W październiku 2025 r. w Belgii umarł król. Nazywał się Nana Owusu Frimpong Dankwa III i panował raptem siedem miesięcy. Zaszczytną funkcję łączył z etatem pracownika sortowni poczty w Antwerpii.
Urodził się jako Nana Kwabena Dankwa 61 lub 62 lata temu w Ghanie. Do Belgii przyjechał przed trzydziestoma laty. Przed angażem w bpost pracował w szkole i w zakładzie przetwórstwa mięsa. Promował kulturę swojej ojczyzny, udzielał się na festiwalach, prowadził warsztaty artystyczne.
Gdy w 2024 r. roku odwiedził rodzinę w wiosce Akyem (lub Akim) Apaaso w ghańskim Regionie Wschodnim, na poważną rozmowę poprosiła go babcia. W obecności innych szacownych krajan zakomunikowała, że albo zostanie ich królem albo ich plemię Akwamu zostanie pochłonięte przez inne. Według belgijskich mediów babcia miała lat 88, więc liczę, że to pomyłka w dokumentacji, a jeszcze bardziej na to, że w ostatnim półwieczu wzorce macierzyństwa w Ghanie uległy poważnej zmianie.
Mimo że w lokalnym dialekcie Twi jego imię dosłownie oznacza „władcę”, Nana zupełnie nie spodziewał się nominacji. Zaakceptował ją jednak w myśl zasad sukcesji, która na następcę tronu wyznacza najstarszego syna rodzeństwa matki zmarłego monarchy. Jego natomiast musiał jeszcze zaakceptować czuwający nad tradycją nad-król.
Koronacja odbyła się na początku marca 2025 r. Uświetniła ją imponująca procesja przy akompaniamencie bębnów i wystrzałów z karabinu, z licznymi toastami wznoszonymi sznapsem i współfinansowana z sowitych opłat pobieranych za zdjęcia od gości z Europy. Nana zaprosił bowiem kolegów z pracy z rodzinami, a w delegacji uczestniczyli też dziennikarze „Het Nieuwsblad”, dzięki którym mogliśmy poznać wszystkie barwne szczegóły tej historii.
Nota bene menedżer i menedżerka Nany z poczty również wrócili z Afryki z nowymi tytułami. Starszyzna plemienna mianowała ich doradcami ds. rozwoju. Główny bohater ceremonii najpierw zaś spędził trzy dni w izolacji, gdzie przeszedł przyspieszony kurs królewskiej etykiety i obowiązków, jakie czekają go w nowej roli. Okazało się, że jego fizyczna obecność konieczna jest tylko w sprawach wagi najwyższej, takich jak np. święto zmarłych, a na co dzień będzie mógł łączyć się z poddanymi za pośrednictwem internetu. Za arystokratycznym tytułem nie idzie wynagrodzenie, więc po kilku tygodniach od koronacji Nana powrócił do sortowania paczek w Antwerpii. Jeszcze minionego lata zdołał przylecieć na audiencję u prezydenta Ghany.
Bo Ghana jest republiką z prezydentem na czele. Historycznie, w czasach przedkolonialnych, istniały na jej dzisiejszym terytorium królestwa z monarchami sprawującymi faktyczną władzę polityczną. Konstytucja uznaje jednak instytucję wodzostwa, w której mieszczą się zwyczajowe tytuły, różne w zależność od grupy etnicznej. Nie wszystkim w Ghanie podoba się dziś określenie „król” i nalegają oni by mówić tylko o „wodzach”. Ci mają kompetencje zasadniczo zwyczajowe właśnie, zarządzają gruntami na swoich obszarach, obrzędami kulturowymi, uczestniczą w rozstrzyganiu lokalnych sporów i pełnią rolę doradczą wobec urzędników państwowych.
Nana Dankwa podczas swojego niespodziewanego i krótkiego panowania lobbował na rzecz większego dostępu do edukacji, zwłaszcza dziewcząt, a także w sprawie instalacji studni i sanitariatów. Zmarł nagle w połowie października 2025 r. Od znajomej Ghanijki dowiedziałem się, że pogrzeb w Ghanie to nieszczęście w nieszczęściu, bo uroczystość trwa co najmniej kilka dni i kosztuje co najmniej kilka tysięcy euro. Na zasiłek od państwa nie ma co liczyć. Pewnie między innymi dlatego i ta znajoma, i Nana Dankwa wybrali pracę w Belgii.

