Na belgijskim rynku pracy coraz wyraźniej widoczny jest niepokojący trend polegający na systematycznym zmniejszaniu się liczby ofert pracy skierowanych do absolwentów uczelni wyższych.
Jednym z przykładów jest historia młodej absolwentki prawa z Brukseli. Kiedy kończyła studia, była przekonana, że najtrudniejsze już za nią. Dyplom magistra miał otworzyć drzwi do kancelarii lub administracji publicznej. W trakcie studiów odbyła krótką praktykę, jednak nie przełożyła się ona na stałe zatrudnienie. Przez kilka miesięcy wysyłała aplikacje do kancelarii, firm konsultingowych i instytucji publicznych.
Najczęściej otrzymywała odpowiedź, że poszukiwane są osoby z co najmniej dwuletnim doświadczeniem. Ostatecznie podjęła pracę administracyjną w sektorze prywatnym, która nie wymagała wykształcenia prawniczego. Choć zdobywa doświadczenie zawodowe, jej kwalifikacje pozostają w dużej mierze niewykorzystane.
Podobne historie słychać dziś coraz częściej. Problem ten dotyczy całego belgijskiego rynku pracy.
Rynek zmienia zasady gry
Jeszcze kilkanaście lat temu dyplom licencjata lub magistra był postrzegany jako gwarancja stabilnego startu zawodowego i przepustka do pracy w administracji, finansach czy sektorze prywatnym. Dziś coraz więcej młodych ludzi ma trudności ze znalezieniem zatrudnienia odpowiadającego ich kwalifikacjom, a niekiedy jakiejkolwiek pracy.
Dane z ostatnich miesięcy pokazują, że liczba ofert wymagających wyższego wykształcenia spadła do najniższego poziomu od wielu lat. Choć ogólna liczba wakatów w Belgii również się zmniejszyła, to właśnie segment stanowisk przeznaczonych dla osób z dyplomem ucierpiał najbardziej. Oznacza to większą konkurencję i dłuższe procesy rekrutacyjne. Coraz częściej młodzi kandydaci wysyłają dziesiątki, a nawet setki aplikacji, nie otrzymując zaproszenia na rozmowę kwalifikacyjną.
Jednym z kluczowych czynników jest postępująca automatyzacja oraz rozwój sztucznej inteligencji. W wielu sektorach zadania wykonywane dotąd przez początkujących pracowników biurowych mogą zostać przejęte przez systemy informatyczne. Firmy inwestujące w technologie ograniczają zatrudnianie na stanowiskach przeznaczonych dla osób rozpoczynających karierę zawodową. W konsekwencji zmniejsza się liczba pierwszych etatów.
Nie oznacza to jednak, że rynek całkowicie zamyka się na osoby z wyższym wykształceniem. Zmienia się profil poszukiwanych kompetencji. Największe zapotrzebowanie dotyczy specjalistów z obszarów technologicznych, informatycznych, inżynieryjnych oraz nauk ścisłych. Absolwenci kierunków humanistycznych, społecznych czy administracyjnych napotykają znacznie większe trudności. Coraz wyraźniejsze staje się niedopasowanie między ofertą edukacyjną uczelni a realnymi potrzebami gospodarki.
Dyplom to za mało
Dodatkowym problemem są rosnące oczekiwania pracodawców dotyczące doświadczenia zawodowego. Nawet w przypadku stanowisk przeznaczonych dla osób rozpoczynających karierę wymaga się wcześniejszej praktyki, znajomości narzędzi branżowych oraz umiejętności samodzielnej pracy od pierwszego dnia zatrudnienia. Dla świeżo upieczonych absolwentów stanowi to poważną barierę wejścia na rynek pracy. W efekcie część z nich podejmuje zatrudnienie poniżej swoich kwalifikacji lub pracę tymczasową.
Sytuacja ta jest również powiązana z ogólną kondycją belgijskiej gospodarki. Po okresie intensywnego wzrostu zatrudnienia w poprzednich latach nastąpiło spowolnienie. Przedsiębiorstwa, mierząc się z rosnącymi kosztami energii, presją płacową oraz niepewnością gospodarczą, ostrożniej podchodzą do tworzenia nowych etatów.
W regionie Brukseli problem jest szczególnie widoczny. Stolica tradycyjnie przyciągała wielu absolwentów z ambicjami pracy w instytucjach publicznych, organizacjach międzynarodowych czy sektorze usług finansowych. Obecnie konkurencja o takie stanowiska jest wyjątkowo duża, a liczba dostępnych miejsc nie rośnie w tempie odpowiadającym liczbie kandydatów.
Historie młodych absolwentów
Podobne mechanizmy widoczne są także w innych częściach kraju. Dobrym przykładem jest absolwent ekonomii z Antwerpii. W czasie studiów specjalizował się w finansach i analizie danych, zakładając, że rynek będzie potrzebował takich kompetencji. Po ukończeniu uczelni zauważył, że wiele firm ograniczyło rekrutację na stanowiska dla osób bez doświadczenia, a część zadań analitycznych została zautomatyzowana.
Podczas rozmów kwalifikacyjnych słyszał, że konkurencja jest bardzo duża, a firmy preferują kandydatów z doświadczeniem zdobytym w międzynarodowych korporacjach. Po kilku miesiącach bezskutecznych poszukiwań zdecydował się na dodatkowe szkolenie z zakresu programowania, aby zwiększyć swoje szanse na zatrudnienie w sektorze technologicznym.
Kolejnym przykładem jest absolwentka komunikacji społecznej z Gandawy. W odpowiedzi na ogłoszenia konkurowała z wieloma kandydatami. Wiele ofert miało charakter stażu lub kontraktu tymczasowego, z wynagrodzeniem niewystarczającym do samodzielnego utrzymania się.
Ostatecznie podjęła pracę w handlu detalicznym, kontynuując poszukiwania zatrudnienia zgodnego z wykształceniem.
Sytuacja ta pokazuje, jak łatwo dochodzi do pracy poniżej posiadanych kwalifikacji, gdy absolwent wykonuje obowiązki niewymagające dyplomu uczelni wyższej.
Inny przykład dotyczy absolwenta kierunku inżynieryjnego. Firmy oczekiwały praktycznej znajomości specjalistycznego oprogramowania oraz doświadczenia przy realizacji projektów przemysłowych. Musiał ukończyć dodatkowe kursy i przyjąć krótkoterminowy kontrakt, zanim uzyskał stabilne zatrudnienie.
W trudniejszej sytuacji znajdują się także absolwenci zagraniczni, którzy ukończyli studia w Belgii, lecz nie posługują się biegle wszystkimi językami urzędowymi kraju. Dla nich bariera językowa dodatkowo ogranicza dostęp do rynku pracy, zwłaszcza w administracji publicznej i sektorze usług.
Co można zmienić?
Eksperci podkreślają, że rozwiązanie problemu wymaga skoordynowanych działań uczelni, państwa i przedsiębiorstw. Szkoły wyższe powinny ściślej współpracować z biznesem, tak aby programy studiów lepiej odpowiadały potrzebom rynku oraz rozwijały kompetencje praktyczne, cyfrowe i adaptacyjne. Państwo może wspierać programy stażowe i szkoleniowe ułatwiające zdobycie pierwszego doświadczenia, a firmy inwestować w rozwój pracowników na wczesnym etapie kariery, zamiast oczekiwać pełnej gotowości od pierwszego dnia.
Zmiany na rynku pracy pokazują, że sam dyplom przestaje być wystarczającym atutem. Coraz większe znaczenie mają konkretne umiejętności i elastyczność. Zanik ofert dla absolwentów nie jest chwilowym kryzysem, lecz częścią głębszych zmian na rynku pracy, które wpłyną na przyszłość młodego pokolenia.
Dyplom pozostaje wartością. Nie jest jednak gwarancją stabilnej pracy, bezpiecznej przyszłości ani wysokich dochodów. Coraz częściej okazuje się jedynie punktem wyjścia, a nie przepustką do zawodowego sukcesu.
Opracowała Anna Janicka
na podstawie brusselstimes.com



