Jedną z cech charakterystycznych współczesnego świata jest poczucie wewnętrznego niepokoju i wrażenia, że wszystko znacznie przyspieszyło, odbierając nam poczucie jakkolwiek rozumianego względnego bezpieczeństwa.
W sytuacji, gdzie każdy z nas ma w ręku telefon, który jest generatorem natychmiastowej dopaminy, trudno nie zauważyć, że relacje międzyludzkie, związki intymne czy więzi rodzinne nie cieszą się już taką popularnością. Zainwestowanie w kontakt z drugim człowiekiem wiąże się z takimi rzeczami, których współczesna kultura każe nam ze wszech miar unikać. Z groźbą rozczarowania, skrzywdzenia, zawodu albo zwyczajnej nudy.
Tymczasem nasz coraz silniej uzależniony od dopaminy mózg może bardzo szybko i bez wysiłku te braki uzupełnić za pomocą urządzenia cyfrowego. W telefonie mamy bowiem wszystko, począwszy od erotyki, pornografii, gier, mediów społecznych, portali randkowych, filmów, po hazard, sport i śmieszne memy. To wszystko wydaje się dzisiaj bezpieczniejsze od realnych doświadczeń. W ten sposób możemy natychmiastowo dostarczyć sobie każdej emocji.
Wychodząc poza świat Internetu odkrywamy, że ten realny i namacalny nie dostarcza nam owych emocji równie szybko jak świat cyfrowy. Będąc uzależnieni od hormonów szczęścia i nie otrzymując w świecie realnym tego co chcemy czym prędzej wracamy do tego co nam je natychmiastowo zapewnia, czyli do świata Internetu. I tak oto stajemy się niewolnikami wszelkiej maści urządzeń elektronicznych.
Pętle dopaminowe są jednym z podstawowych mechanizmów dzięki którym platformy cyfrowe, ale też cały system usług cyfrowych nas bardzo szybko uzależnia. W korporacjach typu Meta, Amazon, Facebook czy Google pracują całe rzesze behawiorystów (liczmy ich w dziesiątkach tysięcy ludzi) zatrudnionych na etatach, a jedynym ich zadaniem jest wymyślanie jak najbardziej uzależniających usług, przyciągających nas do ekranów algorytmów, opracowując jednocześnie najskuteczniejsze sposoby programowania naszych zachowań, które będą maksymalizowały czas spędzony przed ekranem.
Ten czas oznacza bowiem jeszcze więcej reklam, które się nam wciśnie i jeszcze więcej danych, które się wyciągnie. Człowiek który ma satysfakcjonujące życie, który ma fajne relacje, pasje i cel nie jest tak podatny na to, aby spędzać cały swój wolny czas z telefonem w ręku. Dlatego model życia oznaczający samotność i nieposiadanie znaczących relacji społecznych jest tak pożądany przez współczesne korporacje. Tak, bo za mediami społecznymi stoją gigantyczne firmy zarabiające na nas astronomiczne wręcz, zupełnie niewyobrażalne kwoty.
W swojej obecnej formie media to zindywidualizowane algorytmy o wysokim poziomie inwigilacji i wysokim poziomie monetyzacji, a zatem służą tylko i wyłącznie do tego, aby zarabiać na ich użytkownikach. Zaskakujące jest to, jak wiele osób zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy. Cyfrowy ekosystem, w który wkroczyliśmy w połowie lat dziewięćdziesiątych, niemalże niezauważalnie i który obecnie otacza nas ze wszech stron ma jedną kluczową cechę: jest jak informacyjne tsunami.
Nieustannie zalewa nas potok informacji z wielu źródeł. Już sama ta przytłaczająca ilość codziennie przyswajanych danych wystarcza, aby wywołać w umyśle dezinformację i zmęczenie. Na to nakładają się jeszcze algorytmy, które forsują pewien konkretny rodzaj treści, aby wzbudzić w nas pożądane reakcje i zmusić do interakcji.
Istnieje bardzo silna presja na przyspieszenie rozwoju sztucznej inteligencji, nikt jednak nie ogląda się na zagrożenia, ponieważ ten, kto pierwszy dopracuje tę technologię, będzie miał ogromną przewagę. Na naszych oczach startuje czwarta rewolucja przemysłowa, uczące się komputery drastycznie zmienią nasze życie. Algorytmy nieustannie śledzą co polubimy, jak długo oglądamy dany filmik, gdzie byliśmy poprzedniego dnia i w jakim humorze, a potem na podstawie stworzonej symulacji danego człowieka decydują jakie wyświetlić mu treści. Czy to nie jest przerażające i zarazem smutne, że jako społeczeństwa w zasadzie pełnimy rolę żywego inwentarza w magazynach danych wielkich firm?
Od czasu popularyzacji smartfonów i wprowadzenia metody targetowania za pomocą algorytmów nastąpił drastyczny wzrost przypadków głębokiej depresji. U wielu osób poważnie nasiliły się też stany lękowe. Wzrosła także częstotliwość myśli i prób samobójczych. Pokazują to wszystkie badania na całym świecie. Wzrasta i będzie wzrastało bezrobocie w sektorze pracy umysłowej, choć nie tylko. Mamy samoobsługowe sklepy spożywcze, sprzedaż ubrań, butów czy innych dóbr przenosi się do Internetu. Wyraźnie mówi się o braku pracy dla osób młodych, a problem wydaje się jedynie pogłębiać.
Badacze zjawiska sztucznej inteligencji oraz jej wpływu zaczynają się martwić, że w którymś momencie się w tym wszystkim pogubimy. Zagrożenia z nią związane sięgają od cyberbezpieczeństwa po dylematy etyczne, kwestie prawne i oddziaływanie społeczne. Profesor Andrzej Dragan, specjalista w dziedzinie fizyki kwantowej i teorii względności jasno mówi, że skutki rozwoju nowych technologii mogą być dla człowieka całkowicie nieprzewidywalne.
Już dziś powszechnie rozmawiamy z ChatGPT, zwierzamy się mu z problemów, radzimy w sprawach osobistych, traktujemy jak przyjaciela, członka rodziny i „istotę”, która nas najlepiej „rozumie”. Pasjonatom kina polecam obejrzenie filmu pt. „Ona” z 2013 roku, w którym samotny pisarz (Joaquin Phoenix) zakochuje się w nowo zakupionym systemie operacyjnym. Ta nieprawdopodobna opowieść pokazuje, jak wielki wpływ może mieć na nas nowoczesna technologia.
Tymczasem jesteśmy u progu 2026 roku, przyglądając się narastającej epidemii samotności i izolacji społecznej, gdzie sztuczna inteligencja nie jest już postrzegana jako narzędzie pracy, lecz jako towarzysz codzienności. W świecie, w którym rozmowa z żywym człowiekiem bywa dla nas niejednokrotnie trudniejsza sztuczna inteligencja zaczyna pełnić funkcję powiernika, doradcy, a czasem życiowego partnera.
Elon Musk, przedsiębiorca o nieprzeciętnym umyśle, inwestuje w rozwój botów towarzyskich, które jeszcze intensywniej będą zachęcały ludzi do tego aby siedzieć i przeżywać interakcje społeczne z maszyną, a nie z człowiekiem. Twórcy programują je w taki sposób, aby były posłuszne i pochlebcze w stosunku do ich użytkowników. Będą one zatem tendencyjnie umacniały nas w opiniach i wzmacniały je, nawet jeśli są one dla nas nieprawdziwe i szkodliwe.
Wiele osób, szczególnie tych rozczarowanych relacjami z ludźmi, wciąga się w rozmowy z chatbotem, bo wie, że zawsze znajdzie w nim zrozumienie i poparcie. Sztuczna inteligencja, w przeciwieństwie do kogoś bliskiego czy psychologa, nie zakwestionuje naszego spojrzenia na rzeczywistość. Pytanie tylko czy na pewno o to nam wszystkim chodzi. Sytuacja przedstawia się mało optymistycznie, bo to, co dla twórców botów stanowi żyłę złota dla nas będzie formą odhumanizowania relacji i porażką człowieczeństwa.
O sztucznej inteligencji powinniśmy myśleć dwojako. Zarówno jej najwięksi zwolennicy jak i zagorzali krytycy próbują wzbudzić w nas skrajne emocje: albo wielkie podekscytowanie albo przeszywający, podskórny strach. Nie trzeba jednak być naukowcem, aby zdawać sobie sprawę z tego, że oznacza ona wszechpotężną władzę nad każdym z nas. Zobaczmy jak ogromnym i realnym problemem w realnym świecie stają się cyberataki. Niech pierwszy podniesie rękę kto nie otrzymał podejrzanego smsa czy maila z informacją, że musimy coś zapłacić. Bankowi, poczcie, urzędowi skarbowemu.
Warto, abyśmy wszyscy mieli świadomość tego, że każdy dzień naszego życia jest zapisany w Internecie, w jakiejś bazie danych, w jakichś mediach społecznych, że każde nasze kliknięcie, każdy lajk i dłuższe zatrzymanie wzroku zostaje przez koncerny technologiczne odnotowane. Obserwowani są nie tylko terroryści, zamachowcy czy ludzie biznesu. Obserwowani jesteśmy także my sami, a ilość informacji, którymi Big Tech dysponuje jest przerażająca.
I nie ma co ukrywać, stanowi to zagrożenie dla praw człowieka i jego wolności. Na dziś nie mamy nawet przygotowanego statusu prawnego i zasad na jakich możemy ze sztuczną inteligencją współpracować. Czy jest szansa, że rządy wprowadzą odpowiednie regulacje dotyczące rozrostu niekontrolowanej technologii to pokaże nam przyszłość.
Aleksandra Szewczyk, psycholog



