Na początku tego roku belgijski świat street artu przeżył wstrząs i nie było bodajże nikogo, kto powiedziałby, że właśnie tego się spodziewaliśmy. Hasselt, wydawałoby się niepozorne miasto, będące stolicą Limburgii, zajęło 9. miejsce w rankingu Street Art Cities Award, wyprzedzając Nowy Jork, Paryż czy Kolonię. Według rankingu prawdziwym rajem na ziemi jest Madryt, następnie Ateny, a podium zamyka Lizbona.

Dla wszystkich, którzy nie są wtajemniczeni, jest to nagroda największej internetowej platformy sztuki ulicznej na świecie, przyznawana na podstawie ilości odwiedzających, dzieł i interakcji użytkowników. Zwłaszcza ten ostatni czynnik, czyli szczere opinie miłośników street artu, czyni z tego rankingu najważniejszą nagrodę, jaką miasto, artyści, kuratorzy i wszyscy zaangażowani mogą otrzymać w uznaniu za włożony trud.

Patrząc na ranking o światowym zasięgu, łatwo zauważyć, że Belgia plasuje się naprawdę wysoko, bowiem na opublikowanej liście 25 miast Antwerpia zajęła jedenaste, a Gandawa dwunaste miejsce; zaś dla porównania Tilburg szesnaste, Rotterdam siedemnaste, Eindhoven dwudzieste drugie, a Amsterdam nawet nie wszedł do zestawienia. Jeśli czujesz, że murale mogą znacząco wzbogacić twoje wspomnienia z wakacyjnych wojaży, to prawdziwie nieprzebraną skarbnicą wiedzy i inspiracji jest darmowa interaktywna aplikacja „Street Art”, w której znajdziesz prawie sto tysięcy dzieł z prawie trzech tysięcy miast w ponad stu krajach. Brzmi jak plan?

Kiedy myślisz o muralach w Hasselt, jednym z pierwszych skojarzeń musi być organizacja SAGA i postać Kurta Bosmansa, który w środowisku jest uznawany wręcz za kultowego. Nie będzie przesadą powiedzieć, że poświęcił on całe swoje życie street artowi, bowiem sam jest ich twórcą, już w latach 90. organizował wydarzenia związane z graffiti i nakręcił o nich film dokumentalny, jest autorem kilku książek o tej tematyce, w 2010 roku zorganizował pierwszy festiwal street artu w krajach Beneluksu (właśnie w Hasselt) oraz jest jednym z pionierów, którzy ponad 30 lat temu pomalowali pierwsze legalne mury w Hasselt.

I choć powszechnie panuje opinia, że wszystko zaczęło się w Gandawie na słynnej Werregarenstraat, czyli Ulicy Graffiti, legalnie przekazanej artystom podczas Gentse Feesten w 1995 roku, to tak naprawdę już w 1994 roku władze Hasselt udostępniły artystom ściany w tunelach rowerowych pomiędzy Dusartparking a Kapermolenpark, nieopodal Elfde Liniestraat.

Mury te są powszechnie nazywane Hall of Fame i uznawane za ikoniczne, bowiem wielu znanych dziś artystów stawiało tam swoje pierwsze kroki, stanowiło kultowe miejsce spotkań, a także każdego roku gromadziło miłośników graffiti na Easter Jam Hasselt, zamieniając teren w żywe dzieło sztuki. Miejsce to stało się także kością niezgody pomiędzy środowiskiem street artu a władzami miasta, które postanowiły wyburzyć tunele w związku z remontem ulicy Elfde Liniestraat oraz przebudową i zazielenieniem kampusu i otoczenia.

Jako że graffiti często stanowi ostry czy ironiczny komentarz dla aktualnych wydarzeń geopolitycznych, nie trzeba było długo czekać na mural, będący ciętą ripostą. Jeden z czołowych artystów street artu w Limburgii stworzył pracę nawiązującą stylistycznie do hasła promocyjnego miasta „Hasselt heeft het”, zmieniając je na „Hasselt had het †1994-2025” i nazywając to swoim listem pożegnalnym do wyjątkowego i pięknego okresu, poddając w wątpliwość, czy miasto wciąż ma w sobie to streetartowe coś. W odpowiedzi, w ciągu niecałych 48 godzin, służby miejskie zamalowały mural białą farbą, po czym artysta napisał na zamalowanej ścianie „Hasselt rol het”.

I to jest chyba właśnie sedno, piękno i przeznaczenie prawdziwej sztuki ulicznej – jej autentyczność, ulotność, aktualność, lokalność, ale też oryginalność, niepodrabialność i niepowtarzalność. Dlatego parafrazując poetę, powiem na koniec – spieszmy się podziwiać murale, tak szybko znikają. I doceniajmy władze miast, które dokładają wszelkich starań, by uczynić przestrzeń publiczną jeszcze piękniejszą i atrakcyjniejszą dla naszego oka, nie mając im za złe, że czasami muszą poświęcić kawałek historii w imię lepszej przyszłości.

Niech wakacyjny czas będzie dla wszystkich obfity w momenty zachwytów zarówno tymi wielkogabarytowymi, jak i małymi dziełami stworzonymi przez  licznych artystów.

Więcej wyjątkowych miejsc, nie tylko we Flandrii, znajdziesz na:

NA WŁASNE OCZY

FacebookInstagram

Podziel się: