Belgijska architektura jest, ogólnie rzecz biorąc, dość mało urozmaicona. Pięćdziesiąt odcieni cegły buduje konformistyczny krajobraz, choć koniec końców chyba przyjemniejszy dla oka niż popularna gdzie indziej pasteloza. Zresztą, co kto woli. Tutaj zaś nawet słynne Ugly Belgian Houses (polecam poszukać w internecie) poruszają się wewnątrz ceglastych granic. Jest jednak pewien element flamandzkich, walońskich i brukselskich fasad, którym próbują się one wyróżnić i podarować sobie odrobinę indywidualności. To ceramiczne uchwyty do drzwi wejściowych.

Ani chybi wiele i wielu z was już je widziało, ale mało prawdopodobne, że świadomie je rejestrowaliście. Mnie rzuciły się w oczy dopiero ostatnio. I od tego czasu kompulsywnie patrzę ludziom na drzwi. Szczególnie tych starszych domów.

Po drugiej wojnie światowej budowało się w Belgii na potęgę. Tanie kredyty, ulgi podatkowe, projekty budownictwa socjalnego i już pod koniec lat 60. minionego wieku ponad połowa Belgów mieszkała na swoim. Demokratyczne domki, często szeregówki, mogły się różnić tylko w szczegółach. I choć artystyczny uchwyt do drzwi kosztował w tamtym czasie równowartość 100-300 bochenków chleba, to jak na małe dzieło sztuki była to cena, którą większość była gotowa ponieść.

Każdy uchwyt jest inny, bo mimo że produkowano je również seryjnie, to wszystkie wykonano ręcznie, a stali za nimi mniej lub bardziej znani belgijscy plastycy. W latach 50. popularne jeszcze były „bumerangi”, ale później drewniane, a przede wszystkim aluminiowe przeszklone drzwi upstrzyły się prostokątnymi kasetami. W nich zamocowana jest grubsza płytka ceramiczna lub cieńsza emaliowana płytka miedziana. Zawsze zdobione są wyjątkowymi kombinacjami kolorowych szkliw.

W projektach widać ówczesne trendy, kosmiczne lub abstrakcyjne wzory i upodobanie do pomarańczowego. Jaskrawe kolory, miedzianoczerwony, głęboki niebieski, zielony lub ochrę zawdzięczają one użyciu ołowiu, kadmu, a nawet uranu, które trują i dziś wyszły z twórczego obiegu.

Boom uchwytowy przypadł na lata 60. i 70. Później ceramika zdrożała, a gusta ogółu powędrowały w stronę gałek i kołatek-łbów lwów lub prostych prętów ze stali nierdzewnej. Ostatni ceramiczny uchwyt wyprodukowano ponoć w 1992 r. Od tego czasu padają one ofiarą remontów, ale wciąż na belgijskich ulicach znajdziemy kilkudziesięcioletnie perełki. Załączone zdjęcia to łup kilku tylko spacerów po mojej okolicy.

Podziel się: