Czy pandemia koronawirusa zmieni nasze życie?

with Brak komentarzy

Koronawirus pojawił się w grudniu 2019 roku na targu w chińskim w Wuhan.
Teraz jest przyczyną pandemii.

To może być koniec świata takiego, jaki znamy – mówią eksperci. W miarę postępowania epidemii, będziemy mieć coraz więcej problemów w każdej dziedzinie życia. Czarnych scenariuszy nie można wykluczać. A nawet powinniśmy szykować się na te najgorsze.

Może się okazać, że pandemia wyhamuje i konsekwencje nie będą aż tak bardzo poważne. Ale być może negatywne skutki pandemii będą o wiele gorsze i bardziej długotrwałe, niż kryzys finansowy sprzed dwunastu lat. Choć przyczyny tamtego kryzysu były inne, tutaj chodzi o rozmiar skutków. Wtedy świat na szereg lat pogrążył się w ekonomicznym kryzysie. Teraz, w trakcie pandemii i po jej ustąpieniu, kryzys może być jeszcze bardziej dotkliwy i długotrwały.

Obecna sytuacja może potrwać kilka, kilkanaście miesięcy i zweryfikować całe nasze dotychczasowe życie. Jeśli pandemia nie odpuści, ludzie będą chorować lub zostaną poddani kwarantannie i przestaną chodzić do pracy, gospodarka się zatrzyma lub bardzo spowolni. A nie wszędzie można pracować zdalnie.

Ludzkość staje przed wyzwaniem: na ile dla poszczególnych państw będzie ważny ich interes i dobro ich obywateli, a na ile cała ludzkość zjednoczy wysiłki i stworzy wspólny front przeciwko problemom związanym z kryzysem. Nie chodzi tylko o finanse i gospodarkę.

Koronawirus powoli zmienia nasze nawyki, upodobania, przyzwyczajenia. W pewnym momencie nauczymy się z nim żyć, oswoimy się z tą nową rzeczywistością. Jak poradzą sobie poszczególne państwa? Co się stanie z turystyką, kawiarniami, restauracjami, branżą budowlaną, fryzjerem, szewcem, dostawcami, pracownikami na produkcji, kierowcami transportu miejskiego i małymi lokalnymi firmami, które nie mogą działać na zasadzie telekonferencji?

Dla milionów pracowników, którzy zamienili swoje miejsca pracy na pracę zdalną, jest to rewolucja. Ta forma zatrudnienia może utrzymać się także po wygranej walce z pandemią. Nie oznacza to oczywiście, że wszyscy będą mogli pracować w domu.

Nauczyciele wrócą do szkół, urzędnicy do biur, dostawcy do samochodów. Otworzą się restauracje, zakłady fryzjerskie. Ale więcej spraw będziemy załatwiać przez Internet. Telekonferencje zyskają na popularności, a praca zdalna będzie przynosić wymierne korzyści. Na przykład ograniczy konieczność dojazdu, mieszkania w pobliżu miejsca pracy, niższe będą koszty utrzymania pracowników, lokali biurowych, samochodów służbowych, ograniczona zostanie liczba wyjazdów związanych z pracą – redukcja bądź ograniczenie kosztów pobytu w hotelu, przelotu samolotem oznacza kolejne oszczędności.

Może być to prawdziwa rewolucja na rynku pracy. Zakupy będziemy częściej robić przez Internet. Takie decyzje milionów konsumentów będą miały ogromny wpływ na gospodarkę. Zamiast wizyty w galerii handlowej – zakupy przez Internet. Żywność z dowozem do domu – zamiast wizyty w restauracji. Lista takich wyborów jest długa, i to będzie rzutować na poszczególne branże. Jest to widoczne już teraz. W wielu branżach będzie mniej przychodów i zysków, na przykład tańsze bilety do kina, atrakcyjne ceny w biurach podróży itp.

Ludzie umierają, brakuje lekarzy, personelu medycznego i sprzętu, gospodarka jest sparaliżowana, a lekarstwa na koronawirusa wciąż nie ma.

Nadciągającego kryzysu gospodarczego, który mocno uderzy w nasze portfele, nie da się powstrzymać przesunięciem zapłaty podatków czy działaniami odsuwającymi w czasie tego, co i tak nastąpi. To są próby chwilowego łagodzenia skutków kryzysu. Ale obywatel i tak odczuje je na własnej skórze. I zapamięta.

W sytuacjach kryzysowych ludzie chcą mieć zaufanie do władzy, chcą sprawnych instytucji opieki i podejmowania skutecznych działań. Ile rządów to potrafi? Nikt przecież na coś takiego nie był przygotowany. Żaden rząd, żadna władza.

Wprawdzie epidemie dotykają ludzkość od wieków, ale obecna przypada na czas wyjątkowego rozwoju cywilizacji w różnych dziedzinach, jak na przykład w zakresie nowych technologii. Dlatego oczekiwania ludzi są inne, niż przed laty. Ale nawet najsprawniejsze państwo nie jest w stanie dać sobie rady z wszystkimi problemami i ochronić swoich obywateli przed wszystkimi konsekwencjami tak poważnego kryzysu.

Wygrają te kraje, które skutecznie, suchą stopą, przeprowadzą ludzi przez pandemię, które poważnie i odpowiedzialnie podejdą do problemu. Przegrają te, które zbagatelizowały zagrożenie.

Każdy z nas przechodzi obecnie trudny test. Ciągle nie wiemy, jak będzie się żyło po pandemii, czy czekają nas podwyżki podatków, zawrotne ceny w sklepach. Takiego kryzysu nigdy wcześniej nie było. Przyszedł niespodziewanie, ale trzeba się przed nim bronić. Ta epidemia wszystkich nas dotyka w jednakowy sposób. Widać, jakim problemem dla świata jest koronawirus. Kontrolować się go nie da. Bagatelizować też nie wolno.

Coś się kończy. Świat, który znamy, zmienia się na naszych oczach. Zmienia go pandemia koronawirusa. Pewne obszary życia będziemy dzielić na te „przed” i „po” epidemii. Jeśli przyjmiemy pesymistyczny scenariusz, światowe gospodarki jeszcze przez wiele miesięcy będą sparaliżowane, ludzie będą umierać aż w końcu ludzkość obudzi się w nowej rzeczywistości.

Na taki scenariusz nikt nie jest gotowy. A najmniej gotowi są obywatele, przyzwyczajeni do pewnego dobrobytu, wolności, niezależności. Do tej pory byliśmy bezpieczni i pod to bezpieczeństwo ustawiliśmy całe swoje życie. Żyliśmy jak w kokonie, z boku obserwując narastający konflikt migracyjny w Europie, wojnę w Syrii i konflikty w Afryce. Aż tu nagle jeden mikroskopijny wirus rzucił nas na kolana i zmusił do przewartościowania wielu aspektów naszego życia.

Anna Janicka

Facebook