Odkrywamy Belgię
Jak naleśniki rozsławiły zamek
W zachodniej Flandrii, w okolicach Veurne, na niewielkiej wysepce otoczonej wodą stoi renesansowy zamek Beauvoorde.
To jedno z najpiękniejszych miejsc w regionie, gdzie historia splata się z tradycją i życiem mieszkańców. Dziś Beauvoorde kojarzy się nie tylko z zabytkowym zamkiem, ale także z naleśnikami, które rozsławiły tę niewielką miejscowość daleko poza granicami regionu.
Najstarsze wzmianki o miejscu, w którym znajduje się zamek, pochodzą z 703 roku. Pierwsze pewne źródła historyczne dotyczące Beauvoorde i jego właścicieli pojawiają się jednak dopiero w 1408 roku. Właścicielem posiadłości był wówczas Jan de Valuwe. Rezydencję wzniesiono na niewielkim, sztucznie usypanym wzgórzu i otoczono fosą, która pełniła funkcję obronną.
W czasie wojny osiemdziesięcioletniej zamek został spalony i przez wiele lat pozostawał w ruinie. Odbudowano go dopiero w 1617 roku w stylu renesansowym. Woda oddzielająca posiadłość od okolicznych pól i zabudowań do dziś pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych elementów Beauvoorde.
W 1875 roku posiadłość kupił Artur Merghelynck, zamożny szlachcic i pasjonat historii. Postanowił przywrócić zamkowi dawny wygląd. Przez kolejne 27 lat trwały prace restauratorskie, których celem było jak najwierniejsze odtworzenie historycznego charakteru budowli.
Podróżował po Flandrii w poszukiwaniu oryginalnych mebli i dzieł sztuki. Wnętrza urządzono w stylu XVII wieku, łącząc autentyczne wyposażenie z odtworzonymi detalami.
Prace objęły także rozbudowę zamku. Powstał park łączący elementy ogrodu francuskiego i angielskiego. Proste alejki przeplatają się tam z krętymi ścieżkami, drzewami i stawami, tworząc miejsce sprzyjające spacerom i odpoczynkowi. Po śmierci Merghelyncka zamek przekazano państwu belgijskiemu i objęto ochroną jako zabytek.
Smaki spod zamku
Dziś nazwa Beauvoorde kojarzy się nie tylko z zabytkowym zamkiem, ale także ze słynnymi naleśnikami. Nie zawsze jednak tak było. Przez lata turyści przyjeżdżali głównie po to, by zwiedzić zamek i pospacerować po parku. To właśnie z myślą o odwiedzających zaczęła się historia naleśników, które przez lata stały się równie rozpoznawalne jak sam zamek.
W 1970 roku Maggy Duquesne sięgnęła po rodzinny przepis na naleśniki, które jej matka piekła niegdyś na farmie, by uczcić udane zbiory, a później sprzedawała przechodniom. Maggy postanowiła kontynuować tę tradycję. Ponieważ jej dom znajdował się tuż obok zamku, zaczęła piec naleśniki we własnej kuchni i sprzedawać je turystom przez pomalowane na biało okno.
Z czasem przy kuchennym oknie zaczęło pojawiać się coraz więcej klientów. Bez szyldu, bez reklamy i bez biznesplanu. Wystarczył zapach świeżych naleśników i ciekawość przechodniów. Wkrótce zamek Beauvoorde kojarzono nie tylko z historią i architekturą, ale również z naleśnikami.
Telewizja, stres i kolejki przed domem
Rosnąca popularność zamku i miejscowego przysmaku przyciągnęła do Beauvoorde ekipę programu telewizyjnego Echo, przygotowującą materiał o regionie. Kamery zajrzały również do kuchni Maggy, gdzie powstawały naleśniki, z których miejscowość była coraz bardziej znana.
Dla Maggy było to ogromnym stresem. Jak wspominała po latach, obecność kamer tak bardzo ją peszyła, że nie potrafiła nawet usmażyć idealnie okrągłego naleśnika.
Emisja programu znacząco zwiększyła zainteresowanie naleśnikami. Następnego dnia przed domem Maggy ustawiła się długa kolejka. „Stało około czterdziestu osób, wszyscy chcieli naleśniki. Mama szybko poprosiła sąsiadkę Rosette o pomoc” – wspominała później jej córka Karen. Ludzie przyjeżdżali już nie tylko do zamku, ale specjalnie po naleśniki, o których usłyszeli w telewizji.
Od kuchennego okna do rodzinnej firmy
Rosnące zainteresowanie sprawiło, że jedno kuchenne okno przestało wystarczać. Coraz więcej osób przyjeżdżało do Beauvoorde specjalnie po naleśniki, dlatego Maggy potrzebowała pomocy. Sąsiadka Rosette, która początkowo pomagała przy sprzedaży i obsłudze klientów, później zajęła się również ich wypiekaniem.
Wkrótce dołączyły kolejne kobiety z okolicy. Każda miała swoje zadania. Jedne przygotowywały ciasto, inne smażyły naleśniki, pakowały zamówienia lub obsługiwały klientów. W niewielkiej kuchni robiło się coraz ciaśniej, aż w pewnym momencie przy patelniach i blatach pracowało nawet piętnaście osób.
Niewielka rodzinna inicjatywa stopniowo się rozwijała, choć wszystko nadal odbywało się w tej samej kuchni i według tego samego przepisu. Z biegiem lat miejsce to stało się ważnym punktem na mapie Beauvoorde i źródłem zatrudnienia dla okolicznych mieszkańców.
Naleśniki nadal przygotowywano ręcznie, a dokładne proporcje składników znały tylko Maggy i jej córka Karen Pauwelyn. Mimo rosnącej popularności nie zrezygnowano z rodzinnego przepisu ani tradycyjnego sposobu przygotowywania. Zamówień było jednak coraz więcej, a naleśniki trafiały do coraz szerszego grona odbiorców. To właśnie na bazie tej działalności powstało Beauvoords Bakhuis, przedsiębiorstwo, które w kolejnych latach przekształciło się w rozpoznawalną markę.
W kolejnych latach naleśniki spod zamku trafiały poza granice regionu, a później także poza granice Belgii. Pojawiały się w sklepach, na targach i w restauracjach, stając się jednym z najbardziej rozpoznawalnych lokalnych produktów.
W 2005 roku Karen przejęła firmę po swojej mamie i postanowiła kontynuować rodzinną działalność. Przeniosła produkcję do Veurne, stopniowo ją rozwijając, ale jednocześnie zachowując tradycyjny przepis i wysoką jakość składników. Firma nadal nosi nazwę Beauvoords Bakhuis, a w jej logo znajduje się postać Maggy, co podkreśla rodzinny charakter marki i przywiązanie do tradycji.
Dziś firma oferuje zarówno tradycyjne naleśniki, jak i mini-naleśniki, ciasta naleśnikowe z mascarpone i owocami oraz amerykańskie pancakes. Najczęściej podawane są z syropem klonowym, owocami i innymi słodkimi dodatkami.
Beauvoordse pannenkoeken zdobywały prestiżowe nagrody i wyróżnienia, między innymi tytuł jednych z najlepszych gotowych naleśników na świecie.
Historia naleśników spod zamku pokazuje, że nawet niewielka inicjatywa może przerodzić się w wielki sukces. To, co zaczęło się od rodzinnego przepisu i sprzedaży przez kuchenne okno, stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych produktów regionu.
Agnieszka Buniowska

