Święta Bożego Narodzenia

with Brak komentarzy

Jeszcze nie tak dawno świeciło słoneczko, ciepły wietrzyk owiewał nam twarz lśniącą rozradowaniem letnimi atrakcjami, a tu jeszcze radośniejsze wydarzenie zmierza ku nam wielkimi krokami, powodując rozświetlenie serc a także sklepowych witryn… – STOP!

Nie godzi się pod powyższym tytułem uprawiać uszczypliwo-kąśliwego pisania. Gdyby tytuł brzmiał powiedzmy: „Święta w krzywym zwierciadle witryn” albo „Świętujmy w dzień powszedni, a w święta odpoczywajmy”, albo np. „Choinkowe święta” czy „Białe święta” to owszem, lekko kąśliwy ton może przydać artykulikowi nieco rumieńców a nawet uruchomić u Osoby Czytającej myśl: „ciekawe, co będzie dalej” lub „ciekawe, czy będzie o reniferach”.

Jeśli natomiast potraktujemy ten temat z należytym szacunkiem, treść kolejnych akapitów może stać się… przewidywalna.

Z kolei podejście „Te święta są dla dzieci, choinki i prezentów”, bo my, dorośli, mamy to już przerobione” – jest krzywdzące dla wszystkich. Dzieci bowiem wyczują najmniejszy objaw zakłamania (a co gorsza znudzenia) i skupią się wyłącznie na prezentach, a dorośli utracą satysfakcję z autentycznej dziecięcej radości.

Nie odbierajmy sobie radości

Gdzieś głęboko w nas, za maską obojętności i chłodu, ukryte jest dziecko z całą jego naiwnością, łatwowiernością (a może ufnością), wrażliwością, i bajkowym światem własnych marzeń i nadziei. To właśnie jestem ja – ten prawdziwy / ta prawdziwa ja, która rok po roku, od świąt do świąt, stopniowo obrasta w bryłę lodu, którą nie wiadomo, czy ciepło jednej choinki będzie w stanie roztopić.

Cóż na ową bryłę lodu się składa? – Każdy z nas ma własną listę zażaleń do losu, listę pretensji do świata, listę razów otrzymanych od życia i jeszcze dłuższą listę oczekiwań od krnąbrnego losu, który jest be, bo skąpi nam spełnienia marzeń.

Dzieci płaczą bardzo „łatwo” i jest to najczęściej autentyczny żal, a nie, że „złość wylewa mu się oczami”.

Spójrzmy z szacunkiem na łzy wzruszenia drugiego człowieka. Jesteśmy bowiem świadkami cudownego zjawiska. Oto zza zimnej maski na chwilę ukazuje się dziecko – mały, słaby człowiek, któremu te słone krople przynoszą ulgę, bo lód wokół jego serca topnieje. Odrobinkę. Niestety, płakać nie wypada, trzeba się śmiać. ŚMIAĆ, bo tego od nas się oczekuje. Zobaczcie, jacy jesteśmy szczęśliwi – mówią zdjęcia z ostatnich wakacji. Przecież wszystko jest dobrze. Nie? – No.

Dlatego nie wstydźmy się łez wzruszenia i ukrytego w nas dziecka. Człowiek nigdy nie będzie w pełni dorosły, jeśli do końca nie przerobi swojego własnego dzieciństwa. Jak to rozumieć? – Tak, jak to podpowiada nam nasze własne życie.

Z życzeniami szczęśliwych świąt,

Michał Nowacki

Facebook