Zabójcza tradycja

with Brak komentarzy

Belgijskie uniwersytety próbują rozprawić się z tradycją chrztów studenckich. To, co w Polsce znamy niemal wyłącznie z uczelni artystycznych, w Belgii odbywa się praktycznie na każdym kierunku i mało w tym artystycznej finezji. Regularnie dochodzi za to do tragicznych wypadków.

W klubie jak „u mamy”

Co roku w październiku stałym elementem krajobrazu wszystkich większych belgijskich miast są nietypowo ubrane grupy. W każdej z nich zaznacza się podział na postaci w białych laboratoryjnych kitlach oraz osobniki od stóp do głów umorusane, śmierdzące, czasem odziane w worki na śmieci, czasem poruszające się na czworaka.

Przez pozostałe miesiące roku jedni i drudzy będą paradować w charakterystycznych czapeczkach, przepasani szarfami, dumnie eksponując herb i barwy własnego stowarzyszenia studenckiego, do którego właśnie przyjmowani są nowi członkowie.

Stowarzyszenia studenckie – w Polsce zwane też korporacjami – są tak stare jak same uniwersytety. Mają swoje hymny, sztandary i wybrane bary. W XIX-wiecznej Belgii były znacznie bardziej rozpolitykowane i siłą rzeczy zdecydowanie bardziej elitarne. Angażowały się w ruchy emancypacyjne, we Flandrii walczyły z dominacją francuskiego w oświacie. Od minionego stulecia skupiały się coraz bardziej na organizacji czasu wolnego.

Dzisiaj w całej Belgii takich organizacji są setki, jeśli nie tysiące. Na przemian używane są nazwy „stowarzyszenia”, „koła” i „kluby”. Mogą one zrzeszać studentów pochodzących z konkretnego regionu lub studiujących na konkretnym kierunku. Spoiwem może być też światopogląd bądź wspólne hobby.

Najstarsze zrzeszenia do dziś przyjmują wyłącznie mężczyzn, choć z czasem doczekały się siostrzanych żeńskich odpowiedników. Co ciekawe, męskie kluby często mają w nazwie „matkę” (np. „Moeder Theepot”), a żeńskie – „ojca” („Vader Malina”).

Chrzest „do dna”

Więź wewnątrz grupy ma zacieśnić wspólne przejście przez „chrzest”, czyli klasyczny rytuał inicjacji, w założeniu wystawiający aspirujących członków organizacji na próbę, a starszym studentom dostarczający dodatkowej rozrywki. Chrzty odbywają się zawsze na początku roku akademickiego i mogą trwać od jednego do kilkunastu dni. Ci, którzy decydują się do nich przystąpić, rezygnują na ten okres ze swojego imienia i stają się anonimowymi fuksami – bo tak można przetłumaczyć niderlandzkie „schachten” czy francuskie „bleus”.

Tradycyjny chrzest rozpoczyna się aukcją. Przedstawiciele starszych roczników licytują (walutą jest zwykle piwo) poszczególnych fuksów i następnie przez kilka dni mają ich do usług. Zdarzało się, że ten specyficzny układ chrzestny-chrześniak trwał przez kilka miesięcy. I to przeważnie chrzestny był jego jedynym beneficjentem.

Przebieg chrztu przekonująco zobrazował belgijski film fabularny „Ad Fundum” z 1993 r. Fuksy traktowane są tam przez chrzestnych w sposób śmieszny, obrzydliwy, a wreszcie brutalny i opłakany w skutkach. Jak często w takich sytuacjach, ktoś za dużo wypił, za bardzo chciał się wyróżnić z tłumu dręczycieli, poszedł o krok za daleko. „Ad Fundum” (z łaciny „do dna”) kończy się tragedią i sprawą sądową i pod tym względem okazuje się proroczy dla wydarzeń sprzed trzech lat.

Zdechłe myszy i litry tranu

Z końcem 2018 r. dwudziestoletni wówczas student inżynierii na KUL Sanda Dia chce wstąpić do stowarzyszenia „Moeder Reuzegom”. Pierwszy dzień jego chrztu przebiega niemal niewinnie – Sanda ma za zadanie sprzedawać róże na mieście, w międzyczasie tylko zjeść jakieś paskudztwo i zapić kilkoma piwami.

Wieczór rozpoczyna się zaś od przymusowego opróżnienia butelki ginu, po czym następują kolejne drinki. Nocą na wpół świadomy Dia odjeżdża z całą imprezową grupą do chatki w lasach za Antwerpią. Nazajutrz temperatura wynosi kilka stopni Celsjusza, a głównym zadaniem fuksów jest własnoręczne wykopanie dołu, który następnie zostaje wypełniony lodowatą wodą, wymiocinami, moczem, zdechłymi myszami, żywym węgorzem.

Poza wielogodzinnym staniem w dole chrzest polega też na piciu alkoholu na przemian z tranem. Litrami. Sanda Dia słania się, wreszcie traci przytomność, organizatorzy imprezy w przebłysku rozsądku, a może raczej strachu odwożą go do szpitala, gdzie staje mu serce i jest natychmiast reanimowany. Następnego dnia umiera.

We wrześniu 2021 r. rozpoczął się proces sądowy, a na ławie oskarżonych zasiadło kilkanaście osób zaangażowanych w przygotowanie i przebieg chrztu. Odpowiadają oni przede wszystkim za podawanie trujących substancji ze skutkiem śmiertelnym, lecz również za znęcanie się nad zwierzętami. Grozi im do 10 lat więzienia.

Przypadek Sandy Dii wydaje się ekstremalny, choć nie jest odosobniony. Tej samej jesieni 2018 r. w kilkunastu pubach w walońskim Spa chrzczony Axel Leroy realizował alkoholowe wyzwania. Jego opiekunowie również pili wbrew (nagminnie łamanej) zasadzie, że organizatorzy muszą pozostać trzeźwi. Serce Axela nie wytrzymało pijackiego maratonu, dzisiaj przed sądem stoi pięciu eks-studentów.

Zakazy i ograniczenia

Podobne historie zdarzają się w Holandii, Francji czy w amerykańskich bractwach. We Francji, a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych przybywa grup lobbujących za całkowitym zakazem „hazingu”. Tam w wyniku akademickich rytuałów inicjacyjnych ginie średnio kilka osób rocznie. Belgijskie uczelnie regularnie aktualizują „Kartę Chrztu”, która zawiera coraz więcej szczegółowych zakazów.

Ostatni regulamin KU Leuven z października tego roku znosi aukcję fuksów. Na Uniwersytecie w Hasselt praktykę tę tylko ograniczono (maksymalna stawka licytacji to równowartość 150 euro, a zadania można wylicytowanym fuksom wyznaczać przez góra dwa tygodnie), w Antwerpii jest to jeszcze dyskutowane, natomiast w Brukseli nadal nie widzą powodu, aby zrywać z tradycją.

Inne nowe regulacje wykluczają zadania mające na celu upicie chrzczonego i nakazują zaopiekowanie się tymi już wyraźnie pijanymi. W zależności od uczelni, obowiązuje zakaz wykorzystywania martwych oraz żywych zwierząt, jak również używania nawozu i ogólnie odpadków organicznych.

W celu zapewnienia większej kontroli nad przebiegiem chrztów, miasta ściśle określają miejsca i lokale, w których mogą się one odbywać. W największych ośrodkach akademickich powołano specjalny inspektorat policji odpowiedzialny za studentów.

Niektóre czołowe stowarzyszenia idą krok dalej i całkowicie rezygnują z otrzęsin. Największa w Leuven „Ekonomika” (4,5 tys.  członków) skończyła z rytuałem w tym roku. W zeszłym uczyniła to „Politeia” zrzeszająca ponad tysiąc członków w Gandawie.

Takim definitywnym decyzjom sprzyjał okres pandemii, gdy szczególnie w 2020 r. żadne imprezy po prostu nie mogły się odbywać. Wtedy to krążył też ponury żart, że niższa śmiertelność wśród studentów wynikała właśnie z ustawowego zakazu organizacji chrztów.

Dzisiaj na stronach wielu klubów już na wstępie można znaleźć zastrzeżenia, że ich chrzty pozbawione są przemocy fizycznej i psychicznej, a także, że nieochrzczeni studenci na równych prawach mogą uczestniczyć we wszystkich aktywnościach.

Tymczasem ofiar przybywa

Niemniej jak dowodzi raport przygotowany w listopadzie 2020 r. przez Uniwersytet w Antwerpii[1], pierwszoroczniaków gotowych się chrzcić wciąż nie brakuje. Główną motywacją pozostaje potrzeba akceptacji, za którą skłonni są zapłacić chwilowym upokorzeniem.

Istnieją badania psychologów, które wiążą intensywność rytuału inicjacyjnego z późniejszą postrzeganą atrakcyjnością grupy. Skoro przystąpienie do klubu wiąże się z wyrzeczeniami, to warto im konsekwentnie nadawać większą wagę i sens. Poza tym wspólnota ciężkich doświadczeń dodatkowo spaja organizację.

Nadal istnieją też – w swoim rozumieniu elitarne – kluby, które nie kwapią się do podpisywania uczelnianych regulaminów i świadomie wybierają nieformalną działalność, a w jej ramach chrzty na zamkniętych imprezach, obwarowane klauzulą milczenia, aby „nie popsuć niespodzianki” przyszłym rocznikom. Zdarzają się też hobbiści, studenci wyższych lat, czasem już prezesi w swoich klubach, którzy „dla sportu” postanawiają się ochrzcić w innych.

Rok akademicki rozpoczął się ponad dwa miesiące temu. Od tego czasu Wolny Uniwersytet Brukselski zawiesił stowarzyszenie, które podczas otrzęsin kazało nagim fuksom symulować kopulację. Studentka z Louvain-la-Neuve zakończyła chrzest w szpitalu w stanie krytycznym i z wodą w płucach. W prowincji Namur w noc po chrzcie zmarł we śnie 19-letni mężczyzna.

Maciej Bochajczuk

Jest absolwentem stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Wrocławskim. Od 11 lat mieszka w Belgii.
Jest autorem bloga „A w Belgii” dostępnego na www.facebook.com/awbelgii oraz dziennikarzem Euractiv Poland.

Fot.: wikipedia.nl 

 

Facebook