przyjść i się o tym przekonać.

H.K: Ile czasu zabiera rozłożenie cyrkowego namiotu i wszystkie przygotowania do występów? Czy zdarzają się jakieś nieprzewidziane utrudnienia?

E.B: Namiot stawiamy w dwa dni, a najczęstsze utrudnienia powoduje zła pogoda. Mamy dwa namioty cyrkowe, oba są ogrzewane. W jednym mieści się 500 widzów a w drugim 800.

H.K: Ile osób w sumie liczy ekipa waszego cyrku?

E.B: W sumie jest nas ok. 25 osób (artyści i obsługa) i taka grupa jest przez cały rok. Cyrk to całe przedsiębiorstwo, każdy ma kilka zadań. Nikt nie może pozwolić sobie na chwilę lenistwa.

H.K: Jak to jest być matką w cyrku? Czy istnieje urlop macierzyński?

E.B: Nasze życie bywa trudne, ale jest ekscytujące. Artystki, które mają małe dzieci, niestety muszą kontynuować swoją pracę, czyli nie mają urlopu macierzyńskiego. Jeśli o mnie chodzi, jestem bardzo dumną i szczęśliwą mamą trzech synów.

H.K: Jesteście cyrkiem „rodzinnym”. Czy pani synowie myśleli kiedyś o wyborze innego zawodu?  Jak spędzają wolny czas?

E.B: Myślę, że dla nich takie życie jest ekscytujące. Cyrk podróżował po całej Europie. Synowie znają języki obce. Kiedy byli młodsi, chodzili do szkoły, potem uczyli ich prywatni nauczyciele. Mają swoich przyjaciół, także spoza cyrku. W wolnym czasie chodzą do kina, na basen, grają na Playstation, tak samo jak ich rówieśnicy. Ich życie podporządkowane jest cyrkowi i to jest ich wybór.

H.K: Jak spędzacie święta?

E.B: Święta spędzamy tak, jak każdy Polak. Wspólna Wigilia przy stole, prezenty, trochę odpoczynku a później praca.

H.K: Czy wasz „prawie polski cyrk”, jest inny niż belgijski?

E.B: Cyrk Barones jest innym cyrkiem niż wszystkie belgijskie cyrki. My, Polacy, pomagamy sobie i innym, a przy okazji staramy się być dla innych cyrków przykładem, jak być pracowitym, gościnnym i wytrzymałym.

H.K: Marynarzom życzy się „stopy wody pod kilem”. Czego życzy się artystom cyrkowym?

E.B: Najlepiej życzyć nam wielu sukcesów.

Życzymy bardzo wielu sukcesów!
Dziękuję za rozmowę.

 

 

 

 

 

 

Konkurs!!!
Dla wszystkich chętnych mamy do wygrania podwójne wejściówki na premierowe przedstawienie! Więcej informacji: Facebook „Antwerpia po polsku”

Facebook