Zdjęcia słynnych witraży w Wintertuin (Ogrodzie Zimowym) Urszulanek w Onze-Lieve-Vrouw-Waver, nieopodal Mechelen, kojarzy pewnie każdy, ale to miejsce ma wiele więcej do zaoferowania! 

To prawdziwy raj dla miłośników detali, którzy spędzą tu na pewno znacznie więcej czasu niż sugerowaną w przewodniku godzinę.

Dzięki połączonym wysiłkom organizacji non-profit Wintertuin Ursulines oraz Kempens Landschap udało się zmodernizować i odnowić kolejne części Instytutu Urszulanek, by mogły zachwycać swym niezaprzeczalnym czarem i pięknem rzesze odwiedzających. A zachwyt jest dominującym uczuciem, które towarzyszy podczas wędrówki po korytarzach i salach dawnej międzynarodowej szkoły dla dziewcząt, będącej jedną z najznamienitszych na mapie XX-wiecznej Europy, a mającej w swoich szeregach córki szanowanych rodów z całego świata.

Podczas wizyty na każdym kroku znajdujemy dowody, jak niezwykle innowacyjnym sposobem myślenia i odwagą w podejmowanych decyzjach odznaczały się kobiety stojące za międzynarodowym sukcesem szkoły z internatem dla dziewcząt, która została utworzona tak naprawdę pośrodku niczego, a już kilka lat później doprowadzono tam linię kolejową. I choć kompleks z zewnątrz może wyglądać bardzo niepozornie, to nie dajmy się zwieść – wnętrza zachwycą każdego. Wszelkie rozwiązania architektoniczne, zdobienia i symboliczne dekoracje celowo rozmieszczone na terenie całego Instytutu miały za zadanie wcielać w życie ideę „sztuki w szkole”, czyniąc z kompleksu szkolnego stymulujące środowisko dla dociekliwych dziewcząt, wierząc, że każdy, kto patrzy i czyta, będzie uczył się spontanicznie.

Nowatorskim i niespotykanym jak na owe czasy rozwiązaniem jest podjęcie, wydawałoby się, brawurowej decyzji o urządzeniu Ogrodu Zimowego w stylu secesyjnym, bowiem na początku XX w. szkoły klasztorne nie miały wiele wspólnego z art nouveau, a już na pewno nie urządzały w tym stylu sali spotkań dla uczennic z ich rodzinami. Jednak ta decyzja Urszulanek była bez wątpienia trafna i zapewniła szkole zainteresowanie zamożnych, postępowych rodzin katolickich, pokazując jednocześnie prestiż instytutu i jego nowoczesność.

Przechadzając się korytarzami Instytutu Urszulanek, odkryjemy szybko, że cała przestrzeń została zaprojektowana jako jedno wielkie dzieło sztuki, zaś w Ogrodzie Zimowym nie bez powodu dominują motywy kwiatowe, a lampy na ścianach oraz żyrandole przypominają bujne krzewy róż. W jego centrum znajduje się zachwycająca, bogato zdobiona fontanna w stylu neorenesansowym, która została zakupiona kilka lat po ukończeniu Ogrodu Zimowego od renomowanego producenta ceramiki Villeroy & Boch i jest jedyną znaną w pełni zachowaną wersją tego modelu.

Została wykonana w Dreźnie przy użyciu XIX-wiecznej techniki majoliki, czyli barwnej techniki szkliwienia cynowego, która z kolei opierała się na starożytnej włoskiej metodzie. Ten unikatowy i cenny obiekt jest otoczony przez przepiękne cztery białe popiersia biblijnych kobiet, wyrzeźbione w marmurze z Carrary przez włoskiego rzeźbiarza Antonio Piazzę. Przedstawiające Sarę, Rebekę, Rachelę i Rutę zachwycają precyzją wykonania i dbałością o detal, a w połączeniu z otaczającą je i fontannę bujną roślinnością tworzą idealną kompozycję.

Konfrontując się z bezsprzecznym pięknem Ogrodu Zimowego w Onze-Lieve-Vrouw-Waver, uderzyć może fakt, jak pieczołowicie został przemyślany i dobrany każdy element kompozycji. Nawet kwiaty i bujna roślinność, taka jak egzotyczne palmy i paprocie, rosnące przy efektownym pniu drzewa znajdującym się za fontanną czy dziesiątki donic ustawionych na postumentach, zapewniały dobrą akustykę, tworząc przytulne zakątki oraz domową atmosferę.

Z kolei blaty stołów wykonane były z marbrytu, grubych płyt odlewanego i polerowanego szkła, w którym przepięknie odbijają się wszystkie kolory kopuły, a igrające z witrażami światło podkreśla nie tylko piękno i przepych tego miejsca, ale też dodaje mu magii. No i oczywiście daje nieograniczone pole do popisu miłośnikom fotografii, gwarantując naprawdę niezwykłe ujęcia.

Wybierając Art Nouveau już około 1900 roku, urszulanki były prawdziwymi pionierkami nowych trendów i choć była to odważna decyzja, to bez wątpienia trafna, zapewniająca Instytutowi zainteresowanie i wsparcie zamożnych, postępowych katolickich rodzin, a dziś nieprzerwany strumień odwiedzających, chcących na własne oczy zobaczyć tę perłę w koronie belgijskiego art nouveau.

NA WŁASNE OCZY

Podziel się: