Marzenie belgijskiego inżyniera – część I

with Brak komentarzy
Czas czytania: 3 minut

Orient Express to nie tylko luksusowy środek transportu. To ikona podróżowania, od lat rozbudzająca wyobraźnię milionów ludzi na całym świecie.

O podróży nim marzyło wielu, ale niewielu było na nią stać. I chociaż w swoją ostatnią podróż Orient Express wyruszył w 1977 roku, jego legenda jest wciąż żywa.

W drugiej połowie XIX wieku, w bogatych europejskich kręgach zapanowała moda na podróżowanie dla przyjemności. Ówcześni podróżnicy skupiali się przede wszystkim na odkrywaniu krajów Bliskiego Wschodu w celu poszerzenia swojej wiedzy o świecie i innych kulturach.

Wizjoner

Inicjatorem powstania, rozwoju Orient Expressu i jednym z udziałowców Compagnie Internationale des Wagons-Lits był belgijski przemysłowiec Georges Nagelmackers. Urodził się w 1845 r. w Liège, w rodzinie bardzo zamożnych bankierów, powiązanej z belgijskim dworem królewskim. Bank Nagelmackers (najstarszy belgijski bank) – został założony w 1747 roku w Liège przez Pierre’a Nagelmackersa. Pierwsze biuro otwarto w Brukseli na początku XX wieku. Bank działa do dziś.

Georges, wychowany w luksusie koneser tego co najlepsze: doskonałego jedzenia, dobrego wina, luksusowych nieruchomości, nie interesował się bankowością. Od wczesnej młodości miał inną pasję – pociągi. Ukończył z wyróżnieniem inżynierię budownictwa lądowego i wodnego.

U podstaw jego wyjątkowej kariery leżała z góry skazana na porażkę nieszczęśliwa miłość. Zakochał się w swojej kuzynce. Aby uniknąć obyczajowego skandalu, ojciec postanowił wysłać go do Nowego Jorku. Uważał, że „podróże otwierają umysł”, a syn powinien zająć się innymi sprawami, aby to niedorzeczne uczucie wywietrzało mu z głowy.

W Ameryce niejaki George Pullman musiał w 1855 roku odbyć podróż koleją z Chicago do Nowego Jorku. Wielokilometrowa trasa wymagała spędzenia nocy w niewygodnym pociągu. Do celu Pullman dotarł wykończony. Postanowił więc zrewolucjonizować kolejowe podróże. Najpierw w wagonach umieścił kilka ławek, aby podróżni mogli się na nich położyć. Ale do wymarzonego komfortu było jeszcze daleko.

Niezniechęcony Pullman stworzył wagon restauracyjny, który chronił podróżnych przed koniecznością jedzenia w bufetach na stacjach kolejowych, gdzie jedzenie było delikatnie mówiąc przeciętne. Następnie oddał do dyspozycji pasażerów wagon sypialny, a wkrótce wraz ze swoim bratem Albertem zostali „królami amerykańskich pociągów”.

W tym czasie młody Nagelmackers przybył do Stanów Zjednoczonych, aby leczyć swoje złamane serce. Przez nieco ponad rok Georges podróżował w celach turystycznych, korzystając z kolei i słynnych wagonów sypialnych Pullmana. Zachwycony wynalazkiem zwracał jednak uwagę na skargi podróżnych, z których najczęstsze dotyczyły braku prywatności. Wagony z rozkładanymi do snu siedzeniami, których produkcją zajmowali się bracia Pullman, miały jedną zasadniczą wadę: w nocy stawały się zbiorową sypialnią. Po jednej stronie spali mężczyźni, po drugiej kobiety, a całość pomieszczenia przedzielona była jedynie cienką zasłoną. Nie było tam miejsca dla intymności dam, które czuły się w tych warunkach niezbyt komfortowo i narzekały na brak prywatności.

W głowie Nagelmackersa pojawiły się pomysły i projekty, zrobił wiele notatek i szkiców. Współpraca z Pullmanem, którego poznał osobiście, zaowocowała sprowadzeniem do Europy amerykańskich wagonów wymagających jednak przeróbek odpowiadających europejskim standardom.

Patronat króla

Georges tak się zachwycił nowinkami, jakie wprowadzono w amerykańskim transporcie kolejowym, że wrócił do Belgii z mocnym postanowieniem stworzenia transkontynentalnego pociągu. Jego mottem stały się: prędkość, luksus i wygoda. Chciał zapewnić zamożnym Europejczykom komfort, do jakiego byli przyzwyczajeni. Miało być elegancko, wygodnie i wyrafinowanie.

Współpraca z Amerykaninem, Williamem d’Altonem Mannem, pozwoliła mu zebrać kapitał wystarczający na założenie spółki Compagnie Internationale des Wagons-Lits (potem firma zmieniła nazwę na Compagnie Internationale des Wagons-Lits et des Grands Express Européens – Międzynarodowa Spółka Wagonów Sypialnych i Wielkich Ekspresów Europejskich – CIWL).

Jednak Belgia była zbyt małym krajem, aby ambitne pomysły inżyniera z Liège mogły całkowicie się zrealizować. Wagony sypialne na terytorium tak niewielkiego kraju w przypadku podróży, która nie trwałaby dłużej niż jeden dzień, nie miały sensu. Dlatego Nagelmackers zdecydował, że musi rozszerzyć swój projekt na skalę międzynarodową. I tu zaczęły się problemy.

Organizacja wyjazdu poza granice Belgii wiązała się nie tylko z przekraczaniem licznych granic, ale i czasami z bardzo trudnymi negocjacjami dyplomatycznymi. Formalności celne i żmudne kontrole graniczne nie ułatwiały podróżowania.

Przez Europę, podzieloną wówczas na liczne państwa, przebiegała sieć kolejowa złożona w obrębie jednego kraju nawet z kilku przedsiębiorstw o nieujednoliconych jeszcze standardach technicznych. Każde państwo miało własną kolej i we własnym interesie starało się ją rozbudowywać. Rozstaw torów nie był znormalizowany i różnił się w zależności od kraju. Często wiązało się to z przesiadką na granicy, nie mówiąc już o kontrolach. Należało zatem zapewnić wagony, które można podłączyć do różnych pociągów i które poszczególne rządy dopuszczą do ruchu na swoim terytorium.

Zebranie niezbędnego kapitału okazało się pestką w porównaniu z negocjacjami praw do podróżowania przez poszczególne kraje Europy. Trzeba było na przykład zdobyć pozwolenia na swobodne przekraczanie przez pociąg granic międzypaństwowych. Dzięki swojemu ojcu Georges uzyskał wsparcie belgijskiego króla Leopolda II, który od początku był bardzo zainteresowany tym projektem, ponieważ widział w nim sposób na zaistnienie młodego kraju na arenie międzynarodowej.

Leopold II chciał uczynić z Belgii wielką potęgę przemysłową i handlową. Stąd udzielenie wsparcia kolejowemu przedsięwzięciu, nad którego urzeczywistnieniem pracowało kilka belgijskich firm i przedsiębiorstw. W tamtym czasie Belgia była jedną ze światowych potęg gospodarczych, a dzięki królowi pierwszy skład ekskluzywnych wagonów wyruszył 4 października 1883 r. w pierwszą transkontynentalną podróż.

Georges Nagelmackers zaprosił członków śmietanki towarzyskiej Europy na podróż między Paryżem a Konstantynopolem (dzisiejszy Stambuł), co w drugiej połowie XIX wieku oznaczało podróż łączącą dwa symboliczne krańce Europy. Pociąg rozwijał zawrotną jak na tamte czasy prędkość 80 km/h. Czegoś takiego Europa dotąd nie widziała. Orient Express stał się symbolem prestiżu, luksusu dostępnego jedynie dla wybranych.

Anna Janicka

Facebook