Styl przywiązania to pierwsze oprogramowanie, które rozwija się w najwcześniejszym dzieciństwie pod wpływem tego, jak rodzice/opiekunowie odpowiadają na nasze potrzeby wyrażane na najwcześniejszym etapie rozwoju, kiedy jeszcze nie potrafimy używać słów.
Kształtuje się on mniej więcej do czwartego roku życia poprzez różne doświadczenia związane z bliskością i potem się automatyzuje. Jakość tych najwcześniejszych relacji staje się podwaliną tego, jaki charakter przywiązania się u każdego z nas ukształtuje i jaki będzie miał wpływ na dalsze życie.
Aby móc zatem świadomie przyjrzeć się relacjom, które zbudowaliśmy i będziemy w przyszłości budowali, nieodzowne jest poznanie indywidualnego stylu przywiązania jako pewnego rodzaju matrycy, na której opierają się nasze związki romantyczne, kontakty społeczne czy jakość współpracy z innymi w relacjach zawodowych. Jeśli przykładowo nasz styl przywiązania jest pozabezpieczny (do takich należą style: unikający, lękowy i zdezorganizowany), to będzie on wpływał na sposób wchodzenia w relacje we wszystkich sytuacjach życiowych, od kontaktów intymnych po sferę profesjonalną.
Według teorii brytyjskiego psychiatry i psychoanalityka John’a Bowlby rozszerzonej w późniejszym czasie o prace dwóch badaczek Mary Main i Judith Solomon mamy cztery style przywiązania, według których budujemy relacje i dzięki którym możemy odczytać i zrozumieć siebie, dowiedzieć się nie tylko, jakie popełniamy relacyjne błędy, ale też, co jest ich przyczyną.
Rozpoznanie swojego własnego stylu przywiązania pokazuje, dlaczego wybieramy takich, a nie innych partnerów, czy też dlaczego funkcjonujemy w relacjach, które nawet jeśli nam nie służą, to są nam bliskie, bo znajome i dobrze rozpoznane, a zatem całkiem trwałe. Dlaczego, kiedy partner jest responsywny i czuły, gdzie relacja wydaje się bardziej rokująca, bezpieczniejsza i satysfakcjonująca, jest dla nas o wiele trudniejsza? Bo znana nam figura przywiązania (mama, tata, opiekun we wczesnym dzieciństwie) nigdy taka nie była. Kiedy związek przynosi więcej bólu niż radości, wydaje się, że jedyną słuszną decyzją jest go zakończyć. Tylko, że zmiana partnera nie zawsze oznacza nowy początek. Trzymając się bowiem stylu przywiązania, w nowym związku popełnimy stare i dobrze nam znane błędy.
Styl przywiązania to nasze głębokie przekonanie na temat tego, czego możemy się spodziewać w relacjach z innymi ludźmi. Omówmy zatem pokrótce poszczególne style:
Styl bezpieczny
Rozwija się, gdy opiekun jest dostępny, czuły i reaguje adekwatnie na potrzeby dziecka. Dziecko ufa mu, czuje się bezpieczne, zaopiekowane i ma poczucie, że świat jest przewidywalny. W dorosłości osoby o tym stylu potrafią budować zdrowe, trwałe relacje, potrafią wyrażać emocje i stawiać granice, a także czerpią satysfakcję z bliskości w związkach. Zdecydowanie największa liczba osób (między sześćdziesiąt a siedemdziesiąt procent) prezentuje bezpieczny styl przywiązania. Osoby te czerpią satysfakcję zarówno z życia prywatnego, jak i zawodowego, utrzymując wewnętrzną równowagę pomiędzy oboma światami.
Styl lękowy
Wykształca się, gdy opiekun jest niekonsekwentny w reagowaniu na potrzeby dziecka, u którego w związku z tym rozwija się niepewność i lęk przed odrzuceniem. Osoby z tym stylem w dorosłości często są niesamodzielne, lękliwe, mają trudności z regulacją emocji i bywają zależne od innych ludzi, skupiając się głównie na zadowalaniu ich. Są one także podatne na wchodzenie w rolę ofiary.
W pracy mogą odczuwać frustrację i niezadowolenie, a ich relacje bywają nacechowane potrzebą bycia lubianym i uporczywym poszukiwaniem aprobaty. Często angażują się nadmiernie w pracę, podejmują zadania przekraczające możliwości, mają trudności z delegowaniem i samodzielnością. Lękowy styl przywiązania charakteryzuje się niepokojem o stabilność relacji i potrzebą ciągłego potwierdzania swojej wartości w oczach innych ludzi.
Styl unikający
Kształtuje się, gdy opiekun jest niedostępny lub odrzucający. Dziecko uczy się w związku z tym unikać bliskości i tłumić swoje potrzeby emocjonalne. W dorosłości osoby te często boją się intymności, są ostrożne w relacjach, nie ufają innym i preferują samodzielność. Unikają bliskości emocjonalnej i zaangażowania w relacje zespołowe. Zazwyczaj są postrzegane jako niezależne i samowystarczalne, ale często mają trudności z budowaniem głębszych relacji i wymianą informacji.
Pracują kompulsywnie, traktując pracę jako ucieczkę od bliskich relacji, co może ostatecznie prowadzić do niskiej satysfakcji. Nie zawsze jednak tak się dzieje, bo paradoksalnie sfera zawodowa jest dla tych ludzi bezpieczniejsza i to w niej potrafią indywidualnie osiągać sukcesy.
Styl zdezorganizowany
Wykształca się, kiedy dziecko nie ma bezpiecznych warunków, żeby jasno wyrażać potrzebę bliskości. W dorosłości ma ono trudności z adekwatnym pokazywaniem emocji i przejawia zachowania ignorujące logikę czy zasady współżycia, a za to wprowadzające immanentny chaos. Dotyczy to nie tylko relacji romantycznych, ale i tych w miejscu pracy, gdzie osoby te wykazują niepewność i prezentują sprzeczne emocje, co utrudnia im szybkie przystosowanie się do zmiany warunków. Te nieprzewidywalne, wyłamujące się zasadom logiki zachowania, często wynikają z traumatycznych doświadczeń.
Czy można zmienić pozabezpieczny styl przywiązania? Jak najbardziej. Najpierw jednak trzeba się zorientować, jaki styl prezentujemy, a następnie poszukać wewnętrznej motywacji do pracy nad sobą. Zawsze warto się zmieniać, uczyć w kierunku stylu bezpiecznego, czyli zacząć myśleć o sobie dobrze, adekwatnie, doceniać się i stawać się bardziej ufnym. Budowanie poczucia własnej wartości jest procesem i na jego jego rozpoczęcie nigdy nie jest za późno.
Jeśli chodzi o rozpoznawanie stylu przywiązania, to pomocne może być zapytać przyjaciół czy aby ciągle nie powielamy tego samego schematu w związkach. Przyjaciele wiele o nas wiedzą i wiele widzą, mogą nam zatem powiedzieć, że przykładowo ciągle wybieramy partnerów, którymi się trzeba opiekować.
Badania dość jednoznacznie pokazują, że zarówno osoby z bezpiecznym, jak i pozabezpiecznym stylem przywiązania wiążą się z partnerami o podobnych skłonnościach. Dlatego warto uczyć się rozumieć i emocjonalnie regulować sytuacje trudne, ale też i te przyjemne w naszym życiu. Pracować, żeby nie dochodziło w związkach międzyludzkich do koluzji, czyli do gry, w której próbujemy coś od drugiej strony emocjonalnie wyszarpać. I choć to bolesne, to trzeba uświadomić sobie, że skoro nie dostaliśmy czegoś od naszych opiekunów, od najbliższych nam w dzieciństwie krewnych, to nie powinniśmy prosić o to osób spotkanych w dorosłości.
Ten dziurawy dzbanek, chcemy czy nie chcemy, musimy zakleić samodzielnie. Jeśli tego nie zrobimy, to nieustannie będziemy próbowali, żeby bliscy ciągle nam tam czegoś dolewali. Czy to miłości, czy uwagi, szacunku, czy troski i opieki, a z tego garnka i tak wszystko będzie przeciekało. Nie da bowiem własnych wewnętrznych deficytów i pęknięć zapełnić staraniami drugiej osoby. Widzenie w partnerze całego świata to perspektywa dziecięcego postrzegania na zasadzie: rodzic mnie ochroni przed całym złem. Z tym, że zamiast rodzica stoi przed nami dorosły mężczyzna lub dorosła kobieta, którzy nie uniosą na swoich barkach wszystkich naszych traum i emocjonalnych wyrw.
W każdej kombinacji stylów można cierpieć, ale też można czerpać. Jedno jest pewne: kiedy już uzmysławiamy sobie, że mamy dość cierpienia i chcemy coś naszym życiu zmienić, to warto w pierwszej kolejności przyjrzeć się naszemu własnemu stylowi przywiązania, bo to od niego wszystko się zaczyna.
Chciałam też kilka słów poświęcić rodzicom, a raczej próbie zdjęcia, przynajmniej częściowo, z Nich odium, że to Oni są za wszystko odpowiedziani. Pamiętajmy o tym, że rodzice dali nam tyle, ile sami dostali, a cała reszta odpowiedzialności spoczywa w naszych rękach.
Aleksandra Szewczyk, psycholog



