Żyjemy w czasach mediów społecznościowych. Kiedyś ich nie było. Nie było telefonów w kieszeni, filmików ani komentarzy pisanych zza ekranu. Nie dało się tak łatwo kogoś wyśmiać ani zniszczyć jednym zdaniem, jednym „udostępnij”. Ale też trudniej było się pokazać, zaistnieć i reklamować siebie oraz swoje działania.

Dziś żyjemy, podglądając się nawzajem. Obserwujemy cudze życie, cudze sukcesy i cudze porażki. Żerujemy na nieszczęściach, a gdy komuś się wiedzie, zaczynamy węszyć:
„Skąd ma pieniądze?”
„Na pewno nieuczciwie.”
„To nie może być prawda.”

Zamiast gratulacji – podejrzenia.
Zamiast inspiracji – zazdrość.

I tu warto zapytać: kto zazdrości najbardziej?

Najczęściej ci, którzy nie potrafią wyjść ze swojej strefy komfortu. Którzy boją się spróbować. Którzy wolą komentować cudze życie, zamiast zmieniać własne. Zazdrość rodzi się z bezsilności. Ale czy to naprawdę powód, by niszczyć innych?

Dziś czyjeś życie można zniszczyć bardzo szybko. Wystarczy kilka powtórzonych zdań. Jedna plotka podana dalej. Jedno niedopowiedziane „słyszałam, że…”. Plotka żyje własnym życiem, obrasta w szczegóły, zmienia sens, aż w końcu uderza w człowieka, który często nawet nie wie, skąd i dlaczego.

A to zawsze odbija się na innych. Na psychice, na relacjach, na poczuciu bezpieczeństwa. Jedno złe słowo potrafi odebrać komuś spokój, godność, a czasem chęć do życia. Dzieci zamykają się w sobie, podejmują próby samobójcze, bo ktoś „coś powiedział”. Dorośli cierpią tak samo. Hejt nie ma wieku ani płci.

Jest jednak coś jeszcze, o czym rzadko mówimy: inni tego słuchają. Nasze dzieci słyszą, jak mówimy o innych. Słyszą, jak komentujemy sąsiadów, znajomych, ludzi z internetu. Nasi bliscy słyszą rozmowy przy stole, w samochodzie, w kuchni. I wyciągają wnioski.

Dzieci uczą się przez obserwację. Jeśli słyszą hejt, plotki i ciągłe ocenianie, zaczynają robić to samo. Później tak traktują swoich rówieśników. Stają się zawistne, niemiłe, pozbawione empatii. Nie dlatego, że są „złe”, ale dlatego, że tego się nauczyły.

I tu warto się zatrzymać. Bo żyjemy w dobie hejtu. To już nie są pojedyncze sytuacje – to codzienność. Naprawdę powinniśmy się zastanowić, co z tym robimy dalej. Czy chcemy w tym uczestniczyć, czy może spróbować zbudować coś innego.

Może zamiast zaglądać w cudze życie warto przyłączyć się do grup, które tworzą. Do ludzi, którzy zajmują się rękodziełem, sportem, sztuką. Do tych, którzy działają, rozwijają pasje, budują relacje. Pozytywność działa dokładnie tak samo jak hejt – rozprzestrzenia się. Tylko że buduje, a nie niszczy.

To trochę jak z zapałkami. Jedna zapalona może zapalić kolejne. Ale wystarczy się odsunąć i płomień przestaje nas dotyczyć. A im więcej zapałek odsuniemy od ognia, tym mniejszy on będzie.

Warto też pamiętać, że kłamstwo często ma krótkie nogi. Prawda prędzej czy później wychodzi na jaw. Problem polega na tym, że w naszych czasach kłamców rzadko się rozlicza. Przechodzi się nad tym do porządku dziennego. Zapomina. Przymyka oko.

Ale czy naprawdę warto być kłamcą?

Gdy prawda wychodzi na światło dzienne, bardzo często osoby, które ją zakłamywały, nie widzą winy w sobie. Zamiast refleksji – szukają winnych wokół. Zamiast przeprosin – tłumaczenia. Zamiast odpowiedzialności – atak. A przecież to właśnie wtedy ludzie zaczynają się od nich odsuwać. Po cichu. Bez awantur. Po prostu przestają ufać.

Może więc problemem nie jest to, że prawda wychodzi na jaw. Może problemem jest to, że za rzadko mówimy „dość”. Za rzadko reagujemy. Za rzadko mówimy:
– mówisz nieprawdę,
– dlaczego to robisz,
– kogo próbujesz zranić,
– kto postąpił wobec ciebie niewłaściwie

Nie wolno pozwalać na takie rzeczy. Nie wolno pozwalać na niszczenie innych ludzi, bo przy okazji niszczymy również siebie. Milczenie nie zawsze jest neutralne. Czasem jest przyzwoleniem.

Pamiętajmy – wszystko kiedyś wraca. Jak mówi stare powiedzenie: gdy dasz człowiekowi chleb, chleb otrzymasz. Gdy rzucisz w niego kamieniem, kamieniem oberwiesz. Może nie dziś. Nie jutro. Nie za tydzień. Nie za rok. Ale kiedyś. Zawsze.

Złość i zawiść nie pozostają bez śladu. One zostają w nas. I bardzo często przeradzają się w choroby. To nie jest zdrowe. Hejt jest jak rak, który toczy relacje międzyludzkie, ale złość i zawiść, które trzymamy w środku, potrafią zjeść również nas samych.

Nikt nie jest ze stali. Nikt nie jest nieomylny. Wszyscy popełniamy błędy.

Ale może właśnie dlatego powinniśmy nauczyć się żyć razem. Z większą empatią. Z większą odpowiedzialnością za słowa. Z większą świadomością, że każde zdanie, które wypowiadamy, zostawia po sobie ślad.

Na koniec zostaje wybór.
Możemy być tymi, którzy niszczą. Albo tymi, którzy budują.

Możemy być głosem plotki. Albo głosem wsparcia.

Możemy dolewać oliwy do ognia. Albo zgasić go jednym dobrym słowem.

Mamy nowy czas. Nowe możliwości. Nowe cele.
Może bycie lepszym człowiekiem stanie się jednym z nich.

Każdy nowy dzień to nowa możliwość i nowa historia.
Bo ta historia… dopiero się zaczyna.

Agnieszka Małko

Podziel się: