Najpierw pomyśl, potem napisz, na końcu upublicznij

with Brak komentarzy

Nie pisz w Internecie niczego pod wpływem emocji. Najpierw się zastanów. Tego, co raz napiszesz i upublicznisz, nie będzie można już wymazać. Emocje opadną, a wpis pozostanie.

Zwolnieni przez sieć

Coraz więcej pracodawców prześwietla swoich pracowników. Specjalne agencje monitorują ich profile osobiste i aktywność online. Dlatego nie umieszczajmy w sieci niczego, czego nie powinien widzieć nasz pracodawca, informacji, których nie podaje się do publicznej wiadomości. W przeciwnym wypadku może czekać nas niemiła niespodzianka.

Internet to przestrzeń publiczna. To, co umieszczamy w sieci, nawet jeśli nam się wydaje, że adresujemy do małej grupy użytkowników, może dotrzeć do naszego pracodawcy.

Wiele jest przypadków, kiedy pracownik, po zamieszczeniu na popularnym forum społecznościowym niepochlebnej opinii o pracodawcy, stracił pracę. I może nazwać się szczęściarzem, jeśli były szef nie wytoczył mu także procesu o zniesławienie.

Zamieszczanie w Internecie zdjęć z prywatnej imprezy zakrapianej alkoholem, też może mieć dla pracownika poważne konsekwencje. Pewien nauczyciel, po upublicznieniu fotografii z rodzinnej uroczystości z dużą ilością alkoholu w tle, został natychmiast zwolniony z pracy, bo jako osoba publiczna naraził na szwank prestiż wykonywanego zawodu.

Kiedy pracownik przebywa na zwolnieniu lekarskim, nie powinien zamieszczać na serwisach społecznościowych zdjęć z wypadów za miasto czy z galerii handlowej. Takie błędy, popełniane przez chorujących pracowników, skutkują nie tylko sporem z ubezpieczycielem, ale także z pracodawcą, który w tym momencie w majestacie prawa może takiego delikwenta spokojnie wyrzucić z pracy.

Internet widzi wszystko

Zanim umieścimy wpis w Internecie, pamiętajmy, że jeżeli ktoś będzie chciał nam zaszkodzić, na pewno wydobędzie z sieci kompromitujące nas treści. Nawet jeden, z pozoru niewinny wpis, jedna niestandardowa fotka – i lawina ruszy.

Ujawniając szczegóły ze swojego życia, musimy liczyć się z tym, że staną się one publiczne. Opowiadając o sobie, swoim życiu, rodzinie, przyjaciołach i znajomych pamiętajmy, że pewnymi informacjami nigdy nie należy dzielić się na forum z ludźmi poznanymi w sieci, bo nie wiemy, z kim mamy do czynienia.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jest to problem mało poważny. Komu i po co chciałoby się śledzić, wyszukiwać, przeglądać, znajdować, zbierać, przetwarzać? A jednak taką możliwość może wykorzystać wiele osób i instytucji. Poczynając od policji, poprzez agentów ubezpieczeniowych, (nie)życzliwe osoby, na pracodawcach kończąc.

Nie łudźmy się, że nasze prywatne konto rzeczywiście jest prywatne. Każdy, kto będzie chciał nas znaleźć, i tak znajdzie. Trzeba zachowywać daleko idącą ostrożność, wypowiadając się na temat swojej pracy, przełożonych, kolegów i panujących w pracy stosunków. Tego typu treści zawsze mogą stać się dowodem świadczącym przeciwko nam.

W sieci można znaleźć ostrzeżenia typu: „piłeś – nie pisz”, „bierzesz – nie pisz”. Niestety przez sporą część użytkowników traktowane są one z przymrużeniem oka. Znaczna część wpisów „ po zażyciu”, to ordynarne żarty, wulgaryzmy i nieprzemyślane opinie, mające zdyskredytować znajomych czy przełożonych. Dlatego przed pójściem na zakrapianą imprezę najlepiej jest wylogować się ze wszystkich serwisów. A przed tym zabezpieczyć je takimi hasłami, że wpisanie ich w stanie wskazującym, jest po prostu niemożliwe. I pamiętać, że Internet być może wszystkiego o nas nie wie, ale wie to, co sami mu powiemy.

E – emocje na cenzurowanym

Często teksty, powstające na użytek sieci, piszemy pod wpływem emocji, słabości, bezradności, chcąc komuś „dokopać”, czy na kimś się wyżyć. Emocje powodują, że tracimy zdrowy rozsadek, emocje biorą górę i wypisujemy to, co nam „ślina na język przyniesie”. A potem tego żałujemy.

Znalezienie osoby, która na forach znieważa innych, nie jest trudne. W sieci nikt nie jest anonimowy, każdy komputer można namierzyć i zidentyfikować. Mając do dyspozycji numer IP internauty, wyśledzenie go nie stanowi problemu. Namierzaniem innych w sieci zajmują się wyspecjalizowane agencje, dla których dotarcie do adresata konkretnego wpisu to przysłowiowa bułka z masłem.

Gdzieś tam komputery nieustannie zbierają, analizują i archiwizują naszą działalność w Internecie. Każde kliknięcie, dokonanie transakcji finansowej, podpisanie umowy jest do odtworzenia. A niektórzy z nas ciągle żyją w przeświadczeniu, że jako jedna z miliardowej części internetowego świata jesteśmy anonimowi. Nieprawda.

O czym trzeba pamiętać:

  • Zanim cokolwiek napiszemy i umieścimy w sieci, najpierw pomyślmy. To, co jest w Internecie, już tam pozostanie, nawet jeżeli niektóre treści wykasujemy. Istnieje niebezpieczeństwo, że ktoś zdążył już je skopiować, przechować, czy udostępnić dalej. Zarchiwizowane treści mogą spokojnie czekać i w odpowiednim dla kogoś momencie znaleźć się w sieci i nas skompromitować.
  • Ważny jest odpowiedni dobór znajomych. Lepiej zapraszać i przyjmować zaproszenia od osób, które się dobrze zna. I pamiętać, że nasi znajomi też mają znajomych. Może się okazać, że wypowiadając się niepochlebnie o pani X narazimy się na problemy, gdyż jest ona dobrą przyjaciółką naszego znajomego Y.
  • Nie korzystać ze społecznościowych serwisów w czasie pracy. Jest to zachowanie nagminne i negatywnie odbierane zarówno przez przełożonych, jak i współpracowników.
  • Udostępniając komunikaty, najlepiej stosować sprawdzony schemat. Trzeba przyporządkować znajomych do osobnych grup na przykład: prywatna, praca. W zależności od osób, znajdujących się w poszczególnych grupach, należy uważać, jakie komunikaty i komu się udostępnia.
  • Dokładnie czytać regulaminy serwisów internetowych, z których korzystamy. Zwłaszcza te, na których widnieje informacja o przetwarzaniu danych osobowych.
  • Nie akceptować bezwiednie komunikatów typu „ zaloguj się za pośrednictwem Facebooka”. Wyrażając na to zgodę, pozwalamy, aby aplikacja, której właściciela zapewne nie znamy, uzyskała dostęp do naszego profilu publicznego czyli imienia, nazwiska, listy znajomych, związków, zainteresowań, miejsca zamieszkania itd.
  • Kiedy przydarzy się nam wpisowa wpadka, najlepiej przyznać się do chwili słabości i przeprosić. Nawet jeśli szybko usuniemy wpis, najprawdopodobniej i tak zostanie on zauważony, skomentowany i przesłany dalej.

Uważaj, co piszesz

Korzystając z Facebooka, nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że rozmowy użytkowników na tym portalu są monitorowane. Specjalne oprogramowanie wyszukuje nie tylko pojawiających się wulgaryzmów i obraźliwych treści, ale także wpisów, które mogą sugerować zachowania sprzeczne z prawem.

W sytuacji, gdy program uzna, że dana rozmowa, prowadzona na czacie jest w jakimkolwiek stopniu podejrzana, natychmiast o tym fakcie powiadamiany jest pracownik działu bezpieczeństwa, który dokładnie zapoznaje się z przebiegiem konkretnej rozmowy i w rezultacie podejmuje decyzję, czy danego użytkownika zgłosić na policję, czy też nie.

Pracownicy, monitorujący sieć, muszą przeczytać tysiące, a nawet setki tysięcy rozmów. Jedna z takich rozmów może być właśnie nasza, podczas której dla żartu użyliśmy sformułowania, które gdzieś tam u kogoś może wzbudzić podejrzenia.

Zniesławienie w Internecie ścigane jest z powództwa cywilnego. Nie wolno umieszczać w sieci informacji pisanych pod wpływem emocji, nieprzemyślanych i niepotrzebnych. Nowoczesne technologie z jednej strony bardzo ułatwiają nam życie, z drugiej niestety powodują, że przestajemy być anonimowi.

W sieci warto ważyć słowa. Pisząc komentarz pod jakimś artykułem, czy wypowiadając się na forum publicznym, wcale nie jesteśmy anonimowi. Zostawiamy ślady, początek nitki, po której można dojść do kłębka. W obecnych czasach można udokumentować życie każdego z nas bez naszego udziału ani nawet zgody. Pamiętajmy, że to, co raz zostało umieszczone w sieci, na zawsze w niej pozostanie.

Malwina Komysz

Facebook