Molenbeek – mroczny punkt na mapie Brukseli

with Brak komentarzy

Kiedy po zamachach w Paryżu belgijska policja rozpoczęła szturm na dzielnicę Molenbeek w Brukseli, Belgowie byli zaskoczeni szybkością działania służb. Ale nie zdziwiło ich, że operacja antyterrorystów miała miejsce właśnie w tej dzielnicy. Lokalne służby i policja nie są już w stanie zaprowadzić tam porządku. Nie bez przyczyny Molenbeek nazywane jest „wylęgarnią dżihadystów”.

Taka sobie dzielnica, czyli „Małe Maroko”

Każde miasto ma taką dzielnicę. Starą, mającą lata świetności dawno za sobą, do której lepiej nie zapuszczać się wieczorami. Molenbeek to jedna z 19 gmin regionu stołecznego Brukseli. Liczy 95 576 mieszkańców (dane z 2015 r.). Położona jest w odległości około 25 minut piechotą od starego miasta. Do siedziby europejskich instytucji z Molenbeek też nie jest daleko. Postronny obserwator uznałby, że jest to ciekawe miejsce o orientalnym charakterze, z tureckimi napisami na szyldach sklepów, marokańskimi kawiarniami i bazarem. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu Molenbeek było dzielnicą w której mieszkali uciekinierzy zza „żelaznej kurtyny”, Belgowie z północy, południa, i muzułmanie. Jednak z biegiem czasu liczba ludności wyznającej islam zaczęła gwałtownie wzrastać. Obecnie na brukselskiej mapie Molenbeek wyróżnia się ilością meczetów – 22 i liczbą muzułmanów. Dominuje zwłaszcza społeczność pochodzenia marokańskiego (70 proc.) i tureckiego (20 proc.). Resztę stanowią Pakistańczycy, Albańczycy, Afgańczycy, Egipcjanie i przybysze z północnej Afryki. W Molenbeek są ulice, gdzie obecność społeczności wyznającej islam dochodzi nawet do 90 procent. To miejsca pilnowane przez muzułmańskie patrole, które zwyczajowo nie wpuszczają tam obcych. Coraz większym problemem tej dzielnicy staje się bieda i 30-to procentowe bezrobocie, które dotyka jej mieszkańców, młodzież jest bezrobotna aż w 37 procentach. Molenbeek jest obecnie ulubionym miejscem do życia dla radykałów, ekstremistów i zwolenników Państwa Islamskiego. W ciągu kilkunastu ostatnich lat drastycznie wzrosła tam przestępczość. Wymuszenia, handel narkotykami, kradzieże i napaści z bronią w ręku są na porządku dziennym. Potwierdził to ostatnio minister spraw wewnętrznych Belgii Jan Jambon, który powiedział, że belgijskie władze utraciły kontrolę nad tym, co się dzieje w tej dzielnicy.

„Wylęgarnia dżihadystów”

Wyznawcy Allaha zawładnęli Molenbeek i stworzyli tam swój świat oparty na wewnętrznych prawach, często niemających wiele wspólnego z tymi powszechnie obowiązującymi. – „Nie dziwi mnie, że zamachowcy z Paryża pochodzą właśnie z Molenbeek. Problemy tej brukselskiej dzielnicy są powszechnie znane” – powiedział Radiu Watykańskiemu biskup pomocniczy belgijskiej stolicy Léon Lemmens. Przypomina on, że jest to dzielnica w zdecydowanej większości muzułmańska. W istniejącej tam jeszcze szkole katolickiej nie ma ani jednego ucznia o belgijskim pochodzeniu. Niemal po każdym zamachu terrorystycznym w Europie tropy prowadzą do Molenbeek. Stąd pochodzi Abdelhamid Abaaoud – Belg marokańskiego pochodzenia – podejrzewany o zorganizowanie listopadowych zamachów w stolicy Francji. Tutaj urodził się Amedy Coulibaly, który w styczniu tego roku razem z braćmi Kouachi sterroryzował Paryż atakami m.in. na redakcję magazynu „Charlie Hebdo”. W rejonie Molenbeek kupili broń islamiści, którzy zaatakowali sklep koszerny w Paryżu, tuż po zamachu na redakcję gazety „Charlie Hebdo”. Kilka dni później belgijska policja odkryła skład broni i ładunków wybuchowych w jednym z mieszkań w Molenbeek. Ayoub El Chazzani zatrzymał się z siostrą w tej dzielnicy zanim w sierpniu wsiadł z kałasznikowem do pociągu Thalys aby pozabijać „niewiernych”, gdzie w ostatniej chwili został obezwładniony przez trzech żołnierzy. Z Molenbeek powiązany był także Mehdi Nemmouche, zabójca czterech osób w Muzeum Żydowskim w Brukseli w maju 2014. Przez pewien czas w Molenbeek mieszkał także jeden z „mózgów” zamachów w Madrycie z 2004 roku Hassan El Haski (zginęło ponad 190 osób). Także tutaj prężnie działa radykalna organizacja Sharia4Belgium (chociaż jej główna baza znajduje się w Antwerpii), werbująca bojowników dla Państwa Islamskiego. Sharia4 Belgium działa na terenie Belgii już kilka lat, ale dopiero stosunkowo niedawno władze uznały ją za grupę terrorystyczną. Obecnie, chociaż zdelegalizowana, działa w podziemiu. „Dlaczego tak wielu dżihadystów przewija się przez Molenbeek?” – zastanawia się dziennik „La Libre Belgique”, nazywając to miejsce „wylęgarnią dżihadystów”. No właśnie – dlaczego?

 

Tykająca belgijska bomba

Na przełomie XIX i XX wieku, rozwijająca się belgijska gospodarka potrzebowała rąk do pracy. Najpierw przyjechali Holendrzy, Francuzi, Niemcy, później Włosi i Polacy. Po 1945 roku po raz kolejny rozpoczęło się ściąganie tanich pracowników z zagranicy. Belgijski rząd podpisał odpowiednie umowy między innymi z Marokiem, Turcją, Tunezją i Algierią. Kiedy w latach siedemdziesiątych nastąpił kryzys w górnictwie i zagraniczni pracownicy stracili pracę, nie wrócili do swoich krajów. Zostali w Belgii. W 1964 roku do Belgii zaczęli masowo zjeżdżać Turcy. Ta imigracja była „imigracją sukcesu”, ponieważ prawo do przyjazdu uzyskiwali tylko potrzebni eksperci z danej dziedziny. Kilka lat później rozpoczął się exodus do Belgii mieszkańców innych muzułmańskich krajów, przede wszystkim z Maroka. Przyjechali niewykwalifikowani robotnicy, w znacznej mierze analfabeci, co ogromnie utrudniło im przystosowanie się do życia w zachodnim kraju. I chociaż w 1974 roku Bruksela nie przyznawała już wiz dla imigrantów ekonomicznych, to obywatele Maroka i Turcji nadal napływali dzięki prawu do łączenia rodzin. Z biegiem czasu rząd nie chciał już wydawać pieniędzy na kolejne zasiłki, bo wobec panującego w tej grupie bezrobocia, właśnie zasiłki były ich jedynym źródłem utrzymania. Rodziły się kolejne pokolenia dzieci, powstawały odrębne osiedla, dzielnice, budowano meczety, księgarnie, kawiarnie i sklepy. Zalegalizowano islam jako jedną z państwowych religii. Muzułmańska część belgijskiej społeczności zaczęła wysuwać żądania dokonania zmian w obowiązującym w Belgii prawie i częściej okazywać swoje niezadowolenie. Do tego doszły jeszcze działania radykalnych islamskich organizacji i w pewnym momencie belgijskie społeczeństwo zaczęło postrzegać muzułmanów jako zagrożenie. Oficjalne statystyki podają, że muzułmanie stanowią obecnie 25 proc. mieszkańców Brukseli. Nieoficjalnych danych nie znamy. W ciągu najpóźniej 20 lat muzułmanie będą w stolicy Belgii zdecydowaną większością. W Brukseli najpopularniejszym imieniem nadawanym chłopcom jest Mohammed, a wśród dziewczynek Aisza. Muzułmanów w Belgii będzie coraz więcej – mówią eksperci, świadczy o tym ilość dzieci rodzonych przez muzułmańskie kobiety. O ile na Belgijkę średnio przypada 1,67 dziecka, to na muzułmankę 4,9. Poza tym ta część społeczeństwa jak się okazuje jest bardzo „rodzinna”. Ci, którzy osiedlili się w Belgii, sprowadzają do siebie najbliższą rodzinę, krewnych, przyjaciół i znajomych. Według prognoz Eurostatu, w 2060 roku w Belgii od 30 do 60% mieszkańców stanowić będą osoby pochodzące spoza tego kraju i wyznające inną religię niż katolicyzm. Wydatki na utrzymanie meczetów i imamów kosztują belgijski rząd 30 milionów euro rocznie, a świadczenia socjalne dla muzułmanów, około miliarda rocznie. Bezrobocie wśród tej grupy społecznej jest o wiele wyższe niż wśród rdzennych obywateli Belgii. Jedna trzecia muzułmanów ma stałą pracę, jedna piąta pobiera zasiłek dla bezrobotnych, z tego aż 80% twierdzi, że nie może znaleźć pracy, ponieważ czuje się dyskryminowana rasowo. Nie mogą znaleźć pracy, czy nie chcą pracować?

Dlaczego?

Dlaczego Belgia stała się „wylęgarnią dżihadystów”, a dzielnica Molenbeek synonimem zła? Przynajmniej od dziesięciu lat Belgia uznawana jest za siedlisko ugrupowań terrorystycznych pod sztandarem islamu. Ma największy w Europie odsetek obywateli walczących w Syrii u boku bojowników Państwa Islamskiego. I chociaż państwo stara się robić wiele w kierunku poprawy sytuacji, jest tak, jak jest. Kiedy zaczęła się radykalizacja tego środowiska? Znawcy tematu twierdzą, że miało to miejsce wtedy, kiedy drugie pokolenie emigrantów stało się dorosłe. Posiadali belgijskie obywatelstwo, ale Belgami nie czuli się wcale. Ostatnie badania opinii społecznej pokazują, że prawie 45 procent imigrantów pochodzących z Turcji i Maroka uważa się za muzułmanów, a nie za Belgów. Belgijskie media są bezlitosne i jednym tchem wymieniają: niedbałe zarządzanie dzielnicą, zgoda na tworzenie się gett, które stały się kryjówkami dla terrorystów, przymykanie oka na działalność radykalnych imamów, brak rozwiązań dla młodych ludzi, którzy wpadają w pułapkę dżihadyzmu, a przede wszystkim brak prawdziwej polityki integracji imigrantów. Błędem nie tylko Belgii, ale też innych krajów UE, było to, że pozwolono, by imigranci żyli w skupiskach, które z biegiem lat zamieniły się w getta. Życie w poczuciu dyskryminacji i wykluczenia powoduje, że ludzie zaczynają negować otoczenie, a elementem wyróżniającym staje się dla nich tożsamość religijna. Trzeba jasno i uczciwie powiedzieć, że jest problem z dżihadyzmem w Molenbeek, Brukseli i Belgii – podsumowują dziennikarze. Coraz częściej padają oskarżenia pod adresem Philippe’a Moureaux, do 2012 roku burmistrza Molenbeek, który rządząc dzielnicą, nieprzerwanie przez 18 lat, lekceważył sygnały świadczące o radykalizacji niektórych mieszkańców. Zarzuca mu się, że swoją polityczną karierę zbudował na uległości wobec muzułmanów, którzy w ramach podziękowania swoimi głosami przez lata zapewniali mu reelekcję. Socjolog prof. Bart Van De Putte z Uniwersytetu w Gent mówi, że „fenomen” Molenbeek polega na tym, że tutaj jak w soczewce widać problemy mniejszości etnicznych w Belgii, w której powstała przepaść pomiędzy ludnością o arabskich korzeniach a resztą społeczeństwa. Do tego dochodzi dyskryminacja ze strony Belgów. Urodzonym w Belgii osobom o obcobrzmiącym nazwisku znacznie trudniej znaleźć pracę, skazani są oni więc albo na nisko płatne zajęcia, albo po prostu na zasiłek.

Przez lata dzielnica Molenbeek dla wielu islamskich bojowników była spokojnym i bezpiecznym miejscem, bo władze ignorowały to, co się tu działo. Wracających z Syrii mężczyzn, wobec których zachodziło podejrzenie, że walczyli w szeregach dżihadystów, pozostawiano na wolności, często bez nadzoru służb. – To prawda, że ataki terrorystyczne są niemal zawsze powiązane z Molenbeek – powiedział po ujawnieniu brukselskiego tropu w paryskim śledztwie premier Belgii, Charles Michel. – Była to forma pobłażliwości, swobody działania. Teraz płacimy rachunek za to, co nie zostało zrobione.

Zaprowadzenie porządku w Molenbeek zapowiadał też belgijski minister spraw wewnętrznych. Presja wywierana jest na policjantów i lokalnych polityków, którzy do tej pory przymykali oczy na to, co dzieje się w brukselskiej dzielnicy.

 

Anna Janicka

Źródła:

natemat.pl, wiadomości.dziennik.pl, fakt.pl, newsweek.pl, gazetaprawna.pl, onet.pl

Facebook