Specjalnie dla naszych czytelników – Wywiad z Ambasadorem RP w Królestwie Belgii, Arturem Orzechowskim

with Brak komentarzy
Jak trafił Pan do służby dyplomatycznej?

W 1992 roku rozpocząłem naukę w podyplomowej Krajowej Szkole Administracji Publicznej, wcześniej skończyłem filologię romańską w Lublinie. Po zakończeniu KSAPu postanowiłem, że miejscem mojej pracy będzie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Marzyłem o tym już od czasów szkoły podstawowej. Wtedy wydawało się to marzeniem nie do spełnienia, jednak w wyniku zmian, jakie nastąpiły w Polsce w 1989 roku to, co kiedyś istniało tylko w sferze marzeń, stało się osiągalne. I poprzez moje studia filologii romańskiej, poprzez KSAP udało mi się w 1994 roku dostać do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, z czego się bardzo cieszę.

Czy zechciałby Pan pokrótce opowiedzieć o swojej karierze w służbie dyplomatycznej?

Zacząłem w 1994 roku w europejskiej sekcji ministerstwa. Zajmowałem się takimi państwami jak Bułgaria, Rumunia i trwało to blisko 3 lata. W 1997 roku objąłem stanowisko konsula w polskim konsulacie w Montrealu w Kanadzie, gdzie spędziłem 4 lata. Potem wróciłem do Warszawy do MSZ i zacząłem pracę w Departamencie Amerykańskim, zajmując się kwestiami USA i Kanady. Naturalną konsekwencją tego co robiłem przez 3 lata (2001-2004), był wyjazd do Waszyngtonu, stolicy Stanów Zjednoczonych, gdzie zostałem szefem Wydziału Politycznego w Ambasadzie. To był czas George’a Bush’a juniora, bardzo ciekawy okres z punktu widzenia polityki amerykańskiej i stosunków polsko-amerykańskich.

W 2007 roku zostałem zastępcą ambasadora przy NATO w Brukseli i to był czas, który dał mi szansę poznania Belgii. Po powrocie do Warszawy byłem dyrektorem Departamentu Ameryki, a później tak naprawdę wróciłem do źródeł – czyli do departamentu, który zajmował się kwestiami europejskimi i unijnymi. Przez ostatnie trzy lata, przed wyjazdem na placówkę do Brukseli, byłem dyrektorem tego departamentu (wcześniej zastępcą dyrektora, jeszcze wcześniej naczelnikiem wydziału). Przeszedłem zatem wszystkie szczeble od najniższego, aż do dyrektora departamentu tej części Europy i w sierpniu 2016 roku wróciłem do Belgii jako ambasador.

Czy mógł Pan wybrać miejsce, gdzie chciał pan pojechać, czy była to odgórna decyzja, którą trzeba było zaakceptować?

To jest bardziej wskazanie szefa dyplomacji MSZ, który zwykle decyduje o tym, kto i gdzie pojedzie. Natomiast biorąc pod uwagę to, co robiłem przez ostatnie lata, zanim wyjechałem do Brukseli, to kierunek europejski wydawał się jak najbardziej naturalny. Kiedy otrzymałem od ministra Waszczykowskiego propozycję objęcia stanowiska ambasadora RP w Królestwie Belgii, nie wahałem się ani przez chwilę.

Jak wygląda obejmowanie urzędu ambasadora? Przypuszczam, że cały proces rozpoczyna się wcześniej, jeszcze w Polsce, a w nowym miejscu obowiązują określone zasady.

Cała procedura zaczyna się już co najmniej na pół roku przed przyjazdem na placówkę. Jak już wspomniałem jest to propozycja, którą otrzymuje się od Ministra Spraw Zagranicznych. Jeśli spotyka się ona z pozytywnym przyjęciem ze strony kandydata, rusza machina wewnętrzna i zewnętrzna.

Machina zewnętrzna to wystąpienie do władz państwa, gdzie ma się objąć stanowisko, o tak zwane agrément – wstępną zgodę na objęcie stanowiska ambasadora przez daną osobę. Natomiast machina wewnętrzna jest to uzyskanie wstępnych akceptacji przez premiera i prezydenta. Po otrzymaniu agrément ze strony państwa przyjmującego następuje kolejny etap, czyli przesłuchanie w Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu RP, który podejmuje decyzję w formie głosowania, czy powyższa kandydatura jest do zaakceptowania, czy nie.

Odrzucenie kandydatury nie jest wiążące dla tych, którzy podejmują decyzję o wyjeździe danej osoby na placówkę, a przypadki, gdzie decyzje są podejmowane wbrew woli komisji, są bardzo, bardzo rzadkie.

Po zakończeniu tej procedury jest jeszcze spotkanie z Komisją Spraw Zagranicznych Senatu RP, a następnie czekanie na podpis prezydenta na nominację i na otrzymanie listów akredytujących daną osobę w państwie, do którego została skierowana. Otrzymanie takiego listu jednocześnie odwołuje z tego stanowiska poprzednika. Jeżeli decyzja zostaje już podjęta, prezydent spotyka się z kandydatem, wręcza mu nominację, listy, i można już przygotowywać się do wyjazdu.

Oprócz tego w MSZ trwa przygotowanie, szkolenie danej osoby na stanowisko w różnych departamentach i biurach. To trwa kilka miesięcy i odbywa się równolegle z procedurami toczącymi się w instytucjach poza MSZ. Na końcu jest spotkanie z Ministrem Spraw Zagranicznych, który wręcza nominację na ambasadora. A później następuje dzień, kiedy ambasador kandydat przyjeżdża do państwa swojego urzędowania, składa kopie listów powołujących go w protokole dyplomatycznym Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Po kilku tygodniach, tak jak w moim przypadku, odbywa się spotkanie z królem, na którym wręczam królowi listy, które jednocześnie odwołują mojego poprzednika. I od tego momentu – tak naprawdę oficjalnie jest się ambasadorem w danym państwie. Cała procedura trwa dosyć długo, ale warto ją przejść.

Czy jest określony czas pobytu ambasadora w danym kraju?

Nie ma, natomiast przyjmuje się 4-letnie pobyty ambasadora w danym państwie. Są przypadki, kiedy ambasador jest dłużej, są przypadki, że krócej. Z tych dłuższych wspomnę panią premier Suchocką, która zdaje się 10 albo 11 lat była naszym ambasadorem w Watykanie.

Na czym polega ewentualna specyfika pracy ambasadora w Belgii w odróżnieniu od misji np. w Chinach lub w Federacji Rosyjskiej bądź też w Afryce? Czy są rejony świata lub państwa dla ambasadora „łatwiejsze” lub „trudniejsze”?

Ciężko powiedzieć, czy są trudniejsze czy łatwiejsze zadania. To jest też kwestia tego, jakie stosunki dyplomatyczne Polska ma z danym krajem. W przypadku niektórych państw w Afryce czy Ameryce Łacińskiej, siłą rzeczy te relacje nie są aż tak bardzo intensywne i dlatego zadania ambasadora i dziedziny jego aktywności są trochę inne.

W przypadku Belgii mamy cały wachlarz relacji. Są to bardzo intensywne relacje polityczne, dobre relacje gospodarcze, bo firmy belgijskie są mocno obecne w Polsce, a coraz więcej firm polskich prężnie działa na rynku belgijskim, czy ogólnie w Beneluksie. Mamy również bardzo dobrą współpracę kulturalną no i oczywiście liczną Polonię, która przybywała do Belgii w różnych okresach czasu. I właśnie Polonią, Polakami, którzy mieszkają w Belgii, zajmujemy się w ambasadzie, a szczególnie w wydziale konsularnym.

Są dwie płaszczyzny działań ambasadora w danym kraju. Pierwsza – i chyba ważniejsza – to kwestia dwustronnych stosunków Polska – Belgia oraz reprezentowanie i dbałość o interesy Polski. Druga płaszczyzna to kontakt i współpraca z belgijską Polonią.

Jak już wspominałem, relacje dwustronne pomiędzy naszymi krajami są dobre. W ostatnich tygodniach Polskę odwiedził minister Reynders, minister Czaputowicz był w Belgii z wizytą dwustronną w lutym tego roku. Mamy na bieżąco kontakty na szczeblu wiceministrów i dyrektorów departamentów. Mam nadzieję, że w przyszłym roku, szczególnym dla Polski i Belgii, kiedy to będziemy świętować stulecie naszych kontaktów dyplomatycznych, dojdzie do spotkań na najwyższym szczeblu. O to zabiegamy od dwóch lat, przygotowując się do najwyższych rangą spotkań.

Inna ważna rocznica, to 75 rocznica wyzwolenia Flandrii przez żołnierzy generała Maczka. Chcemy te dwa wydarzenia połączyć, pokazać, jak mocne więzi łączą Polskę i Belgię nie tylko od 100 lat. Jeśli spojrzymy na relacje Polaków z Belgią, to możemy wrócić do czasów średniowiecza. Szczególnie istotną datą w historii obu krajów jest rok 1830, kiedy powstała Belgia, wtedy wielu Polaków wstąpiło do armii nowego państwa belgijskiego, wielu z nich osiągnęło bardzo wysokie stanowiska.

Znacząca liczba Polaków przybyła na początku wieku do kopalni w Charleroi, Liege, Beringen, Genk – to wszystko jest tutejszym dziedzictwem. Relacje z Polonią są dla nas bardzo ważne, tym zajmuje się wydział konsularny, ale również ja bardzo aktywnie się w to włączam.

Jak odbiera Pan Polonię belgijską? Czy jest aktywna we współpracy z Polską? Czy widzi Pan jakąś różnicę w postawie młodego pokolenia w porównaniu ze starszymi?

Belgijska Polonia jest zróżnicowana podobnie jak w innych państwach. Ale też ta Polonia interesuje się tym, co dzieje się w Polsce i włącza się w inicjatywy pokazujące Polskę w Belgii. Doskonałym przykładem jest pierwsza edycja Polish Run – polskiego biegu na 10 kilometrów, który po raz pierwszy miał miejsce w 2017 roku. Ta inicjatywa spotkała się z ogromnym odzewem nie tylko wśród Polaków. Uczestniczyło w nim ponad 600 osób, z czego połowa uczestniczących to byli Polacy, ale pozostałą część stanowili cudzoziemcy.

W tym roku chcę zorganizować taki bieg wspólnie z Domem Polski Wschodniej i mam nadzieję, że tym razem będzie nas nawet 1000 osób. Pokażemy naszą obecność w Brukseli i w Belgii. I dumę z bycia Polakami.

W 2019 roku, w 75 rocznicę wyzwolenia Flandrii przez żołnierzy generała Maczka, chcemy zorganizować rajd rowerowy, nie tylko dla Polaków, ale przede wszystkim dla Flamandów, którzy nie do końca mają świadomość tego, jak wiele zrobili żołnierze generała Maczka we wrześniu 1944 roku, wyzwalając ponad 20 miast w tym rejonie Belgii. Poprzez takie rajdy rowerowe chcemy pokazać szlak gen. Maczka, przybliżyć – szczególnie młodym Belgom – historię 1944 roku, historię II wojny światowej i bohaterskie działania polskich żołnierzy. A przy okazji pokazać trochę Polski.

Jak postrzega Pan postawy Polaków w Belgii?

Polacy po przyjeździe do Belgii – czy to na krótszy, czy na dłuższy czas, na początku wszystkie siły poświęcają pracy i zapewnieniu rodzinie bytu. Po kilku latach, kiedy już osiądą na emigracji, zdobędą pewną pozycję, budzi się u nich potrzeba działania na rzecz Polski, Polonii i Polaków. Takim sprawdzianem dla Polonii był właśnie Polish Run, bieg na 10 km, który pokazał, że Polacy czekają na takie inicjatywy. Jest nas w Belgii naprawdę dużo, codziennie na ulicy, czy biegając w lesie, słyszę język polski i warto, żeby ten język był słyszalny także na dużych imprezach pokazujących liczną obecność Polaków w Belgii.

Czy ma Pan przestrzeń dla własnych inicjatyw, czy raczej może Pan tylko realizować program MSZ i Prezydenta RP, którego – jako ambasador – reprezentuje Pan w Królestwie Belgii?

Wyjeżdżając na placówkę każdy ambasador składa do akceptacji ministra swój plan działania. Jest on na tyle ogólny, że daje pewną swobodę działania w danym miejscu. Nie da się jednego schematu przełożyć na wszystkie miejsca na świecie, zatem każdy ambasador na swojej placówce musi dostosować to, co ma w planie rządu i swoim, do warunków miejscowych. I to jest ta swoboda, którą ja i moi koledzy na innych placówkach mamy. Oprócz tego, co związane jest z realizacją celów politycznych, udaje się nam również mieć projekty mniej polityczne, takie jak wspomniany polski bieg czy rajd rowerowy na terenie Flandrii w przyszłym roku.

Czy Pańskim zdaniem organizacje polonijne, stowarzyszenia i fundacje mają jakikolwiek wymierny wpływ na sytuację Polski i Polaków w Belgii? Czy raczej są tylko efekty wizerunkowe?

Polacy, poprzez działania w organizacjach polonijnych (niektóre z nich mają już ponad 90 lat) pokazują, że Polska jest im bardzo bliska. Ich aktywność lokalna, organizowanie imprez sportowych, kulturalnych, obchody świąt państwowych świadczą o tym, jak Polska jest dla nich ważna. To jest też sposób na pokazanie i promowanie marki „Polska” w Belgii.

Moje rozmowy na różnych szczeblach w wielu miejscach w Belgii pokazują, że Polacy są bardzo dobrze oceniani pod kątem integracji w społeczeństwie belgijskim i wysoko cenieni za swoją pracowitość, która tutaj łączy się również z jakością i konkurencyjnością. Słyszę wiele pozytywnych opinii o Polsce, jak również o Polakach w Belgii, ale też rola polonijnych stowarzyszeń jest tutaj nie do pominięcia. Liczę na to, że organizacje polonijne w Belgii nadal będą działać na rzecz kształtowania dobrego imienia Polski w Belgii.

Znaczenie takich pojęć jak ambasada i konsulat, jest oczywiste. Jednak większość ludzi uważa, że ambasada i konsulat to jest to samo, że jest to taki malutki kawałek Polski poza granicami kraju, gdzie Polak w ojczystym języku może załatwić różne sprawy.

Akurat w przypadku ambasady w Brukseli to prawda. Jeszcze kilka lat temu wydział konsularny, będący teraz częścią ambasady, nosił nazwę Konsulat Generalny i działał trochę inaczej, osobno. Natomiast od kilku lat wydział konsularny jest częścią Ambasady RP w Belgii i tak naprawdę działamy wszyscy razem, w ramach jednego zespołu powołanego przez polskie władze.

Zadaniem ambasady jest działanie na rzecz dwustronnych polsko-belgijskich interesów, obrona dobrego imienia Polski, i utrzymywanie kontaktów z Polakami i Polonią żyjącą w kraju, gdzie mieści się ambasada. I my to wszystko robimy. Jak wspomniałem – wydział konsularny jest częścią ambasady i to on bierze na siebie kontakty z Polakami i z Polonią. Są to działania administracyjne: załatwianie spraw życiowych, bytowych, paszporty, obywatelstwo, pomoc konsularna, pomoc prawna – to wszystko jest dostępne w ramach działania wydziału konsularnego.

Z jakimi sprawami – oczywiście ogólnie – Polak w Belgii może się zwracać do ambasady, a z jakimi powinien iść do konsulatu?

Konsulat to miejsce, gdzie obywatel, mający problem związany z paszportem, może uzyskać pomoc. Także ci, których przodkowie byli obywatelami Polski, mogą wystąpić o potwierdzenie polskiego obywatelstwa i stać się polskim obywatelem mając także polski paszport.

Również ci, którzy chcą wrócić do Polski, bo z różnych powodów nie osiągnęli tego co chcieli w Belgii, a nie mogą sobie pozwolić na powrót do Polski we własnym zakresie, mogą zwrócić się do konsulatu, który udzieli im wsparcia. Pomagamy i tym, którzy mają problemy z wymiarem sprawiedliwości i są w więzieniu. To również jest zadanie konsula; wspierać, odwiedzać, dostarczać polską prasę, wskazywać adresy adwokatów, którzy mogą im pomóc.

W konsulacie należy również zgłaszać sprawy dotyczące aktów stanu cywilnego. Osoby urodzone w Belgii mogą takie akty zgłosić. Będą zarejestrowane także w polskim urzędzie i zostanie im nadany numer pesel. Wszystkie zmiany stanu cywilnego, mające miejsce w Belgii, powinny być zgłoszone do właściwych urzędów stanu cywilnego w Polsce. Bo w przypadku kolejnych zmian, procedura stanie się bardziej skomplikowana i trudno będzie wszystko załatwić za jednym razem. Zachęcam zatem polskich obywateli, żeby każdą zmianę swojego stanu cywilnego zgłaszać do konsulatu i umiejscawiać, bo tak to się nazywa, w polskim urzędzie stanu cywilnego w ostatnim miejscu zameldowania w Polsce.

Jeśli chodzi o ambasadę, to realizuje ona zadania związane ze sprawami bardziej politycznymi. Zachęcam Polaków, żeby sygnalizowali wszystkie przejawy antypolonizmu, również ukazujące się w prasie artykuły o tak zwanych „polskich obozach śmierci” – my będziemy reagować. Oczywiście mamy własny przegląd prasy, ale nie jesteśmy w stanie przejrzeć wszystkich lokalnych gazet. Jeśli takie sygnały od Państwa będą spływały do ambasady – obiecujemy, że podejmiemy odpowiednie działania, żeby fałszywe informacje o Polsce nie miały miejsca. A takie niestety pojawiają się co jakiś czas. Czasem wynika to z ignorancji, czasem być może z braku dobrej woli, ale z tym też walczymy.

Prywatna strona życia na placówce. Czy małżeństwa mogą jechać do tego samego kraju? Do jakiej szkoły uczęszczają dzieci ambasadora? Jak wygląda sytuacja rodzinna podczas wyjazdu jednego ze współmałżonków na placówkę?

Z reguły jest tak, że jeśli małżeństwo razem pracuje w MSZ, to starają się wyjeżdżać w takie miejsca, które zapewniają pracę jednej i drugiej osobie. Takich większych placówek na świecie trochę jest, jednym z nich jest Bruksela, gdzie mamy i placówkę dwustronną, i unijną, i natowską. Jeśli któreś z małżonków nie pracuje w MSZ, to musi zrezygnować z pracy w Polsce i jechać na placówkę z małżonkiem (lub małżonką). Jeśli w placówce jest praca, a współmałżonek ma do jej wykonywania odpowiednie kwalifikacje, to wtedy może ją podjąć otrzymując za nią wynagrodzenie oraz wszystkie świadczenia związane z ZUSem i ochroną medyczną. Gorzej, jeśli takiej pracy nie ma, wtedy kilkuletni pobyt na placówce oznacza wyjście z rynku pracy i szukanie jej od początku po powrocie do Polski.

Jeśli chodzi o dzieci – na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że im dzieci są młodsze, tym kwestia wyjazdu jest mniej skomplikowana. Ale dla starszych dzieci problemy związane z odcięciem się od dotychczasowych przyjaciół w Polsce, zmiana środowiska, języka, jest zawsze dużym stresem i trzeba się liczyć ze znacznym oporem ze strony dzieci. Ale MSZ oferuje duże możliwości, dzieci chodzą do szkół międzynarodowych, uczą się języków powszechnie traktowanych jako języki międzynarodowe – angielskiego, niemieckiego, francuskiego.

Pana hobby to bieganie? Czy ma Pan na to czas?

W związku z tym, że ambasada była współorganizatorem biegu Polish Run, to pół roku przed imprezą zacząłem biegać i już mi to zostało. Jest to powrót do profesjonalnego biegania po prawie 30 latach. Teraz przygotowuję się do kolejnego biegu we wrześniu i mam nadzieję, że uda mi się chociaż trochę poprawić wynik z ubiegłego roku.

W imieniu czytelników gazety Antwerpia po polsku dziękuję Panu Ambasadorowi za poświęcony czas, oraz za bardzo ciekawą i pouczającą rozmowę. Życzę sukcesów w pracy, jak również wszystkiego dobrego w życiu prywatnym.

Rozmawiała Agata Kocińska

 

Facebook