Zazdrość nie wymaga dowodów, potrafi sama je wyprodukować. Dla wielu z nas jest nieodłącznym towarzyszem życiowej podróży. I dopóki trzymana na wodzy, w rozsądnych i akceptowalnych ramach nie jest groźna, a nawet może być pociągająca i urokliwa. 

Problem zaczyna się jednak wtedy, kiedy niszczy ona życie zarówno zazdrośnikowi, jak i osobie z którą ów jest w relacji. Kiedy zaczyna być obsesją, z którą dotknięty nią człowiek nie daje sobie rady. 

Dziś mowa będzie o zespole Otella, czyli o chorobliwej zazdrości sycącej się nie niepewnością, a głębokim przekonaniem o niewierności partnera lub partnerki. Zespół Otella rozpoznawany jest często u osób długotrwale uzależnionych od alkoholu, ale nie tylko. Dotyka także tych, którzy nie byli i nie tkwią w mackach alkoholowego nałogu. 

Myślę, że każdy, kto choć raz kochał, zna to nieprzyjemne ukłucie w sercu, kiedy to nasz partner lub partnerka wydają się interesować kimś innym. Można nawet powiedzieć, że zazdrość w pewnym sensie stoi na straży naszego związku i informuje o ewentualnych zagrożeniach. Jest częścią naszego wyposażenia ewolucyjnego, gdyż zapewnia najskuteczniejsze przekazywanie genów. Jeśli mężczyzna chciał wychowywać własne potomstwo, musiał być pewien, że kobieta jest mu wierna. Jeśli zaś kobieta chciała aby jej dzieci przeżyły, pilnowała mężczyzny, który zapewniał opiekę i bezpieczeństwo zarówno jej, jak i dzieciom.

Jedna z teorii mówi, że mężczyźni zgodnie z ewolucyjnym interesem jak największego rozsiewania własnych genów wykształcili w sobie umiejętność oszukiwania, a kobiety, także we własnym i swoich dzieci interesie, umiejętność wychwytywania oszustwa. Tak właśnie jest z zazdrością – stanem emocjonalnym zakodowanym głęboko w prastarych strukturach naszego mózgu. Jednym słowem uczucie zazdrości jest atawistycznym spadkiem, który odziedziczyliśmy po naszych przodkach. 

Kiedy kogoś kochamy, chcemy aby nasza miłość była niezagrożona i trwała wiecznie. Ale nadmiarowa, destrukcyjna, wyniszczająca zazdrość potrafi zabić każdy związek i każde uczucie, mimo, iż jej pierwsze symptomy wydają się niegroźne, a nawet wzruszające. W końcu widzimy i czujemy, jak bardzo ktoś jest w nas zakochany i jak Jemu lub Jej na nas zależy. Takie urocze, niewinne codzienne scenki w związku, który znajduje się w początkowej fazie. Jest to etap kiedy partnera lub partnerkę widzimy przez różowe okulary i jesteśmy w stanie wytłumaczyć, pominąć, czy przymknąć oko na każdą czerwoną flagę, która pojawia się w relacji. Jak to mówią „miłe złego początki”. 

Gdzie zatem leży granica zdrowej zazdrości? Po czym poznać czy to jeszcze norma, czy patologia?  Najkrócej mówiąc po tym, że nie ma moralizowania, obrażania się, kąśliwych uwag, wzbudzania u drugiej strony poczucia winy, nakazów, zakazów, roszczeń, emocjonalnych szantaży i pretensji. Kiedy natomiast zaczynają się, na początku delikatne i prawie niezauważalne, uwagi na temat zbyt wyciętego dekoltu, czy nadmiernego według zazdrosnego partnera makijażu to sytuacja już nie jest dobra. Obrażona mina, milczenie kiedy ktoś się w restauracji na nas spojrzał, kąśliwa uwaga, że uśmiechamy się do obcych czy dociekanie z kim to my tam tak wymieniamy wiadomości tekstowe. 

Niby nic strasznego, myślimy. Odrobina zazdrości w związku jeszcze nikomu nie zaszkodziła, usprawiedliwiamy. W miarę jednak wydłużania się związkowego stażu sytuacja między partnerami nie tylko się nie poprawia (choć powinna, bo przecież im dłużej kogoś znamy tym większe powinniśmy mieć do tej osoby zaufanie) to systematycznie się pogarsza. Partner, partnerka zaczyna kontrolować godzinę naszego powrotu z pracy do domu, ilość przejechanych kilometrów na liczniku w aucie, strój, zawartość telefonu, torebki czy portfela. Dzwoni po kilkanaście razy dziennie i każe się rozliczać z każdej godziny, włącza lokalizację, czy instaluje podsłuch w telefonie. 

Ale nie tylko to. Bywa, że przeglądana jest szafa, bielizna osobista i zawartość kosza na śmieci. Kończą się wyjścia z koleżanką, znajomymi czy telefoniczne pogaduszki. Zdarza się czatowanie pod miejscem pracy czy  wcześniejsze powroty do domu na przykład z podróży służbowej. Partner lub partnerka osoby cierpiącej na zespół Otella zaczyna się bać uśmiechać na ulicy, a w miejsce dawnej radości z bycia razem wkracza na białym koniu lęk. Obawa o każdy ruch i o to jak on przez bliską nam osobę zostanie odebrany. I nie pomagają wielokrotnie ponawiane próby przekonywania osoby, z którą tworzymy relację o tym, że ją bardzo kochamy i chcemy z nią być. W zamian za to partner/partnerka zaostrza i wymyśla kolejne środki kontroli naszego życia. 

Mamy tu do czynienia z wcale nierzadkim rodzajem zazdrości, która karmi się jedynie podejrzeniami, a te nie giną wraz z brakiem dowodów. Zazdrosny partner dociekliwie i w coraz bardziej przemyślny sposób szuka dowodów, tak jakby zdrada mogła przynieść mu ulgę. Tak jak mityczny Otello, który cierpi męki, nie mając pewności że jest zdradzany, ale także nie mając pewności, że nie jest. Bywa że taki człowiek w przypływie świadomości przeprasza i obiecuje poprawę swojego zachowania, przyrzeka że to się już nigdy więcej nie powtórzy, po czym po krótkim czasie gehenna i zmienianie życia rodzinnego w istne piekło zaczyna się od nowa. Partner zamiast pracować nad sobą, woli zmniejszać swój niepokój, zwiększając kontrolę nad drugą połową. 

I tak dochodzimy do tego, że każde zachowanie partnerki/partnera podlega następującej interpretacji: nie chce ze mną rozmawiać – myśli o innym/innej, a gdy chce, jest czuły(a) i miły(a) – robi to celowo, aby ukryć, że myśli o innym/innej. Brak dowodów jakiejkolwiek formy zdrady w niczym nie przeszkadza. Jest wręcz dowodem na niezwykłą przebiegłość drugiej strony w jej ukrywaniu.

Inną możliwą bazą do rozwoju patologicznej zazdrości jest niezdolność do przeżywania prawdziwej miłości. Żeby ze stanu zakochania rozwinęła się prawdziwa miłość, człowiek musi mieć w sobie taki rodzaj dojrzałości, która widzi drugiego człowieka jako odrębną osobę i pozwala jej na autonomię i niezależność. Chorobliwa zazdrość to rodzaj pętli, która stopniowo się zaciska: zazdrość pociąga za sobą wstyd że jestem niekochany(a), ten z kolei pociąga jeszcze większą zazdrość, a ta jeszcze większy wstyd. Patologiczna zazdrość to powtarzająca się sekwencja uczuć, w których dominującymi są wstyd i poczucie winy, połączone z nieprzyznawaniem sobie prawa do ich odczuwania. 

A tymczasem każdego dnia i w każdej szerokości geograficznej ktoś z powodu zazdrości bierze kuchenny nóż, pistolet, poduszkę lub inne narzędzie i dokonuje morderstwa. Czy ktoś kiedyś policzył ofiary, które straciły życie w wyniku partnerskiej zazdrości? Wystarczy posłuchać kilku podcastów kryminalnych aby mieć pełną świadomość, że zbrodnie u podłoża których widnieje zazdrość miały i mają miejsce.

Z badań przeprowadzonych na świecie wynika, że zazdrość jest główną przyczyną przemocy w małżeństwie. 

Warto mieć świadomość tego, że skłonność do chorobliwej zazdrości nie pojawia się bez powodu. U jej podstaw leżą: niskie poczucie własnej wartości, traumatyczne wydarzenia z przeszłości takie jak porzucenie czy zdrada, wysoki poziom lęku, zaburzenia natury seksualnej, ale także różnice w atrakcyjności partnerów. Zazdrosny człowiek czuje się bardzo niepewnie i wydaje mu się, że może uciec od tej niepewności poprzez kontrolę jakiej poddaje ukochaną osobę. I faktyczna wierność czy niewierność partnerki lub partnera nie ma tu większego znaczenia. Do dziś zdrada kobiety w krajach islamskich to plama na honorze mężczyzny, którą zmazać może jedynie zamordowanie żony. 

Dręczony przez niepewność i poczucie zagrożenia człowiek uzależnia drugą stronę od siebie, ogranicza Jej wolność osobistą, grozi, manipuluje, szantażuje, a potem przeprasza, by za chwilę znów zastosować przemoc. A to wszystko w imię prawdziwej miłości. Warto o tym  pamiętać zanim zwiążemy się z chorobliwie zazdrosnym człowiekiem. 

Aleksandra Szewczyk, psycholog