To jedna z najbardziej kontrowersyjnych spraw kryminalnych we współczesnej  historii Belgii. Śmierć Véronique Pirotton, oskarżenie jej męża, znanego polityka, a następnie jego uniewinnienie i rekordowe odszkodowanie wciąż budzą pytania o granice sprawiedliwości i wpływ mediów na postrzeganie winy oraz ferowanie wyroków.

Historia Bernarda Wesphaela, byłego parlamentarzysty o wyrazistej osobowości i wieloletnim zaangażowaniu w życie polityczne Walonii, układa się w opowieść pełną pytań, na które do dziś nie ma jednoznacznych odpowiedzi.

Czy Véronique Pirotton odebrała sobie życie? A może to właśnie jej mąż, ten sam, który od lat występował publicznie w obronie demokracji i obywatelskich wartości, przyczynił się do jej śmierci? Gdzie kończą się fakty, a zaczynają spekulacje? I czy wymiar sprawiedliwości potrafił unieść ciężar niejednoznaczności, gdy na szali leżała reputacja publicznej osoby?

Co wydarzyło się w pokoju 602?

Jesień 2013 roku. Hotel Mondo w Ostendzie. To właśnie tam, w pokoju numer 602, znaleziono ciało Véronique Pirotton, żony Bernarda Wesphaela. Leżała martwa, z plastikową torbą na głowie, w otoczeniu pustych opakowań po lekach i butelce po alkoholu. Polityk od początku utrzymywał, że jego żona popełniła samobójstwo. 

Zaledwie dzień wcześniej para kłóciła się w obecności innych gości hotelu. Obsługa wspominała o wybuchach emocji, a z pokoju dochodziły krzyki i odgłosy uderzeń. Po zdarzeniu recepcjonista zauważył na rękach posła ślady krwi, choć ich pochodzenie pozostało niewyjaśnione. 

Sekcja zwłok wykazała trzy promile alkoholu we krwi oraz wysokie stężenie benzodiazepinu – dla wielu osób to dawka śmiertelna. Czy zatem zmarła w wyniku przedawkowania? Czy był to tragiczny wypadek, samobójstwo, a może to mąż pomógł jej umrzeć?

Małżeństwo uchodziło za burzliwe, zarówno Véronique, jak i Bernard mieli pozamałżeńskie romanse. Wesphael twierdził, że Véronique była niestabilna emocjonalnie, cierpiała na chorobę afektywną dwubiegunową i nerwicę, pozostawała pod opieką psychiatryczną oraz nadużywała leków. Zeznał, że tej nocy nie był w stanie jej pomóc: Véronique miała pójść pod prysznic, a on w tym czasie zasnął. Gdy się obudził, żona już nie żyła i według niego popełniła samobójstwo.

Sprawa od początku budziła wątpliwości. Policja sceptycznie odniosła się do wersji przedstawionej przez Wesphaela. Został natychmiast zatrzymany i osadzony w areszcie tymczasowym. Autopsja wykazała, że śmierć Véronique miała charakter gwałtowny – na jej ciele stwierdzono ponad 30 obrażeń, zasinienia oraz ślady duszenia. Na poduszce zabezpieczono włókna sugerujące szarpaninę, a foliowa torebka na jej twarzy wskazywała możliwy udział osób trzecich.

Choć kontr-ekspertyza nie wykluczyła innych przyczyn zgonu takich jak śmiertelne zatrucie lekami i alkoholem, a także uduszenie samobójcze, przedstawiony przez Wesphaela scenariusz od początku nie wzbudzał zaufania śledczych. 

Gdy polityk został zatrzymany, media natychmiast rozpoczęły własne, publiczne śledztwo. Wesphael, wcześniej znany jako lider Zielonych i zwolennik przejrzystości oraz etyki w życiu publicznym, nagle sam znalazł się w centrum skandalu i oskarżeń. A sprawa, która początkowo mogła wydawać się jednoznaczna, z każdym tygodniem stawała się coraz bardziej niejednoznaczna i złożona.

Z jednej strony prasa cytowała jego dawnych współpracowników, mówiących o nim jako o spokojnym, rozsądnym mężczyźnie. Z drugiej znajomi Véronique wskazywali na przemoc psychiczną i narastające napięcia w ich związku.

Belgijska prasa rozebrała całą historię na czynniki pierwsze; od depresji i nadużywania środków psychoaktywnych, przez przemoc domową, aż po kontrowersje związane z byłym terapeutą Véronique, Oswaldem D., z którym w 2007 roku kobieta nawiązała romans. Poznali się na portalu randkowym, a ich związek trwał cztery lata, choć każde z nich prowadziło własne, niezależne życie.

Rozprawa pełna wątpliwości

Bernard Wesphael został aresztowany w listopadzie 2013 roku, niedługo po śmierci swojej żony. Po zawieszeniu immunitetu parlamentarnego trafił do aresztu tymczasowego, gdzie spędził 299 dni. Został zwolniony w sierpniu 2014 roku i od tego momentu odpowiadał z wolnej stopy. Proces rozpoczął się dopiero jesienią 2016 roku, co oznaczało, że przez ponad dwa lata pozostawał na wolności, oczekując na rozprawę. Tak długi areszt przed procesem, jak i jego późniejsze uniewinnienie, odbiły się szerokim echem w belgijskiej opinii publicznej.

Podczas procesu obrońcy oskarżonego przedstawili obszerną dokumentację: potwierdzenia leczenia psychiatrycznego, prób samobójczych Véronique, a także podejrzenia, że połączenie leków i alkoholu mogło doprowadzić do śmierci. Wskazywano również na napięte relacje z byłym partnerem i terapeutą, Oswaldem D.

Prokuratura prezentowała inne dowody: ponad 30 obrażeń na ciele kobiety, włókna zabezpieczone na poduszce co wskazywało  na możliwą szarpaninę lub obecność osoby trzeciej. 

Biegli nie byli jednomyślni. Zgodzili się co do jednego: przyczyną śmierci mogło być zatrucie farmakologiczne, ale nie wykluczono uduszenia.

Sąd musiał wydać wyrok w sprawie, w której nie istniała jedna, spójna wersja wydarzeń. 6 października 2016 roku Bernard Wesphael został uniewinniony. Zadecydował brak dowodów ponad wszelką wątpliwość, co w belgijskim systemie prawnym wystarcza, by nie skazać oskarżonego. Po ogłoszeniu wyroku polityk mówił o poczuciu ulgi, ale i o niesprawiedliwości, jakiej doświadczył.

Cena „niewinności”

Sprawa nie zakończyła się jednak wraz z wyrokiem. Wesphael ubiegał się o odszkodowanie za bezpodstawne aresztowanie. W lutym 2019 roku pierwsza instancja odrzuciła jego wniosek. Złożył apelację.

W 2020 roku, po długiej batalii administracyjnej, państwo belgijskie przyznało mu rekordowe odszkodowanie w wysokości 83 150 € – w tym 44 850 € za 299 dni aresztu (po 150 €/dzień) oraz 38 300 € na pokrycie kosztów obrony i ekspertyz. Kwota ta kilkukrotnie przekraczała średni zwrot w podobnych sprawach (ok. 5 500 €).

299 dni w areszcie, mimo późniejszego uniewinnienia, uznano za bezpodstawne pozbawienie wolności. Wesphael stwierdził: „Moje uwięzienie było ewidentnie niesprawiedliwe i niezasadne. Sprawa trafiła do mediów po raz kolejny, tym razem w kontekście odpowiedzialności instytucji za błędy proceduralne.

Różne wersje tej samej historii

Bernard Wesphael opublikował autobiografię zatytułowaną Moordenaar (Zabójca), w której przedstawił swoją wersję dramatycznych wydarzeń z października 2013 roku. Tytuł – prowokacyjny i przewrotny – odnosi się do publicznych oskarżeń, a nie do wyroku sądu. Autor opisuje noc śmierci żony, miesiące spędzone w areszcie, medialną nagonkę oraz błędy śledztwa, które jego zdaniem zaważyły na jego życiu. Przedstawia siebie jako człowieka, na którego społeczeństwo wydało wyrok, zanim zrobił to sąd.

Książka powstała jeszcze przed ogłoszeniem wyroku, jednak publikacja została wstrzymana z obawy, że może wpłynąć na przebieg procesu. Ostatecznie ukazała się w październiku 2016 roku w dwóch wersjach językowych: niderlandzkiej (Moordenaar) i francuskiej (Assassin).

Bernard Wesphael pojawił się ponownie w przestrzeni medialnej jako bohater głośnego dokumentu „Soupçons”, wyemitowanego na Netflixie w 2021 roku. W pięciu odcinkach przedstawiono rekonstrukcję wydarzeń, niepublikowane wcześniej zeznania, fragmenty procesu oraz poruszające ujęcia z udziałem samego Wesphaela, członków jego rodziny, świadków, a także analizę dokumentów.

Dla jednych  serial był próbą oczyszczenia nazwiska. Dla innych  przypomnieniem, że nie każda historia kończy się sprawiedliwie. Wesphael w filmie mówił o samotności, traumie, o poczuciu zdrady i wykluczenia. Nigdy jednak nie powiedział wprost, że był niewinny. Mówił raczej, że nie był winny.

O ile dokument na Netflixie stanowił prezentację faktów, o tyle film fabularny L’Ennemi (2020) w reżyserii Stephana Strekera to filmowa interpretacja tej samej historii. Inspirowany sprawą belgijskiego parlamentarzysty, film pokazuje losy charyzmatycznego polityka oskarżonego o zabójstwo żony. 

Choć nie padają w nim nazwiska prawdziwych postaci, analogie są czytelne: zamknięty pokój hotelowy, tajemnicza śmierć, toksyczny związek i obecność „trzeciej osoby”. Reżyser nie wskazuje winnego, lecz stawia pytanie, gdzie przebiega granica między ofiarą a sprawcą – pytanie, na które dokument próbuje odpowiedzieć, a film zostawia je otwartym.

Wesphael podejmował też nieudane próby powrotu do polityki. W  2017 roku współtworzył formację Demain, która nie zdołała przetrwać. W 2020 zapowiadał reaktywację obywatelskiego ruchu MDC – bez sukcesu. Po śmierci żony nie założył ponownie rodziny. Ma dwoje dzieci z wcześniejszych związków: córkę Saphia (ur. 1993) i syna Fémy (ur. ok. 2004). Obie partnerki stanęły po jego stronie w trakcie procesu.

Bez odpowiedzi

Czy opinia publiczna uznała go za ofiarę systemu, czy za człowieka, który zdołał uniknąć odpowiedzialności – nie da się tego jednoznacznie rozstrzygnąć. Wesphael pojawia się dziś w mediach sporadycznie, wciąż jednak pozostaje jedną z najbardziej niejednoznacznych postaci belgijskiej polityki ostatnich lat.

Jeszcze przed procesem presja medialna przekroczyła Rubikon. Córka Wesphaela zwraca uwagę, że domniemanie niewinności zostało podważone przez falę publicznych osądów i medialnych spekulacji. Niektórzy dziennikarze mówią wręcz o „medialnej egzekucji”,  publicznej konfrontacji polityka z oskarżeniami przed całym społeczeństwem.

Sprawa Bernarda Wesphaela to historia o tym, jak trudno dociec prawdy, gdy wokół niej narastają emocje, interesy polityczne i milczenie osoby, która już nigdy nie zabierze głosu. To historia rozgrywająca się na styku polityki, mediów i wymiaru sprawiedliwości. 

Wydarzenia z listopada 2013 roku postawiły fundamentalne pytania o to, czy doszło do przestępstwa, czy też zawiodły instytucje odpowiedzialne za prowadzenie postępowania. Proces zakończył się uniewinnieniem polityka, a odszkodowanie było jedyną formą rekompensaty, jaką otrzymał.

Sprawa Bernarda Wesphaela pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi. Czy państwo i media działały zgodnie z prawem oraz zasadami etyki? Czy w imię przejrzystości i prawa do informacji naruszono prywatność i domniemanie niewinności? Czy oskarżony, a następnie uniewinniony polityk ma szansę odzyskać zaufanie i powrócić do życia publicznego?

Na te pytania wciąż nie ma odpowiedzi.

Anna Janicka