O wybaczaniu

with Brak komentarzy

Jak znaleźć w sobie mądrość i siłę, aby wybaczyć ojcu, który swoją wieloletnią przemocą fizyczną i psychiczną zamienił nasze dzieciństwo w piekło? Gdzie szukać pokładów miłosierdzia dla sprawcy wypadku, w wyniku którego nasze dziecko jest niepełnosprawne? Jak wybaczyć kłamstwa, upokorzenie, zdradę czy emocjonalne nadużycie?

W takich przypadkach naprawdę ciężko znaleźć właściwe słowa i zrozumienie, a i prawda jest taka, że krzywda krzywdzie nie jest równa. Jak ogromną mądrość życiową i pokorę trzeba mieć, aby przetrwać ból i dalej żyć, wiedzą osoby, które doznały od innych głębokiego cierpienia i które dzień po dniu walczą o utrzymanie emocjonalnej równowagi, aby przeżyć kolejny tydzień, miesiąc, rok. Żyją często z poczuciem krzywdy, które niejednokrotnie kładzie się cieniem na ich dalszym losie, życiowych wyborach i pragnieniach.

Niektórzy udają, że nic się nie stało, próbując zepchnąć swoje poczucie krzywdy w niebyt. Z różnym skutkiem. Zazwyczaj jest to zerwanie kontaktu ze sprawcą krzywdy i całkowite odizolowanie się od problemu i osoby. Dla tych osób krzywda jest emocjonalnie nie do przejścia, przynajmniej na jakimś etapie życia.

Inni poszukują ulgi i ukojenia w zemście, licząc na to, że wyrównanie rachunków przywróci ich życie do pierwotnego stanu. Tak się jednak zazwyczaj nie dzieje. Zemsta, która w krótkiej perspektywie przynosi ulgę, nie pozwala jednak pozbyć się przykrych emocji i po krótkotrwałej satysfakcji do głosu dochodzi poczucie winy i świadomość tego, że tak naprawdę odpłaciliśmy komuś pięknym za nadobne, czyli w pewnym sensie niczym się od sprawcy krzywdy nie różnimy.

Czy ma to sens? W mojej ocenie, nie. Czy sprawiedliwość typu „oko za oko, ząb za ząb” czegoś nas uczy i rozwija? Nie, a dodatkowo zostawia po sobie niemiły posmak. Przebaczenie zdecydowanie łatwiej przychodzi temu, kto myśli o innych ludziach dobrze, kto ma do nich zaufanie, i kto wie, że rzeczą ludzką jest popełniać błędy i je naprawiać, jeśli tylko jest to możliwe.

Niezwykle ważne są w tym wypadku intencje sprawcy. Czy zranił nas świadomie, czy odczuwa skruchę i chęć zadośćuczynienia, czy widzi możliwość zmiany w dalszym zachowaniu. Są to warunki z pewnością ułatwiające wybaczenie i naprawienie relacji z drugim człowiekiem. Ważne jest w tym wypadku także to, co my sami o sobie myślimy. Bo jeśli mamy niską samoocenę i myślimy o sobie źle, np. że jesteśmy nic nie warci i na nic dobrego w życiu nie zasługujemy, to będzie nam bardzo trudno wznieść się ponad własną krzywdę i przebaczyć. Bo skoro ja na nic nie zasługuję, to dlaczego na coś – i to z czym ja musiałbym się uporać – zasługiwać miałby ktoś inny.

Zjawisku pielęgnowania w sobie krzywdy sprzyja także poczucie osamotnienia. Bo samotność w ogóle sprzyja negatywnym myślom i pielęgnowaniu w sobie wszelkich urazów, jakich na przestrzeni życia zaznaliśmy. A przecież, jak świat światem, pewnym jest, że życie obejdzie się z nami niemiło nie raz. I jeśli nie mamy trwałych i bliskich relacji z innymi, to bardzo ciężko będzie nam się zdobyć na przebaczenie. Nie tylko innym. Sobie także. Bo energię i siłę, aby komuś przebaczyć, czerpiemy od drugiego człowieka.

Kiedy mamy fajnych i wspierających nas partnerów życiowych, zaangażowanych przyjaciół czy dzieci, to i zrozumienie postępowania drugiej osoby przychodzi nam łatwiej. Krzywdy stają się mniejsze, kiedy zostają opowiedziane, a ich motywy w czasie rozmowy ujawnione. Sam już fakt, że mamy się z kim podzielić naszym cierpieniem, że mamy komu o nim opowiedzieć, sprawia, że nie wpadamy w pętlę własnego myślenia i mamy możliwość usłyszeć, co o sprawie myślą inni, jak można w tej sytuacji postąpić, jak zachowaliby się nasi przyjaciele czy rodzina.

W ten właśnie sposób zmienia się nasza perspektywa postrzegania sytuacji. Po rozmowie możemy w tej perspektywie pozostać, ale możemy też z niej wyjść i zmienić podejście do tego, co nas w życiu dotknęło.

Największym jednak wyzwaniem jest wybaczyć sprawy, które dotyczą naszego systemu wartości, naszej moralności i kodeksu postępowania honorowego, który każdy z nas w sobie ma. Zwłaszcza w tych związanych z wiernością, miłością, godnością i życiem bliskiej nam osoby. To wymaga czasem heroizmu i wzniesienia się na wyżyny empatii i miłosierdzia, wyżyny dostępne nielicznym.

Niektórzy uzyskują siłę do tego, aby wybaczyć poprzez zaangażowanie się w życie duchowe. Osoby bogate wewnętrznie, głęboko uduchowione – i nie mówię tu koniecznie o sferze religijnej – są otwarte na transcendentalny wymiar pojmowania świata, który pozwala im wznieść się ponad swoje uczucia. Gdy zakładamy, że istnieje rzeczywistość głębsza, wyższa, wielopłaszczyznowa, to może ona pomóc nam spojrzeć na naszą krzywdę z dystansu i dokonać aktu przebaczenia.

Nie dzieje się to jednak ani szybko, ani gwałtownie. Przebaczenie wymaga przede wszystkim zrozumienia i zaakceptowania, że stało się to, co się stało i nie możemy odwróć biegu zdarzeń. Proces przebaczenia wymaga także psychicznego wysiłku i czasu. Tylko tak przepracowana krzywda, a wraz z nią akt wybaczenia, sprawią, że rozwiniemy się jako ludzie, że będziemy zdolni przekroczyć własne granice emocjonalne. Niejako wbrew sobie i własnej naturze.

Dlaczegóż mielibyśmy zatem to robić, skoro wybaczenie wymaga od nas w pewnym sensie przedłożenia dobra drugiego człowieka nad swoje własne? Dlatego, że przebaczenie daje nam ogromne poczucie wolności, uwolnienia się od przytłaczającego ciężaru negatywnych emocji, od ciężaru złorzeczenia lub dręczącej nas permanentnie chęci zemsty. Jeżeli potrafimy się uwolnić od bardzo ciężkich, trudnych i przykrych emocji związanych z doznaną krzywdą, to na nowo stajemy się wolnymi ludźmi.

Uporanie się z ciężarem krzywdy jest – w mojej ocenie, jako psychologa – kluczowe, aby w pełni doświadczać tego, co nam oferuje życie, świat i drugi człowiek. A warto też pamiętać, że akt przebaczenia jest przede wszystkim dobrodziejstwem dla nas samych i głównie nam ma przynieść ukojenie.

Przebaczyć, to wcale nie znaczy zapomnieć, ale pogodzić się z tym, co się stało, pogodzić się z rzeczywistością. Dopiero wtedy mamy szansę wkroczyć w kontakt z drugą osobą z pełnym spokoju i emocjonalnej równowagi sercem. Silni, wyzbyci pretensji i tendencji do oskarżycielskiego pokazywania swoich ran. Kiedy bowiem uważamy, że świat jest względnie sprawiedliwy, z pewnością łatwiej nam się w nim swobodnie poruszać.

A przecież o to w naszym życiu chodzi: o to, aby żyć, doświadczać, rozwijać się, i aby być szczęśliwym, nie musząc wlec za sobą ciężkiego plecaka doznanych na przestrzeni życia krzywd i upokorzeń.

Aleksandra Szewczyk, psycholog

Facebook