Sonny i w Carl w jednym stali rządku, Sonny po prawej, a Carl po lewej stronie. Carl w meloniku, Sonny w szaliczku, obaj sprzedawali noski na gandawskim ryneczku. Noski, czyli cuberdony, czyli specyficzne belgijskie słodycze. Cenione za smak i konsystencję, ale to wszystko nic w porównaniu z popularnością, jaką zdobyły na wojnie. Wojnie między Sonny’m a Carlem, niegdyś wspólnikami, później zażartymi konkurentami, a dzisiaj jegomościami, którzy „przez jedne drzwi nie przejdą”, jak to się we Flandrii rzecze.
Razem, a potem osobno
Idealny gandawski nosek (niderl. neuzeke), z francuska zwany też cuberdon, jest z zewnątrz twardy, a w środku galaretowaty. W kolorze wątróbkowy, w kształcie stożkowaty. Wynalazł go w XIX w. farmaceuta z Gandawy, który eksperymentował z leczniczymi syropami. Po kilku tygodniach od produkcji wnętrze nosków zaczyna się krystalizować, więc te przygotowywane według tradycyjnej receptury unikają eksportu i można je kupić prawie wyłącznie w Belgii. W tym klasycznym wydaniu smakują malinami i fiołkami, choć dzisiaj smaków i aromatów jest kilkadziesiąt. Marketingowa legenda niesie, że nosek wetknięty do nosa pomaga na przeziębienie.
Ile marketingowych chwytów było w sporze Sonny’ego z Carlem? Główni zainteresowani twierdzą, że zero i im dłużej przysłuchiwać się ich historii, tym łatwiej im uwierzyć. Przynajmniej jednemu z nich.
Wszystko zaczęło się z początkiem XXI w., gdy Carl Demeestere zarządzał piekarnią „Himschoot” przy Groentenmarkt, zabytkowym i turystycznie strategicznym placu w centrum Gandawy. Przed piekarnią postawił dwukołowy drewniany wózek, przy którym sprzedawał noski, a dostarczał mu je Sonny Breine.
W 2008 r. Carl splajtował, wyjechał do Hiszpanii, a stragan z cuberdonami przejął Sonny. Gdy ten pierwszy wrócił do ojczyzny, zatrudnił się u drugiego i znów wspólnie handlowali słodyczami. Przez dwa lata. Pewnego dnia Carl złożył wymówienie, a następnego wjechał na targ swoim wózkiem i zaparkował go kilka metrów od byłego szefa. Przecież to on był tutaj pierwszy, a tylko popadł w przejściowe tarapaty – twierdził.
Sonny zadzwonił na policję, która nie omieszkała przypomnieć Carlowi o tarapatach sprzed kilku lat. Za nieuregulowane nieprawidłowości trafił na weekend do więzienia. Za to parę miesięcy później to dwukółka Sonny’ego została na chwilę skonfiskowana przez służby, bo stała zbyt blisko konkurenta. Napięcie rosło.
Pokój kruchy jak skórka noska
Od tego czasu nasi bohaterowie rzucali już w siebie jajkami, obsypywali mąką, oblewali zupą, przebijali sobie opony i podrzucali zdechłe myszy. Po rękoczynach z wiosny 2014 r. burmistrz Gandawy wezwał obu do ratusza i zawiesił im licencję na handel uliczny. Pomysłowy Carl nazajutrz sprzedawał już noski z witryny wynajętego lokalu. Dzień później Sonny robił to samo, z innego okna tego samego budynku.
W atmosferze wymuszonego odprężenia, wspólnego częstowania łakociami burmistrza i długo ściskanych rąk przed obiektywami fotoreporterów, wózki powróciły na plac. Jednak po paru miesiącach kramik Carla przewraca i niszczy rzekomo niezadowolony z jakości towaru klient. Sprawca umyka na skuterze, pozostaje nieuchwytny, ale Carl jest przekonany, że wie, kto stoi za złamaniem zawieszenia broni. Znów używanie ma prasa, a w okolicach świąt organizacja humanitarna Oxfam „interweniuje”, sprzedając własne noski fairtrade na rzecz zrównoważonego pokoju.
Wydaje się, że tym razem nadszedł dobry czas dla Carla. W 2015 r. Izba Handlowa zagroziła Sonny’emu grzywną tysiąca euro za każde złe słowo na temat swojego konkurenta. Wcześniej publicznie nazwał on cuberdony sąsiada „chemicznym badziewiem”. A sąsiad dostał wiatru w żagle. Na stadionie świętującego po raz pierwszy w historii piłkarskie mistrzostwo kraju KAA Gent rozdaje on nowe niebieskie noski. W całym kraju wybucha noskomania: słodycze dodaje się do przetworów, potraw, kieliszków z szampanem i lodów.
Na boomie skorzystała cała Gandawa i wszyscy sprzedawcy. Sonny mógł sobie pozwolić na zatrudnienie Younesa, który teraz stanął na pierwszej linii frontu utarczek z Carlem. W lecie 2017 r. zaczepiany Younes nie wytrzymał i wylał na Carla wiadro wody. Tegoż lata ktoś wyprowadził wózek Carla z garażu i wrzucił do pobliskiej rzeki Leie, a potem zadał sobie trud ułożenia ołtarzyka z kwiatami oraz świeczkami. Nikomu nic nie udowodniono.
Ośmielony, a może właśnie rozstrojony popularnością Carl dał nagrać zagranicznym youtuberom swój werbalny atak na Younesa. Otwarcie, z dumą i emfazą, puścił rasistowską wiązankę. Kto chce, znajdzie w sieci. Dość napisać, że jedyne pozytywne skojarzenie Carla z Arabią to guma arabska, z której robione są noski.
Krajobraz po bitwie
Carl dostaje bana od miasta, a sprawa trafia przed sąd, który półtora roku później skazuje go na dwa miesiące w zawieszeniu i kieruje na kurs kontrolowania emocji. Z banicji wraca pod markizę jednego z lokali, stoi więc już nieco na uboczu, choć wciąż za ladą pełną cuberdonów. Wojna około siedmioletnia powoli dogasa.
Z końcem 2020 r. Demeestere po raz kolejny ogłasza bankructwo, które tłumaczy pandemią. Przenosi się na belgijskie wybrzeże, gdzie próbuje zacząć od początku, ale znów mu nie idzie. W 2023 r. staje przed sądem, ponieważ wszystkie jego upadłości, łącznie już cztery, budzą spore zastrzeżenia. Z początkiem bieżącego roku sędzia stwierdza przekręty, zasądza karę pozbawienia wolności w zawieszeniu, zakaz wykonywania zawodu oraz grzywnę.
Dzisiaj Carl pracuje jako kelner, by spłacić długi. Przyznaje, że zawsze miał problem z trzymaniem się reguł i uznaniem autorytetów. W nowym dokumencie (dostępnym na jednej z platform streamingowych), który posłużył mi za kanwę tego tekstu, operuje on dość mglistym językiem i spekulacjami. „Obie strony popełniły błędy, zapomnijmy o tym!” – podsumowuje.
A Sonny Breine? Na Groentenmarkt postawił drugie stoisko, w miejscu gdzie niegdyś stał Carl. Prewencyjnie – jak sam mówi.



