NA WŁASNE OCZY

Wsiąść do… drezyny, wcale nie byle jakiej
Zmęczeni oklepanymi atrakcjami? Zgiełkiem, tłumem i pośpiechem?

A co, jeśli powiem Ci, że możesz podziwiać naturę we własnym tempie, poczuć wiatr we włosach, a przy tym zadbać o kondycję i poczuć się jak pracownik kolei sto lat temu, z tą różnicą, że nie musisz uciekać przed nadjeżdżającym pociągiem?

Za ojczyznę wykorzystania rowerów szynowych w turystyce uważa się Francję, ale także w Belgii z powodzeniem znajdziemy miejsca, gdzie można oddać się tej rozrywce. Cały koncept polega na wykorzystaniu starych, nieczynnych linii kolejowych jako tras turystycznych, pozwalających odkrywać uroki przyrody z nietypowej perspektywy. Nie wspominając już nawet, jak niesamowitym przeżyciem jest to dla dzieci, i to bynajmniej nie tylko tych, które akurat są na etapie życia, kiedy marzą o karierze konduktora.

Klasyczna drezyna przewiduje dwa miejsca dla osób, które, pedałując, wprawiają ją w ruch, zaś na ławce bez trudu zmieści się troje dzieci lub dwoje dorosłych, więc w przypadku zmęczenia zawsze można się bez trudu zamienić „za sterami”. Ze względu na to, że ruch odbywa się po torze tylko w jednym kierunku, obowiązują określone godziny wyjazdu, ale spokojnie – czas przewidziany przez organizatorów w zupełności wystarcza na niespieszną podróż, fotograficzną dokumentację, a nawet piknik w przystosowanym do tego miejscu. Brzmi nieźle, prawda?

Największą popularnością cieszą się wypożyczalnie w Munsterbilzen (prow. Limburg), Falaën (prow. Namur) oraz Leykaul (prow. Luik/Liège), oferujące wynajem zarówno dla turystów indywidualnych (ze względu na budowę pojazdu – minimum dwie osoby), ale także dla zorganizowanych grup, a w niektórych przypadkach świadczą dodatkową usługę organizacji całodniowych wycieczek po okolicy z uwzględnieniem korzystania z railbike. Zostaje więc tylko najtrudniejsza część – zdecydować, którą trasę wybierzemy jako pierwszą, bowiem każda jest na swój sposób wyjątkowa i niepowtarzalna.

Trasa rozpoczynająca się w Munsterbilzen (niedaleko Hasselt) liczy sobie około czterech kilometrów w jedną stronę i przebiega przez malowniczy region Haspengouw, słynący z licznych sadów owocowych, przez co cieszy się ogromną popularnością w okresie wiosennego kwitnienia. Ale także przez resztę roku niewiele traci na swojej atrakcyjności, oferując przyjemną przejażdżkę w cieniu drzew, chroniących przed letnim upałem.

Z kolei wypożyczalnia w Falaën zainteresuje z pewnością tych miłośników Arden, którzy lubią mieć do wyboru więcej niż jedną opcję – trasy o długości 6, 8 lub 14 kilometrów przez zjawiskową i malowniczą dolinę Molignée. Wbrew obawom trasa nie jest wymagająca i nikogo nie powinna przyprawić o zadyszkę, za to z pewnością niejednokrotnie możemy z zapartym tchem zapatrzeć się na cuda przyrody. Wielu turystów przyjeżdża tu, by podziwiać tutejszą architekturę – w okolicy znajdują się bowiem ruiny zamku Montaigle oraz charakterystyczne dla tego regionu wapienne domy, a w odległości kilkunastu kilometrów leży Dinant, którego z pewnością nikomu nie trzeba przedstawiać.

Na koniec została nam perełka dla miłośników historii, kolei i belgijskiego niesztampowego rozwiązywania problemów – siedmiokilometrowa trasa (14 km w obie strony) z Leykaul do Sourbrodt, która prowadzi przez De Hoge Venen (fr. Des Hautes Fagnes). I bynajmniej nie słynie ona tylko i wyłącznie z faktu, że przebiega przez wrzosowiska, które w czasie kwitnienia wyglądają zjawiskowo, czy z kawiarni serwującej pyszne gofry, a znajdującej się w wagonie z lat 50.

Przebiega ona w miejscu historycznej trasy kolejowej Vennbahn, której pierwszy odcinek otwarto w 1885 roku, a ostatni zamknięto w 1989 roku. Tej samej, która odpowiada za tak specyficzny przebieg granicy belgijsko-niemieckiej i istnienie niemieckich enklaw na terytorium Belgii. Tego miejsca po prostu nie można pominąć.
Tak więc – ściskając w ręku kamyk zielony, patrząc, jak wszystko zostaje w tyle, pedałujemy naszą drezyną i odkrywamy kolejne, piękne miejsca…

NA WŁASNE OCZY

Facebook, Instagram

Podziel się: