W marcu 2026 r. pod kołami samochodu zginęła matka i babka flamandzkich wilków. W limburskim Oudsbergen padła Noëlla, która dała początek pierwszej wilczej dynastii po stu latach nieobecności tego gatunku w Belgii.
Niemal dokładnie dwa lata wcześniej przy szosie w okolicach Eupen odnaleziono zwłoki Maximy, protoplastki nowego walońskiego rodu. Dzisiaj cała belgijska populacja wilków liczy około 35 osobników i to już wystarcza, by coraz częściej dochodziło do ich brutalnych zderzeń z cywilizacją.
Legendarny ostatni wilk
Według legendy ostatniego tutejszego wilka zabił w 1845 r. pierwszy król Belgów. Wzorcowy władca-łowczy Leopold I (kroniki podają, że miał na sumieniu 2,8 tys. lisów) ustrzelił wówczas ponoć parę największych belgijskich drapieżników, własnoręcznie przyczynił się do wytępienia „szkodnika”, przywrócił poddanym poczucie bezpieczeństwa, a dziewczynkom w czerwonych nakryciach głowy swobodę zbaczania z leśnej ścieżki. W ardeńskim lesie nieopodal Houyet do dziś stoi kamienna tabliczka w miejscu, w którym „Jego Wysokość upolował ogromnego wilka”.
Z każdym artykułem prasowym ogrom zwierzęcia tylko wzrastał, ale po kilku latach te same gazety zaczęły donosić o kolejnych „ostatnich” wilkach. Sam Leopold chwalił się zresztą w późniejszych listach do królowej Wiktorii, siostrzenicy zza kanału, innymi wilczymi trofeami. Wycie słychać było jeszcze na belgijskich pobojowiskach I wojny światowej. Później ucichło, choć na dobrą sprawę nie wiemy, czy kiedykolwiek istniał ów „ostatni wilk”. Być może fascynacja nim była konieczna, aby przygotować grunt pod najnowszą opowieść – o powrocie wilków do Belgii w XXI wieku.
Naya, August i nowa era
Rozpoczyna się ona w 2018 r., gdy z Niemiec przez Holandię emigruje do Belgii wadera Naya. W ślad za nią do prowincji Limburgia podąża basior August i wkrótce tworzą parę. Niestety późną wiosną 2019 r. ciężarna Naya umiera i do dziś nie wiadomo w jakich okolicznościach. Wielu wskazuje na udział osób trzecich, ale dowodów brak. W tym samym czasie po drugiej stronie granicy językowej osiedla się przybyły z Francji samiec Akéla, lecz on na razie pozostaje samotnym wilkiem.
Po kilku miesiącach we Flandrii osiada następna wilczyca, urodzona w okolicach Drezna. Nadchodzi Boże Narodzenie, ówczesna ministra środowiska Zuhal Demir proponuje imię dla przybyszki – Noëlla. W 2020 r. spotyka ona Augusta, a następny rok przynosi wolf baby boom. Na świat przychodzi sześcioro wilcząt Noëlli, a na południu kraju Akéla łączy się z wilczycą Maximą, która rodzi pięcioraczki. W 2022 r. pary powtarzają sukces, osiągając rekordową liczbę 10 młodych u Noëlli i Augusta oraz ponownie pięciu u Akéli i Maximy. Belgijskie wilki już dawno nie miały się tak dobrze.
Przynajmniej niektóre, bo większość z łącznie 28 dzieci Noëlli i Augusta prędzej czy później zginie w starciu z samochodami. W lipcu 2023 r. na drodze regionalnej N76 przejechany został August. W Walonii w 2024 r. kierowca śmiertelnie potrącił Maximę. Wreszcie 19 marca 2026 r. znów przy N76 w Oudsbergen umiera Noëlla.
Drogi śmierci
Po Malcie Belgia ma najgęstszą sieć dróg w Europie. Parę lat temu w ukochanym przez Flamandów teleturnieju „De slimste mens ter wereld” (niderl. „Najbystrzejszy człowiek świata”) padło pytanie ile na drogach tego regionu ginie co roku zwierząt. Zgadujcie, a ja prawidłową odpowiedź podam za chwilę.
Na biegnącej między Hasselt a Holandią drodze N74 zginęło do dzisiaj osiem wilków. Na feralnym odcinku położonej kilka kilometrów dalej N76 – sześć, mimo, a raczej właśnie dlatego, że zainstalowane i oznaczone jest tam przejście dla dzikiej zwierzyny. W ogradzającym las płocie znajduje się wyrwa, a na poboczu czujnik, który aktywuje migający na biało znak ostrzegawczy i ograniczenie prędkości do 50 km/h. Przedstawiciele stowarzyszenia „Welkom Wolf” mówią o celowo zorganizowanym przez państwo czarnym punkcie i rosyjskiej ruletce zarówno dla zwierząt, jak i kierowców. Dlatego już w zeszłym roku wytoczyli władzom Flandrii sprawę sądową o zaniedbania w zakresie ochrony przyrody. Proces trwa, ofiar przybywa.
Organizacja ruchu to jedno, jednak ewentualne jej zmiany niekoniecznie podreperują reputację wilka wśród lokalnej ludności. „Wcale nie mam zamiaru zwalniać. Jeśli go przejadę, to przynajmniej nie trzeba będzie do niego strzelać.” – mówił w niedawnym reportażu „De Standaard” jeden z mieszkańców Oudsbergen. Kilka lat po euforycznych doniesieniach o powrocie drapieżnika do Belgii, coraz częściej do głosu dochodzą wilkosceptycy, burmistrzowie apelują o zachowanie ostrożności w lasach, a politycy różnych szczebli rozprawiają o „rozwiązaniu problemu”.
Krajobraz strachu
Sam fakt, że w 2018 r. Naya wbrew przewidywaniom biologów osiadła w Limburgii, a nie w Ardenach dowodzi, że gotowa była dostosować się do gęściej zaludnionego obszaru. Tak więc późniejszy rozrost stada szedł czasem w parze z zagryzaniem owiec, danieli oraz kucyków. Ich właściciele wychodzili na ulicę w marszach protestacyjnych, a petycja „Wolvenactieplan” w celu ochrony „zwierząt hodowlanych i ludzi” zebrała na ten moment 8 743 podpisy.
Inicjatorka ww. kampanii od dzieciństwa jeździ konno, uczy tego innych, kocha i trzyma konie. Twierdzi, że nie nienawidzi wilków, ale autentycznie się ich boi od kiedy latem zeszłego roku jeden z nich ugryzł konia w sąsiedztwie. W biologii funkcjonuje koncepcja „krajobrazu strachu”, w myśl której sama obecność drapieżnika kształtuje zachowania innych gatunków, a w konsekwencji zmienia cały ekosystem. Być może właśnie dokonuje się to w Oudsbergen i okolicach, także poza lasem.
Wraz z wilkiem wróciły więc do Belgii lęki i ożyły fundamentalne spory: między koniarzami a wilczarzami, między rolnikami a przyrodnikami, między miastem a wsią, między autonomią a kontrolą. W przetaczającej się obecnie przez belgijskie media debacie padają pytania natury etycznej, m.in. o zwierzęta równe i równiejsze, bo to przecież dopiero zagryzienia koni i kucyków, w tym tego ukochanego Ursuli von der Leyen, przyspieszyły europejski proces osłabienia ochrony gatunkowej wilka. Zresztą i koń koniowi nierówny, bo atak na wspomnianego rumaka w zagrodzie odbił się w Belgii znacznie szerszym echem niż śmiertelne wypadki dwóch koni na torze wyścigowym w Waregem.
Nauka współżycia
Z drugiej strony tropiciele hipokryzji zarzucają ekologom, że ci postulują ochronę wilka kosztem ochrony kucyka lub owcy. Że w belgijskich warunkach wilki nic w przyrodzie nie regulują i nie są koniecznością, a luksusem, którym z bezpiecznej odległości ekscytują się mieszkańcy miast. Czytałem już nawet propozycję, aby nauka dążyła do wyhodowania wilków wegetarian. Wszak panda również należy do rzędu mięsożernych, a ewoluowała w kierunku jedzenia bambusa.
Faktem pozostaje, że podczas gdy na całym świecie spada liczebność dużych drapieżników i bioróżnorodność w ogóle, to wilki w Europie radzą sobie nadzwyczajnie. Zeszłoroczne badanie Szwedzkiego Uniwersytetu Rolniczego wyliczyło, że między 2012 a 2022 r. ich populacja na kontynencie wzrosła do 21,5 tys., czyli o 58 proc. Naukowcy ustalili również, że wilki zabijają rocznie 56 tys. zwierząt hodowlanych, czyli 0,02 proc. ich ogólnego stanu, choć tu istotne są różnice regionalne. Łącznie kraje europejskie wydają 17 mln euro na rekompensaty za szkody przypisywane wilkom. W Belgii co roku kilkaset osób składa wniosek o instalację ogrodzenia elektrycznego.
Weźmy równocześnie pod uwagę, że na poziomie Belgii co najmniej 99,5 proc. całej biomasy stanowią ludzie, krowy i świnie, a dzikie ssaki to najwyżej pół procenta. Chyba mimo wszystko potrafimy nauczyć się współżyć z tymi ostatnimi i nie dzielić już gatunków na pożyteczne lub szkodliwe tak jak sto lat temu. Wilk jest wyjątkowy ze względu na swój rozmiar i to jak poszerza nasze horyzonty, skoro zdecydował się na założenie stada między ruchliwymi drogami Flandrii. A ginie na nich rocznie sześć milionów kręgowców (w całej Belgii zapewne kilka milionów więcej). Głównie tych mniejszych, żab i myszy. Przed wilkiem musi dać się zahamować.
Fot. autor: Retron, źródło: pl.wikipedia.org

