Z archiwum codzienności
Przedmioty i miejsca, które jeszcze niedawno były częścią naszego życia, znikają niemal niezauważalnie i dziś istnieją już tylko we wspomnieniach.
Świąteczny czas, pełen zapachu choinki i oczekiwania na pierwszą gwiazdkę, to dobry moment, by przypomnieć sobie, jak wyglądały zakupy, gdy nie było galerii handlowych ani sklepów internetowych, a zdobycie prezentu wymagało cierpliwości i sprytu.
Zapach pomarańczy, smak czekolady
W PRL zapach pomarańczy i mandarynek był pierwszym znakiem, że zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Dla wielu osób, które pamiętają tamte czasy, właśnie ten zapach pojawiał się w domach wcześniej niż choinka i wprowadzał w świąteczny nastrój. Kolejki do stoisk z cytrusami ustawiały się błyskawicznie, bo każdy chciał mieć pewność, że nie zabraknie ich na święta. Charakterystyczny aromat owoców, unoszący się w mieszkaniach, do dziś wielu osobom kojarzy się z Bożym Narodzeniem.
W tamtych czasach szczególnym rarytasem była również czekolada, trudna do zdobycia, symbol luksusu i prawdziwego świątecznego smaku. Pojawiała się w paczkach z zakładów pracy, w prezentach od świętego Mikołaja albo w paczkach przysyłanych z zagranicy. Dla wielu osób właśnie ten smak, podobnie jak zapach pomarańczy, do dziś przywołuje wspomnienie tamtych świąt.
Przed cukierniami i delikatesami gromadzili się ludzie, licząc na to, że uda im się kupić coś wyjątkowego. Zdobycie tabliczki czekolady Wedla, bombonierki czy marcepanu było sukcesem, a puszka ananasów stanowiła prawdziwy rarytas. W wielu domach pojawiała się tylko raz w roku, właśnie w święta.
Niełatwo było też o bakalie. Rodzynki, orzechy włoskie i laskowe, migdały, mak na makowiec czy miód do pierników i kutii pojawiały się w sklepach rzadko i znikały błyskawicznie. Trzeba było polować także na suszone śliwki i morele potrzebne do kompotu wigilijnego. Zapas bakalii, jeśli udało się go zdobyć, przechowywano jak skarb.
Przed świętami szukało się również drobnych upominków. Na półkach można było znaleźć popularne flakoniki Pani Walewskiej, perfumy z serii Być Może, wodę kolońską Przemysławka czy klasyczne mydełka w ozdobnych pudełkach. Czasem trafiała się też biżuteria Jablonex. Dzieci cieszyły się z kolorowych cukierków w szeleszczących papierkach, czekoladowych Mikołajów i zabawek z Pewexu, jeśli komuś udało się je zdobyć.
Święta tamtych czasów wymagały cierpliwości, stania w kolejkach i wymiany informacji o dostawach, ale właśnie dlatego radość z przygotowań i zdobytych przysmaków była jeszcze większa.
Bazarowy świat i turystyka handlowa
Gdy w sklepach brakowało towarów, Polacy znajdowali inne sposoby, by zdobyć potrzebne produkty. W każdym większym mieście działały bazary, które tętniły życiem od rana do wieczora. Pojawiały się tam prowizoryczne stoiska, często ustawione na łóżkach polowych lub zwykłych stołach przykrytych ceratą. Można było kupić odzież, słodycze, produkty spożywcze z importu, a także płyty i kasety z muzyką nagrywaną często nielegalnie.
Drobni wytwórcy przerabiali ubrania, doszywali naszywki znanych marek, malowali napisy na dżinsowych kurtkach i tworzyli własną, nieformalną modę, która stawała się wyznacznikiem stylu wśród młodzieży.
Bazar był też miejscem spotkań i wymiany informacji. Przy stoiskach rozmawiało się o dostawach do sklepów, cenach i nowinkach ze świata. Wielu ludzi traktowało te wizyty nie tylko jako okazję do zakupów, lecz także jako sposób na spędzenie czasu i poczucie odrobiny wolności w czasach, gdy półki sklepowe świeciły pustkami.
W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych rozwinęła się turystyka handlowa. Najpierw wyjeżdżano do NRD, później na Węgry i do Jugosławii, skąd przywożono towary niedostępne w Polsce – dżinsy, swetry, kawę i słodycze. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych całe autokary jeździły do Berlina Zachodniego po magnetowidy, ubrania, drobny sprzęt elektroniczny i luksusowe kosmetyki. Po powrocie przywożone produkty szybko trafiały na bazary, gdzie można je było kupić od ręki, bez kolejek i kartek.
Wielu ludzi właśnie dzięki bazarom i wyjazdom zagranicznym po raz pierwszy miało dostęp do towarów, które znali dotąd tylko z zachodnich filmów czy katalogów. Z czasem bazarowy handel stał się nieodłącznym elementem codziennego życia i jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli tamtej epoki.
Zabawki z półek i spod lady
Grudzień w sklepach z zabawkami był czasem prawdziwego oblężenia. Półki często świeciły pustkami, a gdy tylko pojawiała się nowa dostawa, wieść rozchodziła się błyskawicznie. Rodzice, dziadkowie czy znajomi stawali w kolejkach już o świcie, czasem z termosami i kanapkami, licząc na to, że uda im się zdobyć wymarzoną zabawkę dla swojego dziecka.
Chłopcy marzyli o kolejce PIKO, którą można było rozłożyć na dywanie i patrzeć, jak mały pociąg krąży po torach. Dziewczynki chciały mieć lalki do ubierania i czesania, a w późniejszych latach także pierwsze oryginalne Barbie, które szybko stały się symbolem luksusu. Popularne były również zestawy żołnierzyków, resoraki Matchbox, samochodziki sterowane pilotem i klocki Lego, które należały do najbardziej pożądanych zabawek.
Cieszyły także prostsze drobiazgi: bączki, plastikowe jamniki na kółkach, gumowe piłki, misie z pozytywką i gry planszowe, w tym kultowe „Grzybobranie” czy „Chińczyk”. Nawet niewielki samochodzik czy nowa gra potrafiły sprawić dziecku ogromną radość, bo w czasach niedoboru każdy prezent był czymś wyjątkowym.
Handel spod lady był codziennością tamtych czasów. Sprzedawcy odkładali towar dla znajomych albo dla stałych klientów, z którymi byli w dobrych relacjach. Wieść o dostawie rozchodziła się błyskawicznie, kolejki tworzyły się niemal natychmiast, a emocje rosły z każdą minutą. Kiedy wreszcie udało się kupić wymarzoną zabawkę, była ona starannie pakowana i chowana przed dziećmi aż do Wigilii. Prezenty pod choinką miały za sobą historię kolejek, znajomości i szczęśliwych zbiegów okoliczności.
Nowa rzeczywistość lat 90.
Po transformacji ustrojowej półki sklepowe zaczęły się zapełniać, a grudniowe zakupy stały się przyjemniejsze i mniej stresujące. Coraz częściej można było kupić produkty, które wcześniej były trudno dostępne lub całkowicie nieosiągalne. W reklamach telewizyjnych i w gazetach pojawiały się nowe zabawki: rozbudowane zestawy klocków Lego, resoraki Hot Wheels, maskotki bohaterów Disneya, zestawy kreatywne do malowania i lepienia, a także gry planszowe sprowadzane z Zachodu.
W połowie dekady pojawiły się pierwsze konsole i gry wideo. Pegasus, a później PlayStation, szybko stały się marzeniem nastolatków i powodem gorących dyskusji w szkolnych klasach.
Zakupy nabrały nowego wymiaru wraz z powstawaniem pierwszych supermarketów i centrów handlowych. Wizyta w takim miejscu w grudniu była dla wielu rodzin prawdziwą atrakcją. W korytarzach ustawiano wysokie choinki, z głośników płynęły świąteczne piosenki, a na witrynach pojawiały się kolorowe dekoracje przypominające scenki z zachodnich filmów. Dzieci mogły spotkać świętego Mikołaja rozdającego cukierki i pozującego do zdjęć, a czasem wziąć udział w konkursach i pokazach organizowanych przez sklepy.
Zmienił się także sposób spędzania czasu. Zakupy stały się częścią rodzinnego rytuału, a całe popołudnia spędzano w galeriach handlowych, które oferowały nie tylko sklepy, lecz także kawiarnie, pizzerie i pierwsze bary szybkiej obsługi. To właśnie tam wiele dzieci spróbowało po raz pierwszy pizzy albo hamburgera.
Rodzice mogli wybierać prezenty bez pośpiechu i porównywać ceny, co wcześniej było trudne. Dzieci z kolei mogły dotknąć i obejrzeć zabawki, które wcześniej znały jedynie z katalogów i reklam telewizyjnych.
Dla wielu osób lata dziewięćdziesiąte to czas pierwszych prezentów z Zachodu, pierwszych zakupów w kolorowych supermarketach i poczucia, że wreszcie można wybierać spośród wielu możliwości. Świąteczne przygotowania zyskały nowy wymiar, mniej było niepewności i stresu, a więcej radości z samego wybierania prezentów i wspólnego spędzania czasu.
Choinki, światełka i sztuczny śnieg
Nieodłącznym elementem grudniowych przygotowań była wyprawa po choinkę. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych coraz popularniejsze stawały się sztuczne drzewka. Najpierw skromne, później coraz bardziej przypominające prawdziwe.
Ubieranie choinki było jednym z najważniejszych momentów przed świętami. Zanim drzewko ozdobiono, w wielu domach wieczorami przygotowywano własnoręczne dekoracje. Z bibuły wycinano kolorowe łańcuchy, z papieru powstawały gwiazdki i aniołki, na nitkach nawlekano makaron i orzechy owinięte w sreberka po czekoladkach. Nawet kolorowe papierki po cukierkach znajdowały swoje miejsce na gałązkach.
Najpierw wieszano szklane bombki, które często służyły przez wiele lat. Potem na gałązkach pojawiały się papierowe ozdoby i łańcuchy, a na końcu na czubku choinki gwiazda. W wielu mieszkaniach obowiązkowo pojawiały się srebrne włosy anielskie, a na szybach sztuczny śnieg tworzył fantazyjne wzory.
Takie wspólne przygotowania były okazją do spędzenia czasu razem i dawały dzieciom poczucie, że mają swój udział w tworzeniu świątecznego nastroju. Obecnie coraz rzadziej przygotowuje się ozdoby w domu, bo sklepy oferują gotowe zestawy dekoracji. Może właśnie dlatego wspomnienia grudniowych wieczorów spędzonych na klejeniu łańcuchów i wycinaniu gwiazdek wciąż budzą tyle ciepła.
Smak i zapach wspomnień
Dziś wystarczy kilka kliknięć, aby zamówić prezenty z dostawą do domu, a kolejki kojarzą się głównie z promocjami w supermarketach. Święta są bardziej przewidywalne, a sklepy pełne towaru przez cały rok. Tamte grudniowe wyprawy miały jednak swój szczególny urok. Zapach świeżo ściętej choinki z osiedlowego targu, smak czekolady zdobytej po długim staniu w kolejce i satysfakcja z kupienia wymarzonej zabawki tworzyły atmosferę, której nie da się już odtworzyć.
Opowieści o świętach z czasów PRL wciąż budzą ciekawość. Dla jednych są powrotem do dzieciństwa, dla innych sposobem, by wyobrazić sobie, jak wyglądały przygotowania, gdy wszystko trzeba było zdobywać z trudem. Może właśnie dlatego radość z prezentów i świątecznych przygotowań wydawała się wtedy większa.
Malwina Komysz



