Planszowy generał #1

with Brak komentarzy

Lubię historię. Lubię gry planszowe. A do tego przepadam za książkami i filmami traktującymi o wojnach i nie chodzi tu jedynie o te, które miały miejsce stosunkowo niedawno, ale i o wiele starsze batalie jak np. bitwa na jeziorze Pejpus, gdzie Aleksander Newski zadał bobu Krzyżakom w 1242 r., czy inwazja Normanów na Brytanię w 1066 r.

Odpowiedzią na pytanie o wspólny mianownik tych pasji są planszowe gry wojenne. Przecież to świetna sprawa, podjąć próbę dowodzenia wojskiem i sprawdzić czy z pomocą kilkunastu żetonów, paru tabelek i opracowanej przez siebie taktyki uda się zmienić historię i odwrócić przebieg bitwy. Co prawda tylko na papierze ale zawsze.

Należy najpierw wyjaśnić, czym są planszowe gry wojenne. To gry mające na celu symulacje konfliktów zbrojnych w możliwie dokładnym stopniu, uwzględniając czynniki takie jak zaopatrzenie, pole widzenia, morale jednostek itd. Rozgrywka odbywa się na papierowej lub kartonowej (utwardzanej) mapie z nałożoną heksagonalną siatką, służącą do regulacji ruchu jednostek.

Jednostki przedstawione są zazwyczaj w formie żetonów z nadrukowanymi formacjami piechoty, artylerii, kawalerii, używa się również drewnianych bloczków, jak to ma miejsce np. w serii Commands & Colors: Napoleonics czy Guns of Gettysburg.

Gry tego typu przeznaczone są generalnie dla dwóch graczy, rzadziej dla trzech lub więcej, a że jest to hobby raczej mało popularne i niełatwo, zwłaszcza w obecnym czasie, znaleźć osoby zajmujące się tym, również dostępne są produkcje przeznaczone wyłącznie dla jednego gracza, w których wiedzie prym Dan Verssen Games.

Rolę przeciwnika spełniają tu kości i karty, nieraz duże ich ilości jak np. w B-17 Flying Fortress Leader (336 kart), które przedstawiają cele naziemne, dowódców lub zdarzenia losowe w trakcie lotu do celu.

Mapy mają różną wielkość w zależności od skali gry. Spotyka się małe plansze wielkości pocztówki, gdzie upchana jest cała zawartość (mapa, dwustronne żetony, zasady), do wielkich kobył, na których rozłożenie potrzeba dwóch stołów do pingponga. Skala to zazwyczaj drużyna (Advanced Squad Leader od MMP, o którym postaram się opowiedzieć następnym razem), od kompanii do brygady (m.in. Holland ’44, Ukraine ’43 od GMT) czy nawet armii (Empire of the Sun, GMT).

Każdy, kto interesuje się historią i wojnami, chcąc jednocześnie spróbować sił w tego typu produkcjach, jest w stanie znaleźć odpowiadający mu okres historyczny, od starożytności, poprzez średniowiecze, wojny napoleońskie, bitwy morskie w XIX wieku, I i II wojnę światową, po konflikt w Wietnamie i wojny „przyszłe” – mam tu na myśli serię Next War (India-Pakistan, Korea, Poland, Taiwan i ostatnio Vietnam).

Również umiejscowienie jest ogromnie zróżnicowane: Europa, Ameryka Północna (ogrom gier o bitwie pod Gettysburgiem, wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych), bliski wschód, Azja – do wyboru do koloru.

Gry wojenne to nie tylko wielkie kampanie, na rozegranie których potrzeba kilkunastu godzin. To również większe bitwy np. bitwa o twierdzę Metz (At Any Cost: Metz 1870), misje, gdzie np. celem jest zabezpieczenie kilku budynków (ASL), lub krótkie gry z czasopism o grach wojennych takich jak: Against The Odds, Vae Victis, Modern War.

Można również wyróżnić kilka mechanik, na których oparte są gry: CDG czyli Card Driven Games gdzie rozrywkę napędzają różnego rodzaju karty (karty rozkazów, karty strategii), chit pull – losujemy z przygotowanego kubeczka żeton, który określi, jaka jednostka zostanie aktywowana, mechanika kontroli terytorium i jeszcze kilka innych.

Polacy mają również swój wkład w tego typu produkcje. W latach 80. działało wydawnictwo Encore. „Bitwę na polach Pelennoru” czy „Wojnę o pierścień” wspominają do dziś rodzimi wargamerzy. Dekadę później wydawnictwo Dragon wydało gry, które obecnie osiągają cenę kilkuset złotych na aukcjach, mam na myśli Tannenberg 1914, Grunwald 1410.

Moją pierwszą grą wojenną były Bitwy II wojny światowej właśnie tego wydawnictwa. W latach późniejszych Dragon został przemianowany na Taktykę i Strategię, której gry wychodzą do dzisiaj.

Jak widzicie, temat jest ogromny. Starałem się poruszyć tylko podstawowe sprawy związane z tym hobby, mam jednak nadzieję, że udało mi się zaciekawić nie tylko fanów eurogier czy ameritrashy, ale też ludzi generalnie niegrających.

Konrad Gołębiewski

Facebook