Zatrzymane w obiektywie
Emigracja to integracja: O walizkach, które nas łączą

Każdy z nas ma swoją własną historię, ale początek często brzmi podobnie. Pewnego dnia zapadła decyzja: „Ruszam!”. Jedni wyjechali w poszukiwaniu przygody, inni po lepsze życie, stabilizację czy po prostu konkretny zarobek. Życie pisze różne scenariusze i czasem to sytuacja nieco mocniej zmusiła nas do tego wyjazdu.

I tak oto stanęliśmy na lotnisku czy dworcu, trzymając w ręku nie tylko bilet, ale przede wszystkim tę jedną, najważniejszą walizkę. Nie mówię o tej pełnej ubrań, którą trudno było domknąć kolanem. Myślę o tej niewidzialnej walizce, którą każdy z nas zabrał ze sobą – wypakowanej po brzegi życiowymi doświadczeniami, wspomnieniami, obawami, ale i wielką nadzieją.

Kiedy kurz po podróży opadł, zaczęliśmy budować wszystko od nowa. Znaleźliśmy pracę, zaczęliśmy przecierać szlaki i poznawać ludzi. Szybko okazało się, że nasi nowi przyjaciele to nie tylko Polacy czy Belgowie. Nasz świat nagle stał się kolorową mozaiką. Spotykamy tu ludzi z każdego zakątka globu i warto pamiętać, że każdy z nich – dokładnie tak jak my – przytaszczył ze sobą swój własny bagaż.

Niektóre z tych walizek są bardzo ciężkie. Są w nich wspomnienia ucieczki przed wojną, terrorem czy skrajną biedą. Są też tacy, którzy przyjechali, by sprytnie wykorzystać luki w prawie. Niezależnie jednak od tego, co kto ma w środku, najważniejsza lekcja brzmi: poznajmy się. Warto poświęcić chwilę, by zagadać do sąsiada czy kolegi z pracy. Bo kiedy my postaramy się zrozumieć ich świat, oni zaczną rozumieć nasz.

To tutaj, mieszkając na obczyźnie, uczymy się tej trudnej, ale pięknej sztuki łączenia dwóch światów. Choć sercem czasem wracamy do korzeni, to tutaj zapuszczamy nowe. Zawiązujemy związki, budujemy domy, a nasze dzieci idą do lokalnych szkół. One uczą się świata najpiękniej – naturalnie. W ławkach spotykają przyjaciół o różnych kolorach skóry, wyznających różne religie i pochodzących z najdalszych narodowości. Dla nich to po prostu koledzy.

To od nich powinniśmy brać przykład. Życie w zgodzie na obczyźnie jest nam wszystkim po prostu potrzebne. Przyjmijmy założenie, że ludzie z natury są dobrzy. Jeśli otworzymy się na siebie nawzajem, okaże się, że emigracja to nie tylko zmiana adresu, ale przede wszystkim piękna lekcja wspólnego życia w jednym, wielkim, różnorodnym świecie.

Nieważne, w jakim kraju i na jakim kontynencie mieszkamy ani do jakiego miejsca los nas rzucił – pamiętajmy jedno: to my sami tworzymy nasz dom, a buduje się go najlepiej na fundamencie wzajemnego szacunku i zrozumienia.

Agnieszka Malko

Podziel się: