To, co przydarzyło się Brytyjczykowi Maxowi Victorowi Wennerowi pewnego zimowego dnia, do dziś pozostaje bez odpowiedzi.
4 stycznia 1937 roku belgijska przestrzeń powietrzna stała się sceną jednego z najbardziej tajemniczych incydentów lotniczych XX wieku. Nad lasami w okolicach Genk z pokładu samolotu linii Sabena zniknął pasażer Max Victor Wenner. Jego ciało odnaleziono kilka dni później, a okoliczności jego śmierci nigdy nie zostały w pełni wyjaśnione. Czy był to wypadek, samobójstwo, a może morderstwo?
Kim był pasażer z samolotu?
Max Victor Wenner urodził się w 1887 roku w Manchesterze jako brytyjski obywatel pochodzenia szwajcarskiego. Był synem bogatego przemysłowca z branży tekstylnej, z wykształcenia ornitologiem, z zamiłowania fotografem i pilotem. W młodości latał w Royal Flying Corps. Podróżował i fotografował przyrodę. Publikował zdjęcia ptaków i krajobrazów oraz należał do brytyjskich towarzystw przyrodniczych.
Należał do ludzi zamożnych. Posiadał kilka nieruchomości, dużą kolekcję sztuki oraz rozległe kontakty międzynarodowe. Uprawiał także sporty zimowe. Podczas jednej z zimowych wypraw do Szwajcarii zaprzyjaźnił się z 34-letnią Olgą Buchenshultz, sekretarką szwedzkiego konsula generalnego w niemieckim mieście Düren. Zaręczyli się w drugiej połowie 1936 roku.
Olga miała wątpliwości, czy jako Niemka powinna wyjść za mąż za Anglika. Być może wpływ na to miała napięta sytuacja polityczna w Europie albo piętnastoletnia różnica wieku, choć w tamtych czasach nie było to niczym niezwykłym. Najprawdopodobniej chodziło jednak o fakt, że Wenner był wówczas jeszcze w żałobie po śmierci żony.
Przypuszcza się, że działał jako agent MI6 zaangażowany w działalność wywiadowczą w okresie międzywojennym. Jego życie pełne zagadek sprzyjało licznym spekulacjom na temat okoliczności śmierci.
Zniknięcie w locie
4 stycznia 1937 roku, po odwiedzinach u narzeczonej w Kolonii, Wenner leciał samolotem linii Sabena z Kolonii do Brukseli, gdzie miał przesiąść się na kolejny lot do Anglii. Był to krótki, rutynowy rejs nad częścią Niemiec i Belgii. Na pokładzie znajdowało się dziesięć osób.
W trakcie podróży pisał listy i rozmawiał z innymi pasażerami, po czym w pewnym momencie przeszedł do tylnej części maszyny. Kilkadziesiąt minut później samolot bezpiecznie wylądował na lotnisku Haren w Brukseli, które funkcjonowało do lat pięćdziesiątych XX wieku. Wtedy okazało się, że Wennera nie ma na pokładzie. Nikt nie zauważył chwili, w której opuścił samolot, ani nie potrafił wyjaśnić, w jakich okolicznościach do tego doszło.
Po kilkudniowych poszukiwaniach jego ciało odnaleziono w lesie w okolicach Genk, na obszarze, nad którym przelatywał samolot. Mężczyzna miał na sobie odzież, w której wszedł na pokład, a w kieszeniach znajdowały się paszport i pieniądze. Nie stwierdzono wyraźnych śladów obrażeń, które jednoznacznie wskazywałyby na gwałtowny upadek z dużej wysokości.
Tajemnicze okoliczności i spekulacje
Rozpoczęte przez belgijskie służby śledztwo nie przyniosło jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób Wenner opuścił samolot. Czy sam wyskoczył, wypadł w wyniku nieszczęśliwego zdarzenia, czy też został wypchnięty? Otwarcie drzwi lub włazu w ówczesnych maszynach było wprawdzie możliwe, lecz nie mogło nastąpić samoistnie. Z tego powodu wersja przypadkowego wypadnięcia od początku budziła wątpliwości.
Sprawę utrudniały realia lat trzydziestych. Metody śledcze były wówczas znacznie mniej rozwinięte niż dziś, nie istniały badania DNA, a wiele podejrzanych zgonów nie analizowano pod kątem możliwego zabójstwa.
Również hipoteza samobójstwa nie znajdowała potwierdzenia. Bliscy Wennera twierdzili, że nie wykazywał oznak depresji ani załamania. Wręcz przeciwnie, planował nowy etap życia po zaręczynach i nie sprawiał wrażenia osoby przeżywającej kryzys. Nic w jego zachowaniu podczas lotu nie wskazywało na taki zamiar.
Odnalezione cztery dni później, 8 stycznia, ciało na pierwszy rzut oka wyglądało na niemal nietknięte. Poza zadrapanym nosem i oderwanymi guzikami od płaszcza nie było widocznych poważnych obrażeń, być może dlatego, że drzewa zamortyzowały upadek. Wenner miał na sobie nawet buty, a w kieszeni znaleziono niedokończony list do Olgi.
Wstępna sekcja zwłok przyniosła zaskakujące wnioski. Mimo upadku z wysokości około 1400 metrów na ciele widoczne były jedynie drobne zadrapania. Brak śladów walki, niewielkie obrażenia oraz naturalna pozycja zwłok sprawiły, że śledczy od początku mieli poważne wątpliwości co do przebiegu zdarzeń.
Ustalono, że Wenner nie zginął w chwili upadku. Zmarł później, prawdopodobnie na skutek obrażeń wewnętrznych oraz wychłodzenia organizmu. Oznaczałoby to, że przez pewien czas po upadku pozostawał przy życiu.
Pojawiła się również hipoteza uduszenia, ponieważ ciało odnaleziono w pozycji utrudniającej oddychanie. Lokalne gazety pisały, że biegły sądowy wskazał uduszenie jako bezpośrednią przyczynę śmierci, choć wersja ta od początku budziła kontrowersje.
Dodatkową zagadką pozostawał stan samolotu. Choć maszyna nie miała tylnych drzwi awaryjnych, w toalecie znaleziono uszkodzoną tkaninę, co mogło wskazywać na próbę otwarcia drzwi lub szarpaninę. Śledztwo nie przyniosło jednak jednoznacznych odpowiedzi. Nie wskazano żadnego podejrzanego, a żaden z pasażerów nie potrafił powiedzieć, co dokładnie wydarzyło się na pokładzie.
Znaki zapytania
Od samego początku rozważano hipotezę zabójstwa. Pojawiały się przypuszczenia, że Wenner mógł paść ofiarą nazistów obawiających się jego aktywności lub osób prywatnych zainteresowanych jego majątkiem. Na tę wersję wskazywały m.in. informacje o obserwacji Wennera przez niemiecką policję w Kolonii przed lotem, możliwość ukrycia sprawcy w luku bagażowym oraz niepokojące ślady znalezione we wnętrzu samolotu.
Istotną rolę odgrywał także wątek wywiadowczy. Wenner często podróżował do Niemiec w okresie, gdy III Rzesza intensywnie rozbudowywała aparat represji i kontrwywiadu. W środowiskach, w których się obracał, krążyły pogłoski, że mógł wzbudzać zainteresowanie niemieckich służb bezpieczeństwa, a nawet być podejrzewany o działalność szpiegowską. Nie wykluczano również jego współpracy z brytyjskim wywiadem. Wojskowa przeszłość, swoboda podróżowania i liczne kontakty zagraniczne sprawiały, że w realiach lat trzydziestych łatwo było uznać go za osobę uwikłaną w działalność wywiadowczą, nawet jeśli brakowało na to twardych dowodów.
Pojawiła się także wersja, według której Wenner mógł zostać wypchnięty z samolotu przez agentów Gestapo. Inni skłaniali się ku hipotezie samobójstwa lub nieszczęśliwego wypadku.
Wśród rozważanych scenariuszy znalazł się również wątek możliwych powiązań z kręgami sympatyzującymi z nazizmem. Wskazywano, że pilot samolotu oraz bracia narzeczonej Wennera sympatyzowali z ruchem nazistowskim, a sam Wenner pozostawał pod obserwacją Gestapo. W tej sytuacji zaczęto brać pod uwagę możliwość, że za jego śmiercią mogły stać osoby z najbliższego otoczenia przyszłej żony, zainteresowane przejęciem majątku.
Podkreślano jednak, że dostępne dane nie pozwalają na jednoznaczne rozstrzygnięcie sprawy. Rozważano zarówno nieszczęśliwy wypadek, jak i celowe działanie, które powinno pozostawić ślady szarpaniny. Brano też pod uwagę scenariusz, w którym Wenner był już martwy lub nieprzytomny na pokładzie, choć nawet wtedy wyrzucenie go z samolotu nie było łatwe do przeprowadzenia.
Zwracano uwagę, że akta sprawy nie zostały w pełni zarchiwizowane, co dodatkowo utrudnia jednoznaczną ocenę wydarzeń. W rezultacie nie udało się definitywnie ustalić, czy doszło do wypadku, czy do zabójstwa.
Współcześni badacze zwracają uwagę, że ograniczenia techniczne ówczesnej kryminalistyki mogły uniemożliwić pełne wyjaśnienie sprawy. Nie istniały badania DNA, a wiele podejrzanych zgonów nie trafiało do kategorii spraw kryminalnych. Część historyków uważa, że Wenner mógł zostać zamordowany na pokładzie samolotu albo zmuszony do skoku w trakcie lotu, inni widzą w tej historii element tajnej operacji upozorowanej na wypadek. Nigdy jednak nie znaleziono świadków ani dokumentów potwierdzających udział obcych służb.
Sprawa, której nie udało się wyjaśnić
Oficjalnie sprawę zamknięto jako niewyjaśniony wypadek lotniczy. Pozostała jednak jedną z najbardziej zagadkowych historii europejskiego lotnictwa okresu międzywojennego. Wenner został pochowany w Genk, niedaleko miejsca, w którym odnaleziono jego ciało. Okoliczności jego śmierci do dziś budzą wątpliwości i wciąż pozostają nierozstrzygnięte.
W 2022 roku sprawa ponownie trafiła na łamy belgijskich mediów. „The Brussels Times” opublikował reportaż przypominający okoliczności tajemniczej śmierci Wennera i podkreślający, że mimo upływu lat nie ustalono jednoznacznej wersji wydarzeń. Niepełna dokumentacja śledztwa, brak danych z kokpitu, brak świadków oraz rozbieżne wnioski z sekcji zwłok sprawiły, że sprawa nadal pozostaje otwarta w sferze domysłów. Tym bardziej że chodziło o zwykły lot rejsowy z załogą i pasażerami na pokładzie, podczas którego doszło do zaginięcia człowieka w okolicznościach, których nie potrafiono wyjaśnić.
Do dziś nie wiadomo, co naprawdę wydarzyło się nad Genk zimą 1937 roku. Czy Max Victor Wenner padł ofiarą nieszczęśliwego wypadku, własnej decyzji, czy też cichej wojny wywiadów toczącej się w cieniu narastających napięć politycznych? Jego śmierć pozostaje jedną z najbardziej intrygujących zagadek lotnictwa, historią, która mogłaby posłużyć za scenariusz filmu, gdyby nie to, że wydarzyła się naprawdę.
Anna Janicka



